Maraja Drukuj Poleć znajomemu

12 września było obchodzone święto Najświętszego Imienia Maryi. Jest to też święto patronalne w jednej z naszych amazońskich wspólnot.

Jako że wspólnota Maraja znajduje się w miarę blisko Novo Airao – tylko dwie godziny podróży naszą barka - i można wrócić tego samego dnia, będę obecny na niedzielnej liturgii. Toteż z dwoma katechetami wyruszyłem, aby we wspólnocie Maraja celebrować maryjne święto.
Nasza barka Santa Maryja do Rio Negro dzielnie przemierzyła nurt Rio Negro i zgodnie z planem, po dwóch godzinach płynięcia podziwiając piękny zachód słońca, około godziny osiemnastej zacumowaliśmy koło dużych barek, którymi przybyli ludzie na święto.

Warto tutaj opowiedzieć troszkę o tych dużych barkach. W Amazonii praktycznie nie ma dróg. Samochody, motory spotykamy tylko w dużych miejscowościach i na głównych szlakach. Poza tym niemal wszędzie można dostać się rzeką.
Praktycznie każdy, kto mieszka nad rzeką, ma swoją łódkę. Jedni większą, drudzy mniejsza. Z powodów ekonomicznych z reguły przy tych łodziach siłą napędową są albo wiosła albo małe silniki, toteż są one stosunkowo wolne.

Aby szybciej przemieścić się z jednego miejsca do drugiego w Amazonii jako autobusy służą...

... duże barki. Za stosunkowo niewielką opłatą można przepłynąć sporą odległość - jedyny warunek to mieć dużo czasu. Dla przykładu taka barka z Novo Airão do Manaus – odległość 120 km – przemierza w 8 godzin.
Na dużej barce nie ma miejsca do siedzenia, żadnej ławki, fotela, ale są za to haki do przymocowania hamaków. W związku z tym każdy kto przychodzi na barkę ma ze sobą hamak. Hamak to miejsce, na którym się siedzi, śpi, odpoczywa. Barka bardzo szybko zapełnia się rozwieszonymi hamakami i następuję zawiązywanie nowych znajomości. Po paru godzinach podróży każdy z pasażerów zna historie życia hamakowych sąsiadów i wszystkie bolączki oraz radości.
W momencie kiedy my, z Santa Maryja do Rio Negro, przybyliśmy do Maraja rejsowa barka zamieniona była w prawdziwy salon kosmetyczny. Na hamakach kobiety w każdym wieku miały wyłożone wszelkie możliwe do wyobrażenia kosmetyki i zamieniały się w „bóstwo”.

My po pokonaniu sporego wzniesienia udaliśmy się na główny plac, gdzie właśnie, jak na Brazylię przystało, kończył się mecz piłki nożnej. Zacząłem rozglądać się za miejscem do odprawienia Mszy św.
W Amazonii, jak w każdym miejscu blisko równika, dzień trwa 12 godzin i noc zapada bardzo szybko. Z reguły o szóstej rano robi się widno i o szóstej wieczorem robi się ciemno.
Z radością zauważyłem, że nad ołtarzem znajduje się jedyna w okolicy żarówka, a w związku z tym jest nadzieja, że nie będę miał większych trudności z odczytaniem liter poszczególnych modlitw.

Kiedy już ściemniło się i zakończył się mecz piłkarski ludzie zgromadzili się przy ołtarzu. Wniesiona została procesyjnie figurka Matki Bożej i rozpocząłem Mszę Świętą. I to, z tego czego najbardziej cieszyłem się po przyjeździe stało się moją największą zmorą. Zgodnie z prawami przyrody wszelkie owady ciągną do światła. W całej okolicy tylko nad moją głową była zapalona żarówka, w dodatku biały obrus na ołtarzu i moja biała alba były widoczne z daleka. Rezultat był taki, że robaczki, od bardzo malutkich do okazów nawet mających jakieś 7 cm, świętowały w moim towarzystwie. Ołtarz, moja alba i ja sam - wszystko było w robaczkach. Muszę jednak przyznać, że dzielnie wytrzymałem do końca Mszy św.  - jedynie podczas kazania oddaliłem się od źródła światła, aby nie ułatwiać robaczkom poszukiwań żywego stworzenia, którym w końcu jestem.

We wspólnocie Maraja wszyscy żyją, poruszają się dzięki rzece. To właśnie w niej łowią ryby, ona służy im za drogę transportu, dlatego też przedstawiłem Maryję jako Gwiazdę Morza, gdyż właśnie w ten sposób przetłumaczono imię Maryja w zachodniej tradycji. Łatwo było przedstawić tym, którzy żyją nad Rio Negro nasze życie jako ciemną rzekę, na której nacierają groźne fale, czyhające na łódkę naszego życia. Czasami noc zdaje się nieprzenikniona. Często można mieć wrażenie, że moc należy tylko do zła, a Bóg znajduje się nieskończenie daleko.
Często z daleka jedynie dostrzegamy wielką Światłość, Jezusa Chrystusa, który zwyciężył śmierć i zło. Wówczas jednak widzimy niezwykle blisko światło, które zapaliło się, kiedy Maryja powiedziała: „Oto Ja, służebnica Pańska”. Widzimy bijące z Niej jasne światło dobroci. Poprzez swą dobroć przynosi wciąż na nowo Jezusa Chrystusa i tym samym wielkie Światło Boga na świat. Daje nam On swoją Matkę jako naszą Matkę, abyśmy nauczyli się od Niej wypowiadać „tak”, które sprawia, że stajemy się dobrzy.

Wśród niezliczonych robaczków dokończyłem celebrować Mszę św., po której rozpoczęła się kolejna liturgia, bezpośrednio związana ze świętem. A ponieważ święto, na którym ksiądz jest obecny we wspólnocie, jest jednym z nielicznych dni w ciągu roku, jest to okazja do ochrzczenia dzieci.
Tym razem były tylko trzy chrzty, ale nowo ochrzczeni zostali przyjęci we wspólnocie Maraja z ogromną radością.

Po zakończeniu sprawowania wszystkich sakramentów Santa Maryja do Rio Negro z nami na pokładzie udała się w powrotną podróż. Prawdę mówiąc podziwiam naszego kapitana, który w absolutnej ciemności, widząc tylko zarysy brzegu z gęstym tropikalnym lasem, potrafił ominąć wszystkie mielizny, kłody i inne czekające na nas niebezpieczeństwa. Przez większą część podróży stał przy samej burcie, jedną ręką trzymając ster i wypatrując niebezpieczeństwa. 
Pod naszą nieobecność święto trwało w najlepsze. Było wiele muzyki, tańców, ale, jak się następnego dnia dowiedziałem, nie dla każdego świętowania było bardzo radosne, gdyż jeden z bawiących się został z dziurą po nożu w swoim ciele.

Ks. Artur Karbowy SAC

 
Tego autora
Z tego kraju
Nowości
Chętnie czytane
SMS misje