Strona główna arrow Meksyk arrow Ostatni tydzień wakacji w parafii Tenango del Air
Ostatni tydzień wakacji w parafii Tenango del Air Drukuj Poleć znajomemu
Niestety, w czwartym tygodniu wakacji miałem inne zajęcia i nie mogłem towarzyszyć dzieciakom.
Jednak w ostatnim tygodniu byłem już z nimi i teraz pokrótce opowiem jak było. A było ciekawie i wesoło.

Ostatni tydzień rozpoczęliśmy we wtorek od zajęć z matro gimnasi - to taka forma aktywności ruchowej dzieci wraz z ich rodzicami. Zajęcia poprowadziła Yadira. Zajęcia polegały na aktywizowaniu rodziców do zabawy ruchowej ze swymi dziećmi. Mają one na celu zbliżanie rodziców z dziećmi poprzez wspólne zajęcia ruchowe w formie zabaw i konkursów. Bardzo mi się to spodobało, bo nie jest  to częsty widok, kiedy rodzice wraz z dziećmi oddają się wspólnej zabawie. Rodzice stają się jak dzieci, odkrywając jak wspaniale oderwać się na chwilę od spraw życia dorosłych.
Te zajęcia świetnie integrują rodziny i pokazują, że w każdym z nas, dorosłych, drzemie dziecko. Z kolei dzieciom takie zajęcia pokazują, że rodzice wcale nie są "smutasami",  którzy nie rozumieją ich dziecięcego świata.

Środowe zajęcia poświęciliśmy na przygotowania związane z Balem Przebierańców, który zaplanowaliśmy na czwartkowy wieczór. Było dmuchanie balonów, dekorowanie sali i przy okazji wiele dobrej zabawy.

W czwartek rozpoczęliśmy od ... ...zajęć plastycznych. Było to zarazem ostatnie spotkanie wakacyjne z naszą Maestrą Elizabeth. Podczas zajęć wszyscy,  na kilku metrowym zwoju papieru, wykonaliśmy techniką odciśniętej dłoni, pejzaż wulkanów. Zabawa była wspaniała, tym bardziej, że nie używaliśmy pędzli - nasze dłonie posłużyły nam za narzędzia. W tej technice stworzyliśmy naszą finałową pracę. Było bardzo kolorowo. A to dla tego, że dłonie zanurzone w farbie nie tylko odcisnęły się na papierze, ale też na twarzach i ubraniach twórców tego dzieła.

O godzinie 17.30, w drugiej części atrakcji czwartkowych, rozpoczął się Baile de disfraze – Bal Przebierańców. Bawiliśmy się przez ponad 3 godz. Nie zabrakło oczywiście zabaw i konkursów, które cieszyły się wielkim powodzeniem i zainteresowaniem dzieci i ich rodziców. Między innymi był bieg z surowym jajkiem, zawody szukania truskawki w bitej śmietanie, pompowanie balonów aż pękną i wiele, wiele innych atrakcji.

A jeśli bal to nie mogło zabraknąć tańców do muzyki popularnie słuchanej w Meksyku. Dosyć specyficznej jak na mój gust, ale za to przez Meksykan uwielbianej. Tego dnia również oficjalnie zakończyliśmy nasze wspólne przygody i aktywności wakacyjne.

Nie zabrakło również podziękowań dla rodziny szczególnie nam przychylnej, za wszystkie dobro i możliwości jakie nam dali, aby dzieci z grupy ministranckiej wraz ze swym rodzeństwem mogły spędzić pięknie czas wakacji.
Rodzina państwa Gonsalez Aragon oraz Prezydenci naszego Tenango otrzymali gromkie brawa od dzieci i rodziców za okazaną pomoc.

Jednak na tym nie koniec. Pomimo oficjalnego zakończenia wakacji, w sobotę - z inicjatywy kilku rodzin - zorganizowaliśmy dla chętnych dia de campo, czyli wycieczkę terenowa, na okoliczną Górę zwaną Coronia.

W niewielkiej grupie 8 rodzin udaliśmy się w góry. Po przybyciu na miejsce, rozpaliliśmy ognisko i przygotowaliśmy „co nie co na ząb”. Następnie ojcowie, zawiesiwszy linę na gałęzi drzewa, zrobili dla dzieci huśtawkę.
Mnie też zachciało się pohuśtać. I tak mnie dzieci rozbujały, że w pewnym momencie wyfrunąłem z lin i niczym szczygieł nad polem poszybowałem kilka metrów, a moją przygodę z lataniem zakończyłem twardym lądowaniem na łące. Poza kilkoma stłuczeniami wyszedłem z tego prawie bez szwanku.

Jednak tego dnia prześladował mnie pech. Kolejnym naszym pomysłem był mecz piłki nożnej pomiędzy ojcami ze swymi synami a mamami z córkami. Ja dołączyłem do ekipy dam z uwagi na nierówne siły. Wszyscy dzielnie walczyliśmy, jak przystało na rasowych zawodników, na wyboistej łące. W pewnym momencie stwierdziłem, że zdejmę ciężkie buty górskie z nóg ,aby nie stanowić, szczególnie dla dzieci zagrożenia. I w ten sposób ściągnąłem na siebie samego zagrożenie. W pewnym momencie, po kapitalnej akcji mam, dopadłem do piłki i oddałem silny strzał - tak silny, że jeden z chłopaków, zamiast w piłkę, trafił w moją stopę. Poczułem tylko niemiły ból w dużym palcu.

Od razu wydawało mi się, że coś „nie tak”. Ale w ferworze walki grałem do końca, tylko potem z chodzeniem miałem problem. Po całodniowej wyprawie wreszcie wróciliśmy do Tenango. Po zmęczeniu nie tylko dzieci, ale i nas dorosłych można było wywnioskować, że to był bardzo udany aktywny wypoczynek.

Zaś na pamiątkę tych wakacji mam stopę w szynie gipsowej i kule ortopedyczne pod pachami. Mimo to jestem Bogu wdzięczny za ten czas i za to, że mogę pracować w Mexico en Tenango del Aire.

Br. Miguel Szczygioł SAC, Mexico
 
SMS misje