Strona główna arrow Misjonarz opowiada arrow Życzę poznania Królestwa Bożego według pragnień Założyciela
Życzę poznania Królestwa Bożego według pragnień Założyciela Drukuj Poleć znajomemu
 Wywiad z s. Dorothee Mukamusana – Pallotynką z Rwandy

S. UrszulaJest Siostra po raz trzeci w Polsce. Zapewne każda wizyta jest inna każda przynosi nowe doświadczenia, przeżycia i wrażenia. Jednak Siostry Pallotynki poznałaś w Rwandzie. Pamiętasz, kiedy to było? Jakie wrażenia Ci towarzyszyły?

S. Dorothee – Pamiętam to dokładnie. Moje spotkanie z Siostrami Pallotynkami poprzedzone było lekturą małej książeczki: Św. Wincenty Pallotti – pocieszyciel strapionych. Było to w 1975 roku. Później, gdy podejmowałam decyzję o życiu zakonnym i przeglądałam spis zgromadzeń zakonnych, które pracują w Rwandzie natrafiłam na Siostry Pallotynki. Chciałam je poznać, bo czułam, że będąc jedną z nich będę mogła zrealizować moje marzenia, aby pocieszać, przynosić ulgę w cierpieniu, nieść radość… Nie zawiodłam się ani na Siostrach, ani na charyzmacie Zgromadzenia.

Jak Twoja rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, odbierają pracę Sióstr Pallotynek?

Jak tylko sięgam pamięcią, mogę powiedzieć, że posługa Sióstr, była zawsze dobrze przyjmowana przez mieszkańców Rwandy. Gdy ludzie widzą habit, welon, krzyż, wiedzą, że Siostry są osobami niosącymi im obecność Chrystusa. Niosą tę obecność nie tylko ...

... przez swój strój, ale poprzez dobro, które czynią i przez modlitwę.

Czy w pierwszych kontaktach z Siostrami było coś, co Cię dziwiło, zastanawiało lub co podziwiałaś w ich pracy?

Zastanawiał mnie, a jednocześnie pociągał sposób obecności Sióstr wśród ludzi. Myślałam nad tym, skąd biorą tyle sił i zapału do tego, żeby się nauczyć naszego języka, żeby mieć bezpośredni kontakt z najbiedniejszymi, którym od początku przychodziły i przychodzą z pomocą. Podziwiałam otwartość na nas – dziewczęta z Rwandy i Kongo – pragnące służyć Bogu jako Pallotynki. Od początku pociągała mnie praca z sierotami i ludźmi chorymi. Szczególnie pracy wśród chorych, delikatności i otwartości na nich uczyły mnie Siostry, przez swój przykład i postawę.

Teraz sama pracujesz jako pielęgniarka – położna. Czy w tej posłudze możesz realizować swoje pragnienia, z którymi wstępowałaś do Zgromadzenia?

Jak najbardziej! Od zawsze chciałam zrealizować pragnienia, które budziły się we mnie podczas lektury małej książeczki o Pallottim, o której wspominałam na początku. Św. Wincenty chciał być ojcem dla cierpiących, strapionych, smutnych, chorych… Zapragnęłam tego samego… Tak jak modlił się kiedyś Założyciel: „Chciałbym stać się pokarmem, aby nasycić głodnych, napojem, aby napoić spragnionych, lekarstwem, aby przynieść ulgę chorym…”, myślę, że przez posługę pielęgniarki – położonej, mogę przynosić ulgę, mogę otaczać miłością i szacunkiem nowe życie. Tak, moje pragnienia spełniają się!

Co w charyzmacie Założyciela, który żył wiele lat temu i w zupełnie innych warunkach, jest aktualne dziś dla mieszkańców Rwandy?

Myślę, że przede wszystkim idea współpracy z laikatem i powszechna odpowiedzialność wszystkich ochrzczonych za dzieło apostolstwa, a więc przekazywania, pogłębiania i poszerzania wiary. To wielkie zadanie dla Kościoła w Rwandzie, aby ludzi, którzy ciągle noszą na sobie piętno niedawnej wojny mobilizować do życia w miłości, do przebaczenia, do przyjmowania uzdrawiającej i przebaczającej miłości Jezusa.

Niedawno brałaś udział w naszym siostrzanym czuwaniu na Jasnej Górze. W tym roku było ono naszym dziękczynieniem za 75 lat obecności Pallotynek w Polsce. Jasna Góra jest naszym sanktuarium narodowym. Powiedz, czy w Rwandzie, jest sanktuarium podobne do tego, na Jasnej Górze?

Tak, mamy nasze sanktuarium, które możemy nazwać narodowym, w Kibeho. Jest ono znacznie młodsze od Jasnej Góry. Historia tego sanktuarium rozpoczyna się w 1981 roku, kiedy to trzem dziewczętom objawiła się Matka Boża, która powiedziała o sobie, że jest „Matką Słowa”. Maryja przez nie prosiła o modlitwę, nawrócenie, umartwienie i pokutę. To objawienie, jako jedyne na kontynencie afrykańskim, zostało przez Stolicę Apostolską uznane za prawdziwe. Podobnie jak na Jasną Górę, tak i do Kibeho wierni z kraju i z zagranicy przychodzą modlić się, prosić o łaski i dziękować.

Modląc się na Jasnej Górze, myślałaś o Matce Bożej z Kibeho?

Trudno to do końca nazwać myśleniem. Jak wiesz, w czasie czuwania modliłyśmy się na różańcu w różnych intencjach misyjnych i w różnych językach. U nas modlimy się tańcem i śpiewem. Tak też miałam pomodlić się w czasie tego różańca. Początkowo czułam się tym bardzo skrępowana. Ale gdy już trwała modlitwa, gdy zapatrzyłam się w Twarz Matki Bożej poczułam w sobie wielki pokój i niezwykłe doświadczenie duchowej jedności. Nieważne, gdzie się modlimy, nieważne w jakiej formie. Maryja wszędzie przyjmuje nas otwartym sercem i wszędzie wzywa do nawrócenia i pełnego oddania się Jezusowi. Nawet jeśli dzielą nas kilometry, łączy wiara i miłość Pana Boga.

Modlitwa na Jasnej Górze była jubileuszową modlitwą dziękczynienia. Z racji jubileuszu składa się też życzenia. Czego życzysz polskim Siostrom z racji jubileuszu?

Przede wszystkim życzę wierności charyzmatowi Założyciela. Aby tak jak jego również życie Sióstr i wszystko, co czynią, było dziełem ku nieskończonej chwale Bożej, a także by Siostry mogły i umiały poznawać Królestwo Boże i wprowadzać w nie ludzi, do których są posyłane. Pragnienia Pallottiego były nieskończone. Niech i Sióstr pragnienia takie będą.

Dziękuję bardzo za rozmowę! Dziękuję również s. Annie Sęk, która tę rozmowę tłumaczyła.

Dziękuję!

Rozmawiała s. Urszula Kłusak SAC