Strona główna arrow Rok 2009 arrow Nr 48 (3/2009) arrow Czy pogańskie rytuały mogą sprowadzić burzę?
Czy pogańskie rytuały mogą sprowadzić burzę? Drukuj Poleć znajomemu
23 stycznia 2009 roku na długo pozostanie w pamięci wielu ludzi w parafii Roma. Tego dnia nad parafią przeszła ostra burza. Obfitym opadom deszczu towarzyszyły mocne i tak częste wyładowania, że można było mieć wrażenie, iż okolica znalazła się pod armatnim ostrzałem.

Kiedy burza przeszła i ustały opady, kilku mężczyzn z wioski Kwimbu przyniosło do szpitalika, który jest na stacji misyjnej, dziesięcioletnią dziewczynkę poszkodowaną od uderzenia pioruna. Jej starsza siostra została zabita przez to samo uderzenie. Udzieliłem dziewczynce namaszczenia chorych.

Jednocześnie przyszła do izby przyjęć córka pielęgniarza z informacją, że piorun uderzył w drzewo stojące obok budynku, powalając je. W tym czasie matka karmiła dziecko wewnątrz budynku i huk wyładowania sprawił, że dziecko zmarło.

Ktoś ze stojących rzucił: „Chyba Pan Bóg chce nam dać jakiś znak”.

Na drugi dzień rano przyszli do mnie liderzy z wioski Kwimbu, abym przyszedł ... ... odprawić pogrzeb tej dziewiętnastoletniej dziewczyny zabitej przez uderzenie pioruna.
Jednocześnie ze skruchą wyznali, że to wszystko stało się z ich winy. Okazało się, że na piątek, na godz. 17.00, mieli zaplanowane w wiosce tzw. haiden kastom czyli pogańskie rytuały. Liderzy wioskowi nie chcieli słuchać liderów kościelnych, którzy byli przeciwni tego typu pogańskim zwyczajom, ale nic to nie dało.

W czasie kiedy zaczęli schodzić się ludzie z innych wiosek, aby uczestniczyć w rytualnych, pogańskich tańcach, rozpętała się nawałnica. Wszyscy w panice uciekali, aby znaleźć schronienie. Jeden z mężczyzn wskoczył pod budynek suszarni kakao, uderzając w wystającą belkę tak, że zobaczył wszystkie „konstelacje gwiezdne”.

Plac, na którym miały odbywać się pogańskie rytuały zatonął w wodzie.
Kilka minut przed 17.00 piorun zabił wspomnianą już młodą dziewczynę. Razem z dwójką młodszego rodzeństwa schowała się przed burzą pod domem. Piorun przeleciał przez dom jak pocisk armatni, niszcząc wszystkie belki podtrzymujące dach. Dziewczyna zginęła na miejscu, a jej rodzeństwo zostało porażone i poparzone, ale na szczęście przeżyło. Ciało dziewczyny ludzie przynieśli na plac w wiosce, gdzie mieli tańczyć, by teraz całą noc spędzić przy zabitej.

Dla ludzi z wioski był to znak, że pogańskie rytuały, do których się przygotowywali, ściągnęły to nieszczęście, dlatego ze skruchą prosili mnie o odprawienie pogrzebu i aby ułatwić mi dojście do wioski, rano poszli zrobić nowy mostek nad bagnem wśród palm sagowych. W drodze na pogrzeb mogłem zobaczyć dom, w który uderzył piorun i gdzie zginęła dziewczyna.

W wiosce panował strach i grobowy nastrój. Liderzy, którzy chcieli tak bardzo pogańskich rytuałów, siedzieli nieopodal ze spuszczonymi głowami i nie przyszli nawet się przywitać.

W trakcie pogrzebu musiałem zwrócić uwagę, że pogańskie zwyczaje ściągają na nich nieszczęście i śmierć, a więc Pan Bóg, dopuszczając do tego wypadku, chciał powiedzieć tym, którzy tak bardzo chcą kontynuować pogaństwo, aby się opamiętali i nawrócili.

Później okazało się jeszcze, że tydzień wcześniej sekciarze z New Apostolic sprowadzili do wioski Dumbit glasmana czyli w warunkach papuaskich szamana. Wielu ludzi, w tym także katolików, poszło do niego, aby szukać odpowiedzi na pytanie, kto jest odpowiedzialny za ich chorobę bądź rodzinne problemy. Glasman tak uzdrawiał jedną ze staruszek należącą do New Apostolic, że kobieta po dwóch dniach zmarła.

To, co wydarzyło się w Kwimbu, stało się znakiem dla tych wszystkich, którzy mają problem z zerwaniem z pogańskimi zwyczajami.
Oczywiście można powiedzieć, że to zbieg okoliczności, ale dla ludzi z parafii Roma wydźwięk był jednoznaczny – pogańskie rytuały sprowadziły na nich burzę i nieszczęście.

Ks. Jacek Bilik SAC, misjonarz w Papui Nowej Gwinei
Zdjęcia: br. Janusz Namyślak SAC