Strona główna arrow Rok 2009 arrow Nr 48 (3/2009) arrow Jubileusz 50-lecia kapłaństwa ks. Józefa Maślanki SAC, misjonarza w Amazonii
Jubileusz 50-lecia kapłaństwa ks. Józefa Maślanki SAC, misjonarza w Amazonii Drukuj Poleć znajomemu
Jedenastego czerwca nasza amazońsko-polska sława misyjna, ksiądz Józef Maślanka, pallotyn, obchodził 50-lecie kapłaństwa. To bez wątpienia jubileusz ważny dla nas wszystkich.

Nie ma zbyt wielu księży w Amazonii, którzy mogliby się poszczycić takim jubileuszem kapłańskim.
Właściwie, to nie znam żadnego, który obchodziłby w tym czasie pięćdziesięciolecie kapłaństwa. W ubiegłym roku planował świętować swój jubileusz w Polsce, wraz z cała rodziną pallotyńską. Niestety, zmienił plany. Chyba wiek i zdrowie sprawiły, że zdecydował się pozostać w Novo Airão.
No cóż, mimo nowoczesnych środków transportu podróż do Europy z serca Amazonii nadal może być czasochłonna i dosyć męcząca. A skoro księdza Józefa nie będzie w Polsce przypomnę jego postać.

Nasz amazoński jubilat urodził się w 1933 roku. Święcenia kapłańskie przyjął 11 czerwca 1959 roku w kościele pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Apostołów w Ołtarzewie, razem z trzydziestoma trzema swymi pallotyńskimi współbraćmi (z tego rocznika święceń żyje 15 kapłanów). Przez ... ...  dwanaście lat pracował w Polsce. Potem był posłany do Francji, gdzie przez 4 lata opiekował się duszpastersko polskimi emigrantami, zwłaszcza młodzieżą. Jednak nie pozostał tam długo i zdecydował się wyjechać do Brazylii.

W 1971 roku dotarł do Mato Grosso, gdzie pracował razem z Księżmi Pallotynami z prowincji Santa Maria. Wówczas był to jeden – gigantycznych rozmiarów – stan, pełen lasów, pól, pastwisk i bagien.
Po jakimś czasie, kiedy już poduczył się języka i stał się językowo samodzielniejszy odbył prawdziwie pionierską podróż do Amazonii. Przemierzył dziesięć tysięcy kilometrów. Z harcerskim plecakiem, uzbrojony w aparat fotograficzny, autostopem dotarł do Porto Velho i dalej barkami, spływając najróżniejszymi rzekami (co trwać musiało bardzo wiele dni) do Manaus.

Wówczas w diecezji Manaus było tak mało księży, iż można by powiedzieć, że w ogóle ich nie było. Czterech Brazylijczyków, a reszta, to sami obcokrajowcy, głównie Amerykanie i Kanadyjczycy. Zdecydował się zostać i pracować w Manaus, ale po jakimś czasie przeniósł się do interioru.
Miejscowości w interiorze były wówczas odwiedzane nie częściej niż jeden raz w roku, przez księży rezydujących w Manaus, bo były to właściwie tereny należące terytorialnie do parafii znajdujących się w amazońskiej stolicy. Aż trudno sobie to wyobrazić ze względu na odległości. Do dzisiaj jakakolwiek komunikacja z większością miejscowości w interiorze jest możliwa tylko i wyłącznie rzekami.

Ks. Józef zaczął swoją misję w Novo Airão w 1973 roku. Wówczas była to maleńka wioseczka, nikomu nieznana, niemająca najmniejszego znaczenia.
Ale dla księdza Józefa stała się centrum całego jego misyjnego świata, jego wielką miłością. Objeżdżał, a właściwie opływał wszelkie nadbrzeżne wioseczki z duszpasterską posługą. W wielu miejscach był pierwszym kapłanem, jaki tam docierał.

Na początku nie miał nawet domu, przez trzy lata tułał się po domach caboclos, gdzie spał na hamaku, jadł i pił, co mu podano, nigdy nie szukając niczego lepszego. Często jego mieszkaniem były kaplice.

Ksiądz Józef kupił najpierw łódkę z silnikiem, potem, w 1974 roku wybudował barkę i podjął pracę duszpasterską wśród tamtejszej ludności. Barka była jego domem. Nie ma co się dziwić, bo do odwiedzania miał osiemdziesiąt pięć wspólnot.

Życie ludzi tutaj do dzisiaj jest bardzo trudne, bo właściwie jedynym źródłem ich utrzymania jest rybołówstwo. Nie jest możliwa uprawa roli na większą skalę, bo gleba do tego się absolutnie nie nadaje. Pozostają jeszcze jakieś drobne leśne owoce i polowanie.

W 1976 roku, na ziemi podarowanej w uznaniu za pracę dla ludności na tych terenach, zbudował dom na brzegu Rio Negro, w Novo Airão. Do 1989 roku był sam – od tego czasu kolejno pracowali tu także księża: Zbigniew Dobek SAC, Jan Sopicki SAC i obecnie ks. Artur Karbowy SAC.

Polscy pallotyni objęli też jedną z parafii w Manaus – Nossa Senhora da Gloria.

Dziś o padre Jose – księdzu Józefie – opowiada się już „dostojne” historie i bez wątpienia jest tego godzien, bo dokonał w swym życiu naprawdę bardzo wiele.
On sam także dużo opowiada o swych doświadczeniach.

Po dzień dzisiejszy z wielką szczodrością troszczy się o najbiedniejszych, a dla proszących o jedzenie dzieci zawsze ma coś przygotowane, schowane na „wszelki wypadek”. Mówi, że podczas wojny, jako dziecko cierpiał głód i pamięta, że bardzo się cieszył, jeśli ktoś dał mu kawałek chleba. Dzisiaj oddaje tamtą pomoc, pomagając potrzebującym.

Mając w parafii ponad siedemdziesiąt wspólnot, czyli filii albo kaplic, rozsianych na przeogromnym terenie, bo dzisiaj jeszcze parafia Novo Airão, po kilku podziałach terytorialnych, ma 30000 kilometrów kwadratowych (około 17 tysięcy osób w 55 wspólnotach), zawsze odwiedzał je z wielką gorliwością głosząc Ewangelię.
Chyba tę gorliwość miał od zawsze, bo opowiada się, że kiedy będąc jeszcze młodym kapłanem, został posłany na uniwersytet, aby specjalizować się w teologii, po kilku miesiącach porzucił studia. Wyjaśniał pytającym o powód tej decyzji, że żadni profesorowie nie są w stanie nauczyć go niczego więcej niż Biblia, niż Ewangelia. Jej trzeba się oddać, jej służyć, ją całemu światu obwieszczać. Studia były dla niego jedynie stratą czasu.

Po dzień dzisiejszy jest pełen pogody ducha, na świat patrzy z odwagą i ufnością. Zawsze powtarza, że świat i ludzie są dobrzy, takimi bowiem stworzył ich dobry Bóg.

W Novo Airão ksiądz Józef jest znany nie tylko z dokonań duszpasterskich. Słynna jest jego działalność na polu edukacji – stworzył w tamtym rejonie pierwsze szkoły, jako pierwszy uczył tamtejszych ludzi czytać i pisać, przygotował też wielu nauczycieli, którzy kontynuowali to edukacyjne dzieło.

Dzisiaj, mając siedemdziesiąt sześć lat, po trzydziestu sześciu latach spędzonych w Novo Airão i wielu malariach, jego największą radością jest być jeszcze wśród tych, którym poświęcił swe życie, odwiedzać wspólnoty, które zakładał i doglądał, płynąc barką po wodach Rio Negro.

Ks. Grzegorz Paderewski, misjonarz w Amazonii
Zdjęcia: ks. Artur Karbowy SAC, Zdzisław Sowiński, archiwum

Powołałeś mnie
powołałeś jak Piotra
rybaka o ciężkiej dłoni
i miękkim sercu
powołałeś jak Pawła
rzuconego o ziemię
w piach własnych grzechów
jestem przy Twoim sercu
trwam pod płaszczem Maryi
przytulony do jej serca
jestem
a gdy Ty idziesz
idę za Tobą
czasami kogut przeraźliwie zapieje że aż serce Mamy
bije
jakby chciało dodać życia
zwłokom grzechu
czasami pędzę na złamanie karku
goniąc za własnym przerażeniem
potykając się o siebie
ale jestem jestem
i trwam bo to Ty mnie powołałeś
Wojciech Rybacki


Księże Józefie, czcigodny Jubilacie!
Dziękujemy Bogu za 50 lat twego kapłaństwa, za to, że uczyłeś wnosić miłość tam, gdzie panowała nienawiść, wiarę tam, gdzie wkraczało zwątpienie, nadzieję tam, gdzie ogarniała rozpacz, światło tam, gdzie zalegały ciemności.
Dziękujemy Tobie za wieloletnią pracę misyjną.
Dziękujemy za pełne optymizmu zawołanie: Życie jest piękne, a ludzie są dobrzy.
Dziękujemy za świadectwo wiary i miłości Bożej i za głoszenie Radosnej Nowiny z optymizmem i radością.
Jako rodzina pallotyńska zanosimy nasze modlitwy do Boga Wszechmogącego: niech Pan Cię błogosławi i niech Cię strzeże, niech obdarza Cię pokojem, mocą ducha i zdrowiem na długie lata wiernej służby Bogu.