Strona główna arrow Aktualności arrow Novo Airăo - mijają dwa miesiące...
Novo Airăo - mijają dwa miesiące... Drukuj Poleć znajomemu
Mijają dwa miesiące od kiedy jestem w Novo Airão. Można powiedzieć, że tutaj jest inny świat. Sama Amazonia to wspaniałe miejsce. Naprawdę wspaniała przyroda, co zresztą można zobaczyć na zdjęciach.

Jak już jestem tak do końca podłamany to zostawiam wszystko, biorę łódkę, wiosło i wypływam na parę godzin. Jak wrócę wszystko jest już całkiem dobrze.

Załamujące jest podejście ludzi, taka całkowita obojętność na wszystko. Brazylijczycy z rejonu Rio de Janeiro i tutejsi to całkiem inni ludzie. Tutaj nigdy nie wiem co i jak będzie, ile osób przyjdzie. Taki przykład: w Wielki Piątek, na Drogę Krzyżową i celebrację przyszło tyle ludzi, że się nie mieścili w kościele, a na Wigilię Paschalną i w Niedzielę Zmartwychwstania było o wiele mniej ludzi niż w normalną niedzielę.

W Niedzielę Wielkanocną nawet nikt nie powiedział „Wesołych Świąt”.

Jeden z kościołów nosi wezwanie Miłosierdzia Bożego, więc przed świętem zaczęli przygotowywać dużą festę. Wszystko było pięknie aż do momentu procesji, której sami się domagali. Na procesję przyszły „aż” dwie osoby (matka z córką).

Bardzo lubię wyjazdy do różnych wspólnot ... ... poza miastem. Naprawdę całkiem inaczej się z tymi ludźmi rozmawia, pracuje. Widzi się, że oni czekają na te przyjazdy i z nich się naprawdę cieszą.

W Wielką Sobotę, przed rozpoczęciem Mszy św., przyszło trzech Indian, żeby się wyspowiadać. Byli już wiekowi, mieli koło 70 lat. I najbardziej budujące było to, że przepraszali, iż dopiero dziś się spowiadają, ale przez trzy dni płynęli łodzią, wiosłując, żeby zdążyć na Mszę świąteczną, a zaraz po Mszy św. wracają do siebie. Dla takich chwil chce się coś robić – wtedy czuje się, że warto.

Samo Novo Airão to też dosyć ciekawe miejsce - ciężko sobie je wyobrazić w Europie. Tu np. nie dochodzą żadne fale radiowe. Szukasz stacji w radio i wszędzie cisza, nie ma nic. Internet wprawdzie tutaj jest, ale nie każdego dnia, i do tego strasznie wolny. Pliku koło jednego mega nie da się tutaj otworzyć.
Do najbliższego sąsiada księdza mam 100 km. Tutaj super jeździ się samochodem. Często jadę 100 km, a nawet znacznie więcej, i nie spotykam żadnego samochodu na trasie.

Dobrze, że dosyć często jeżdżę do Manaus, więc mogę troszkę odetchnąć cywilizacją i utrzymać jakiś kontakt poprzez Internet. Nie wiedziałem, że człowiek aż tak się przyzwyczaja do cywilizacji. Inaczej jest jak się wyjedzie na parę dni - wtedy aż chce się oderwać od wszystkiego: od zgiełku, zaganiania, a i tak licząc dni, kiedy wraca się do „normalności”, a inaczej jak się tu mieszka.

Novo Airão to wspaniałe miejsce na odpoczynek. Klimat nienajgorszy, średnio około 27 stopni w ciągu roku, tylko spora wilgotność, ale można się obejść bez klimatyzacji. Miejsce to słynie z delfinów słodkowodnych, które, żyjąc dziko, dają się karmić z ręki. To chyba jedyne takie miejsce na świecie.

No i potęga rzeki. Moje okna wychodzą na rzekę Rio Negro i na znajdującą się na niej wyspę, na której jest spore jezioro: 20 km długości i parę kilometrów szerokości. Za tą wyspą są kolejne, ułożone równolegle. Natura jest tutaj wspaniała - tego nie da się poddać w wątpliwość.

Bardzo ciekawe jest też przyglądanie się w jaki sposób miejscowi ludzie zaadaptowali się do tutejszych warunków: jak żyją, na co dzień wykorzystując dary natury do normalnego życia.

Owoce to w ogóle osobny temat. Ciągle odkrywam nowe, które mają niesamowity smak i masę witamin.

Novo Airão ma około 14 tysięcy mieszkańców. Ludzie żyją tutaj bardzo prosto. Normalnym widokiem są dzieci beztrosko biegające nago. Wchodząc do większości domów i spoglądając na ich wyposażenie można sobie uzmysłowić ile mamy rzeczy, które tak naprawdę do niczego nie są nam potrzebne.

Płynąc barką po rzece dostrzega się przy każdej osadzie, gdzie mieszka parę rodzin, że najważniejszym punktem jest tzw. dom mąki, gdzie mieli się i suszy mandiokę. Tutaj po wysuszeniu wygląda to trochę tak jak śród dla świń. Mandioka jest często podstawowym pożywieniem - mieszają ją z wodą i to pija albo posypują tym upieczoną czy ugotowana rybę.

Teraz jest pora deszczowa i rzeka przybiera w niesamowitym tempie. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku poziom wody podejdzie pod dom, w którym mieszkam. W ciągu dwóch miesięcy wody przybyło o jakieś 2 metry - to bardzo dużo, a jeszcze koło metra przybędzie.

Ks. Artur Karbowy SAC
 
Tego autora
Z tego kraju
Nowości
Chętnie czytane
SMS misje