Strona główna arrow Rok 2009 arrow Nr 47 (2/2009) arrow Nieumiejętnych pouczać
Nieumiejętnych pouczać Drukuj Poleć znajomemu
 ... i tu chyba tkwi „klucz” do wytłumaczenia naszych wszystkich życiowych niepowodzeń. Jest w człowieku COŚ, że to on chce być POUCZAJĄCYM a nie POUCZANYM. Jest tak przekonany o  s ł u s z n o ś c i  własnych myśli i przekonań, że uważa je za najwłaściwsze. A każdy inny się myli.

Jest taka Wspólnota Wstawiennicza (INTERSESYN), której celem, wyznaczonym przez poprzedniego biskupa, jest upraszanie przed Najświętszym Sakramentem powołań i troska o powołania księży, którzy pracują w diecezji. Minęło wiele lat (15) od jej utworzenia. Zmieniali się liderzy tych wspólnot w parafiach.

Także w Boiken mamy Wspólnotę Wstawienniczą. Kiedyś przyszli do mnie, by im odprawić Mszę św. Dobrze, powiedziałem, ale najpierw musimy sobie wyjaśnić pewne rzeczy.
Na spotkanie przyszło tylko 7 osób, a powinno ze 30.
Wytłumaczyłem im idee i warunki działania tejże Wspólnoty, określone przez biskupa. Jednocześnie ...

... wyjaśniłem w punktach, że odeszli od właściwej drogi:
– nie modlą się w kościele, lecz „gdzieś” w wioskach;
– nie prowadzą adoracji, lecz przejęli formy modlitwy od charyzmatyków i tylko chcą „występować” w innych parafiach, często bez uzgodnienia z miejscowym proboszczem;
– uważają się za „elitę”, poniżając wszystkie inne istniejące wspólnoty;
– wprowadzają kult pieniędzy i rzeczy materialnych (Cargo Kalt) ;
– wprowadzają elementy pogańskie, magiczne, jak: rozsypywanie soli czy nadużywanie „wody poświęconej”.
Rozeszli się niezadowoleni po tym spotkaniu i rozpowszechniali opinię, że ja blokuję ich „Bożą robotę” w Kościele. Wynika z tego, że to ja jestem winien, a nie oni, którzy zeszli z właściwej drogi.

Inna wspólnota – MIŁOSIERDZIA BOŻEGO – też chciała iść tymi samymi śladami. Przyszli prosić o pozwolenie, by mogli zacząć „występować na turnée”. Absolutnie zabroniłem, wyjaśniając też założenia tej wspólnoty. Ci posłuchali i nadal robią dobrą robotę, prosząc o Boże Miłosierdzie dla świata i dla nas.

Problemem jest to, że zachcianki i idee niektórych (co przewodzą) biorą górę. Szukają popleczników swoich idei, by im przewodzić i dominować nad nimi. A tym samym robić „swoją robotę”, wykorzystując tych ludzi i wypaczając sens ich działania, zwodząc z Bożej drogi.

Gdy czasem nadarza się okazja, by podjąć próbę sprowadzenia ich na właściwą drogę, wtedy u przywódców budzi się wrogość, bunt, złość, następuje odejście od Kościoła, sakramentów. Od razu stawiają zarzut wobec księdza i rozpowszechniają szeroko, że: „... ksiądz zabija Ducha!!!”. Ksiądz winien, a nie oni. Nie chcą uznać swojej n i e u m i e j e t n o ś c i.

Prawdą jest, że „błądzenie jest rzeczą ludzką”, ale trwanie w błędzie i świadome zwodzenie... – czyją???

Katecheci w parafii, co miesiąc otrzymują wynagrodzenie pieniężne z ofiar ludzi. Z poczucia sprawiedliwości powinni je odpracować przez swoją posługę „umacniania w wierze” ludzi. Oni, „edukowani” katecheci, wolą pełnić rolę „bossa” i zlecać innym pracę, samemu jej niej dotykając. Tyle razy napominałem, odwoływałem się do sprawiedliwości Bożej. Niestety!... nie są w stanie czy nie chcą się przełamać i zrozumieć, że to oni powinni być sługami ludzi. Pokusa dominacji i przewodzenia jest jednak silniejsza!

Czytający te moje refleksje mogą pomyśleć: „... ot, prymitywne myślenie Papuasów”.

A my sami, ileż to razy nasłuchamy się dobrych kazań czy rekolekcji, przepełnionych właściwymi i słusznymi pouczeniami, sugestiami, wskazówkami... Jednak po jakimś czasie wracamy na starą drogę, do tych samych problemów, grzechów, słabości...

I czy Bóg nas odrzuca? NIE! Przygarnia, oczyszcza, pociesza, napełnia nowymi siłami... i daje CZAS na poprawę i wprowadzenie POUCZEŃ w nasze życie.

Ileż to razy rodzice pouczają swe dzieci o tym samym... – dziesiątki, setki razy... I tylko niektóre dzieci zaczynają rozumieć słuszność pouczeń rodziców i podejmują próby zmiany swego postępowania.
Rodzice jednak nie tracą nadziei, że dziecko stanie się lepszym.

Bóg – Dobry Ojciec – też nie traci nadziei, że i my staniemy się kiedyś lepsi pod wpływem Jego SŁOWA, Sakramentalnej ŁASKI. Jesteśmy Jego dziećmi, więc nie przestaje nas, NIEUMIEJĘTNYCH POUCZAĆ!

Pouczenie odniesie skutek, o ile pouczany uzna swoje „nieumiejętności”, uzna, że nie jest omnibusem, supermanem, aniołem... I że pouczający czyni to naprawdę dla dobra pouczanego, w trosce o niego.
To jest chyba najważniejsza sprawa:
– postawa pouczającego;
– MOTYWY, z jakich poucza.

Ks. Krzysztof