Strona główna arrow Rok 2009 arrow Nr 47 (2/2009) arrow Los monaguillos de Tenango del Aire
Los monaguillos de Tenango del Aire Drukuj Poleć znajomemu
Co oznacza to słowo? „Los monaguillos” – to ministranci.
Drogi Przyjacielu Misji i Misjonarzy, chcę w tym artykule opowiedzieć Ci o mojej pracy z dziećmi, a dokładnie o ministrantach i ministrantkach z naszej parafii i sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Tenango del Aire.

Moim udziałem stała się wielka i niekłamana radość tworzenia grupy ministrantów, ponieważ w naszej parafii takiej grupy nie mieliśmy. Zaraz po moim przyjeździe zauważyłem brak ministrantów w kościele. Toteż pomysł stworzenia takiej grupy zrodził się we mnie wręcz natychmiast.

No, ale był jeden mały problem – jako nowy misjonarz nie najlepiej operowałem jeszcze językiem i nie znałem tutejszych parafian. Pomimo to zdecydowałem się na organizowanie dzieci i przygotowanie ich do służby ministranckiej. Zgłosiło się ośmiu pierwszych kandydatów. Choć przyznać muszę, że z rozmów z zaprzyjaźnionymi osobami w Tenango dowiedziałem się, że nie ma co liczyć na dużą liczbę chętnych. Kiedy zapytałem dlaczego, otrzymałem odpowiedź, że tutejsi ludzie z dystansem odnoszą się do nowych pomysłów. Od razu pomyślałem, że to nie tylko nowy pomysł, idea, ale na dodatek idea nowego misjonarza – wtedy zaledwie z miesięcznym stażem.

Jednak nie robię tego dla siebie i w swoim imieniu. Tu działa Ktoś, dla Kogo poświęciłem swe życie, i dla Jego imienia posługuję. I warto było zrobić...

... ten pierwszy krok, bo po nim przyszły następne i następne, a Bóg błogosławi przeobficie.

Dziś, po pięciu miesiącach mej posługi i czterech miesiącach tworzenia grupy ministrantów, należy do niej czternaścioro dzieci plus dwie nowe kandydatki. Grupa jest mieszana – tworzy ją pięciu chłopców i jedenaście dziewczynek. Dla każdego ministranta i ministrantki zakupiliśmy stroje dzięki pieniądzom otrzymanym przed wyjazdem z Polski od wiernych z mej rodzinnej parafii w Halembie. Dzięki tej pomocy nasi mali ministranci mogą z dumą i radością służyć w pięknych strojach liturgicznych. Kolejną ważną rzeczą, którą bardzo sobie cenię jest wychodzenie do ludzi, aby pozyskać ich dla Boga – dać się im poznać, poznając ich zarazem. Taka wzajemna wymiana.

Tak też było i jest w moim poszukiwaniu kandydatów. Obecnie, aby lepiej poznać rodziny naszych ministrantów, staram się odwiedzić dom każdego z nich, aby poznanie było wzajemne i tym samym bym mógł stać się godnym ich zaufania. Zaufanie to wielka sprawa.

Jeszcze bardziej przekonałem się jak wielka, kiedy wpadłem na pomysł zorganizowania rekolekcji ministranckich i wyjazdu z dziećmi poza Tenango. Kiedy ten pomysł ogłosiłem rodzicom, nic nie wskazywało na to, że mogą pojawić się trudności. A jednak. Okazało się, że dla dzieci z naszej parafii, jak i ich rodziców to coś całkowicie nowego, żeby ich dziecko wyjechało na kilka dni bez rodzicielskiej opieki. Po raz kolejny miałem więc okazję odwiedzić rodziny kilkorga dzieciaków, aby przekonać rodziców do tego pomysłu i do mnie także – że jednak jestem godny zaufania i powierzenia mi opieki nad ich pociechami przez trzy dni. I warto było znów wyjść i powalczyć o realizację tejże idei.

Jedno spotkanie było dla mnie bardzo trudne: kiedy ojciec ministrantki Sarahi stanowczo stwierdził, że córki nie puści samej, no chyba, że z babcią lub mamą. Przystałem na to. Zawsze jedna osoba więcej do pomocy i opieki. Ale niestety ani mama, ani babcia w tym czasie nie mogłyby pojechać. Rozmowa spaliła na panewce. Pomyślałem, że już nic nie wskóram. Jednak Bóg ma swoje tchnienie Ducha Świętego i tato Sarahi zgodził się, po kilku dniach zastanowienia, puścić córkę z pozostałymi dziećmi na ich pierwsze w życiu i historii naszej parafii rekolekcje dla ministrantów.

Co zaś tyczy się samych rekolekcji to może zacznę od końca, tj. od powrotu z rekolekcji do Tenango. Kiedy zostały nam już ostatnie godziny przed powrotem do domu, zapytałem dzieciaki czy cieszą się, że już wracamy. Odpowiedź była kapitalna: chóralne NIE! Bracie, a może by tak o jeden dzień dłużej? Prosiły o jeden dzień dłużej, ponieważ w Meksyku dzieci 2 lutego mają wolne od szkoły. Jak się okazało dzieciom bardzo spodobało się to małe oderwanie i swoista lekcja samodzielności.

Również ciekawa była reakcja dzieci na plan rekolekcji, w którym, jak przystało na rekolekcje, nie brakowało czasu na modlitwę i konferencje. Kiedy ogłosiłem tenże plan, dzieci zawołały: Bracie! – Hermano! – nie za dużo tych modlitw? W tym momencie uświadomiłem sobie, że dla nich plan przedstawiał się bardzo ponuro.
A przecież Rekolekcje to także czas na wspólną zabawę i poznanie się. Tematem rekolekcji było Conocernos mejor – „Poznajmy się lepiej”, a to dlatego, aby dzieci poznając siebie i mnie stworzyły taką dziecięcą wspólnotę, w której jest miejsce na śmiech, zabawę, ale też na wzajemną pomoc, przyjaźń i szacunek.

Czas upłynął nam szybko i radośnie w bliskości Jezusa. A dzieci, jak to dzieci, kiedy przychodziła pora na spanie, rozrabiały z podwójną siłą, co, szczerze mówiąc, bardzo mnie cieszyło, bo przed wyjazdem obawiałem się, że może będą bardzo tęsknić i w ogóle… Jednak wszystko było dobrze. Dzieci zaskakiwały mnie swoją punktualnością na wspólnych modlitwach, zaangażowaniem w nabożeństwa i dialog podczas konferencji duchowych.
Ten wspólnie przeżyty czas retiro – „rekolekcji” był zarówno dla nich, jak i dla mnie wielką frajdą. Bardzo się cieszę, że jednym z mych zadań w naszej parafii i sanktuarium Miłosierdzia Bożego jest praca z ministrantami. Te dzieciaki niesamowicie mobilizują i pozytywnie nakręcają do działania. Ich dziecięca ufność i spontaniczna radość to znak Bożego błogosławieństwa i opatrzności.

Odczuwam, jak wiele jest mi dane od Boga dzięki modlitwie tych, którzy nieustannie mnie i wszystkim misjonarzom towarzyszą w misyjnej posłudze. „Wielkich dzieł Boga nie zapominajcie”. Posługa misyjna uczy mnie, że każde dzieło realizowane w Jego imię, choćby po ludzku wydawało się małym i niewiele znaczącym, w Bożych oczach jest wielkie.

Z misyjnym pozdrowieniem i darem modlitwy

Br. Michał Szczygioł SAC, misjonarz w Meksyku
Zdjęcia: br. Michał, Yadira, ks. Artur Karbowy SAC