Strona główna
Perspektywa Misji Drukuj Poleć znajomemu

ciąg dalszy z nru 28 (3/2004)
Poganie i pogaństwo
Przyjęcie Ewangelii napotyka jednak na stałe i zrozumiałe opory, bowiem burzyła ona ustalony porządek interpretacji świata, w tym, co tyczy zarówno „fizyki”, jak i „metafizyki”.
Zwykło się mówić, że misjonarz staje twarzą w twarz z pogaństwem. Słowa goyim, etnico¨ , gentes, zostały w tradycji chrześcijańskiej wyrażone słowem pagani, tj. poganie: nie tylko mieszkańcy wsi, ale jednostki i ludy nie objęte chrześcijaństwem. Jest to więc definicja negatywna, mówiąca o tym, kim nie są. W praktyce poganie byli ludźmi religijnymi i na swój sposób wierzącymi.

Misjonarz spotykał się z dwoma typami religijności. Najczęściej były to religie lokalne, zróżnicowane, zwane też pierwotnymi lub spontanicznymi. Niektórzy badacze utrzymują, że religie tego typu nie wywodzą się z poszukiwania metafizycznych „celów ostatecznych”, ale z prostych potrzeb życiowych. Pozytywne doświadczenia życiowe, sukcesy, przypisywano zachowaniu określonych rytów i zwyczajów, gdzie pamięć przodków, a więc źródła życiowej mądrości i trwania, miała...

...duże znaczenie. Przeciwnie, niepowodzenia łączono z odstępstwem od utrwalonych niepamiętną tradycją zachowań. Religie pierwotne tłumaczyły otaczającą i doświadczalną rzeczywistość, nadając jej głębszą przyczynowość. Od niej zależało przetrwanie grup i jednostek. Były to religie „życiowego szczegółu”, rytualistyczne i koncepcyjnie proste.
Inaczej przedstawiają się „wielkie religie świata”, nazywane m.in. uniwersalistycznymi, ponieważ skupiają liczne i zróżnicowane zbiorowości (są to głównie religie Dalekiego Wschodu). Są to jakby religie wtórne i refleksyjne, związane z kulturą języka pisanego i posługujące się sakralnymi tekstami ich założycieli lub proroków. Do nich, oprócz chrześcijaństwa, zalicza się islam, buddyzm, hinduizm i konfucjanizm.
Historia misji dowodzi, że chrześcijaństwo dość szybko opanowało obszary, gdzie te religie nie były
4 znane (Afryka, obydwie Ameryki), natomiast Azja i kraje arabskie okazały się oporne i mało przepuszczalne. W wielu krajach islam wyparł chrześcijaństwo.

Misje ad gentes istniały od zarania Kościoła, ale dzisiejsze pojęcie „krajów misyjnych” utrwaliło się wraz z powstaniem w 1622 r., z inicjatywy papieża Grzegorza XVI, Propagandy, tj. Świętej Kongregacji Rozkrzewiania Wiary, której są powierzane kraje „misyjne”, z osobną jurysdykcją.

Zanik pewności
Czasy jasnych sytuacji i schematów czarno-białych już dawno nie istnieją. Granice są coraz mniej szczelne, a izolacja najbardziej oddalonych terenów coraz bardziej względna. Informacja rozchodzi się na falach eteru i elektronicznymi łączami z szybkością światła. Wszystkie produkty kultury i podkultury masowej i merkantylnej trafiają do najodleglejszych zakątków. Cały świat ogląda amerykańskie filmy i przy wrzaskliwej, kosmopolitycznej muzyce głuchną jednakowo biali, żółci i czerwoni. W tej światowej kakofonii głos Kościoła brzmi słabo i często nieśmiało. Może śmielej w krajach biednych niż bogatych.
Kościół staje wobec nowej, nie spotykanej dotąd sytuacji o wymiarach planetarnych, sytuacji, którą charakteryzuje złożone, niejednorodne zjawisko neopogaństwa.

W jakimkolwiek kraju, może z wyjątkiem Kuby i Korei Północnej, misjonarz stanie wobec mozaiki dalekich od chrześcijańskich postaw, przekonań i zachowań, bardzo różnie umotywowanych, nie mieszczących się w dawnym schemacie religii pierwotnych czy systemowych, uniwersalistycznych. Również dawniejszy ateizm ideologiczny stracił albo swoją spójność, albo aktualność. Materializm zaś praktyczny nie jest już bezbolesnym pozbyciem się religii i wierzeń.

Neopogaństwo nie jest zwykłym powrotem starego pogaństwa, jak to sugerował już papież Pius XII. Mając niektóre cechy tamtego w podstawowej relacji do chrześcijaństwa, wprowadza nowe wymiary i cechy składające się na inną jakość.

Jego podstawową cechę najlepiej chyba ujmuje kard. J. Ratzinger, gdy stwierdza, że „Publicznie prezentowana przez środki przekazu kultura współczesna jest kulturą nieobecności transcendencji”. Innymi słowy, miarą człowieka jest człowiek. Neopogaństwo jest więc obszarem egzystencjalnym względnie zamkniętym, horyzontalnym i lustrzanym: człowiek przegląda się we własnym odbiciu. Konsekwencje tak pomyślanego świata są nieobliczalne, bo stawiają na jednej płaszczyźnie to, co w człowieku dobre i to, co złe. Propagują zarówno cnoty, jak i wady, i w końcu bardziej zło i dobro. Zamykają drogę „wzrostu ku Bogu”, bo proponują starą pokusę z raju: „będziecie jako bogowie”. Chodzi o nowy paradygmat.

Neopogaństwo nie musi być ateistyczne. Pasuje do niego religijność typu new age, co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze daje prawo dobrowolnego wyboru elementów religijnej „kafeterii”. Jest to religijność „na miarę”, wybór dań z długiej listy duchowego menu. Drugą cechą jest podporządkowanie sobie elementu religijnego, instrumentalizacja bóstwa. I tu następuje spotkanie z pewnymi cechami starego pogaństwa, które usiłowało bóstwo skłonić do zaspokajania własnych potrzeb.

Neopogaństwo nie potrzebuje pośredników, liturgii, sakramentów. Nie opowiada się za żadnym religijnym kanonem. Zawiera elementy gnozy i „inicjacji”, stąd popularność technik dalekowschodnich lub sięganie po ryty plemienne. Ale może być ono równie dobrze ateistyczne, z jakimś odniesieniem do idolatrii, zabobonów i astrologii. Jest natomiast odwróceniem relacji do bóstwa: człowiek jest stroną dominującą i sam dochodzi do „zbawienia” przez siebie zdefiniowanego. Liczy się bardziej przeżyciowość, doznanie niż refleksja, subiektywizm niż obiektywizm. Proponuje etykę sentymentów i estetyki.

Neopogaństwo wykazuje również zanik perspektywy czasu. Faworyzuje teraźniejszość i doraźność. Proponuje życie w czasie zamkniętym. Bliższa jest mu reinkarnacja niż zmartwychwstanie. Stąd chrześcijańska eschatologia wydaje mu się obca. Szczególną groźbą, jaką ono niesie jest śmierć Boga osobowego i wtórnie prowadzące do zaniku osłabienie więzi międzyosobowych. Indywidualizm, niestałość, wszelkiego typu nomadyzm bezpośrednio zagraża takim instytucjom, jak małżeństwo, rodzina, ojczyzna, czyniąc ludzi niezdolnymi do uczestnictwa w nich.

Warto sobie uświadomić, że propagowanie ducha neopogańskiego dokonuje się środkami przekazu i to głównie obrazowego. Ze społecznego punktu widzenia funkcję religii przejęła telewizja, a obecnie coraz bardziej internet. Etymologicznie religia łączy wyznawców między sobą a ich bóstwem, źródłem lub celem religijnych treści.

Rolę zaś neopogańskich świątyń pełnią z powodzeniem supermarkety, starające się zaspokoić wszystkie natychmiastowe potrzeby i pragnienia klientów. W przeciwieństwie do dworców kolejowych i kościołów w supermarketach nie ma zegarów i wszystko pozostaje w zasięgu ręki.

Dla Kościoła i chrześcijaństwa dzisiejsze oblicze świata jest nowe i dotychczas niespotykane. Wydarzenia, zmiany i mutacje jakby prześcigały naszą refleksję i zdolność reagowania. Kościół jako instytucja cechuje się dużą inercją i powolnością adaptacji, wskazującej właściwe drogi misjom, wynikające z przenikliwego rozeznania ducha czasów i jego uwarunkowań.

Nasuwają się tu trzy uwagi. Pierwsza dotyczy „pustych przestrzeni” ludzkiego bytowania. Starożytni mawiali, że natura horor vacui. Gdy troska duszpasterska Kościoła nie odpowiada na stawiane pytania, nie zaspokaja rzeczywistych potrzeb, ludzie będą szukać gdzie indziej i to robią. Neopogaństwo żywi się naszą słabością.

Kościół przeżywa bardzo poważny kryzys komunikowania, transmisji swego ewangelicznego przesłania. Po prostu nie dociera ono do świadomości zwykłych ludzi. Zbyt często posługujemy się sztampą i kościelnym żargonem, którego słuchacze nie rozumieją. I na który już są uodpornieni. Jedynie Ojciec Święty Jan Paweł II potrafi przemawiać „ludzkim językiem” i ostrzega, że nasza obecność w świecie środków przekazu została „nieco zaniedbana”.

Jesteśmy też świadkami równoległego przebiegania dwóch procesów – chrystianizacji pogan towarzyszy poganizacja chrześcijan. Nie jest to rzecz nowa, ale w bardzo wielu obszarach obecności Kościoła w świecie, ten drugi, destrukcyjny proces dominuje. Jedną z jego konsekwencji jest tzw. pogaństwo wewnątrzkościelne: neopogaństwo „wzrasta bez przerwy w samym sercu Kościoła, co grozi zniszczeniem go od wewnątrz” – mówi wprost kard. J. Ratzinger. Temat ten wymagałby osobnego omówienia.
Do kogo zatem i gdzie Kościół dzisiaj jest posłany? Encyklika „Redemptoris Missio” mówi o kręgach misji ad gentes i, które oprócz tracącego znaczenie kryterium czy kręgu terytorialnego, wymienia „nowe światy i zjawiska społeczne”, a także współczesne areopagi. Te ostatnie oznaczają „obszary kulturowe”, z pominięciem odniesień geograficznych.

Właściwym krajem misyjnym zawsze była i nadal pozostaje ludzka świadomość. To ona oczekuje ewangelizacji, bez pozostawiania „białych plam” i bez niedomówień. W ten sposób „krańce ziemi”, na które należy zanieść Ewangelię, oddalają się coraz bardziej. Dotyczy to również naszej własnej świadomości. Jan Paweł II przypomina nam także, iż „misyjność ad intra jest wiarygodnym znakiem i bodźcem dla misyjności ad extra i odwrotnie”.

Ważne jest, by głos wołającego na puszczy: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię” (Mk 1, 15) był ciągle słyszalny.

ks. Henryk Hoser SAC