Strona główna arrow Rok 2009 arrow Nr 46 (1/2009) arrow Świadkowie cierpienia
Świadkowie cierpienia Drukuj Poleć znajomemu

Señora Josefina z Neza sama musi się leczyć, bo już za młodu straciła nerkę, a w dodatku puchną jej kolana. I już wkrótce ma wyznaczony termin na operację nóg. Mimo tego wciąż jest aktywna jako nadzwyczajny szafarz. Co czwartek idzie do chorych z Panem Jezusem.

Sama jest świadkiem cierpienia, więc lepiej rozumie swoich chorych. Przy tym ma wielkie serce do ewangelizacji i niesamowity humor, który niejednego podnosi na duchu.

W związku z przyspieszonym życiem w stolicy i okolicach, którego efektem są m.in. wielogodzinne korki samochodowe, a co za tym idzie stres, znerwicowanie, przemęczenie, można doświadczyć owocu zabicia ducha przez leki, depresje oraz poczucie beznadziei. Dla niektórych swoistym środkiem na wyleczenie się z tego jest alkohol lub narkotyki.
Właśnie we wrześniu pożegnaliśmy w Tenango dwóch młodzieńców: jednego kawalera, a drugiego żonatego, którzy zmarli na marskość wątroby.

Dla wielu naturalnym wyjściem z tego nałogu jest tzw. juramento. Niedawno brat Michał pierwszy raz asystował 17-latkowi przy takiej przysiędze przed Krzyżem.
Młodzieniec, w obecności swojej mamy, siostry i br. Michała, na 3 miesiące wyrzekł się picia alkoholu.

Drugim wyjściem z tego bagna...

... jest grupa Anonimowych Alkoholików z dwunastoma stopniami uzdrowienia.
Koło Tenango, w okolicach starych haciend, zburzonych w czasie rewolucji, co tydzień zjeżdżają się „anonimowi”, aby w chatkach z dykty uzdrawiać swego ducha i ciało.

Przy okazji tego problemu warto zwrócić uwagę na dramat rodzinny. Nawiązując do tego, na ostatnim zebraniu z biskupem Luisem w gronie naszych księży z dekanatu, podjęto temat alkoholizmu, szukając sposobu, jak zaradzić cierpieniu najbliższych. Tutaj też dotykamy sprawy sierot społecznych oraz samotnych rodziców – częściej matek niż ojców.

Anita oraz Monica rozeszły się kilka miesięcy temu ze swymi mężami. Obie mają po dwójce dzieci. Anita (dzięki Bogu!) wróciła do męża, mając na uwadze dobro dzieci. Monica wciąż się modli za swego męża, aby znalazł pracę i mógł ponownie wrócić do rodziny. Przez ten czas dwójka chłopców cierpi z powodu braku taty.

Jedność rodziny często rozbija także emigracja zarobkowa do USA. Wiele osób nie może dostać wizy na legalny wyjazd, więc szuka innego sposobu i tak powstają grupy tzw. de mojados, którzy za 3 tys. dolarów przechodzą nocami przez pustynię, aby dotrzeć nielegalnie do celu. Czasami, ktoś z powodu wycieńczenia zostaje porzucony i pozostawiony samemu sobie. Jak ma szczęście, to policja graniczna USA go znajdzie, da zjeść i odprawi do Meksyku. Będąc już w Stanach, wielu pracuje nielegalnie przez wiele lat, nie mając możliwości powrotu do domu bez potrzebnych papierów.
Zatem dzieci nie widzą wcale swoich rodziców. A co gorsza, niektórzy desperaci szukają nowych małżonków.

Małżonkowie się rozchodzą nie tylko przez tzw. nielegalną emigrację zarobkową. Wielkie spustoszenie w małżeństwach rodzi tradycja nazywana machismo. Problem przejawia się między innymi w utrzymywaniu kilku kobiet naraz, niejednokrotnie za zgodą swej legalnej żony.

Właśnie jakiś miesiąc temu zadzwoniła pani Arcelia, która od 14 lat jest rozwiedziona i wychowuje dwójkę dzieci. Mimo bólu w sercu wciąż szuka drogi powrotu do męża. Dowiedziała się, że jest bardzo chory na cukrzycę więc prosiła księdza, aby mu udzielił namaszczenia chorych.
Pojechaliśmy do szpitala w Chalco. Kiedy wchodziliśmy do recepcji jego córka, Ana, przestrzegała mnie, że jest on daleko od Kościoła. Jednak zgodził się na przyjęcie księdza. Ze łzami w oczach wyspowiadał się, przyjął sakrament namaszczenia chorych i wiatyk.

W tym samym szpitalu, również ze łzami w oczach, przepraszała mnie pewna pielęgniarka, która zaprowadziła mnie do swego ciężko chorego ojca, a on odmówił przyjęcia posługi sakramentalnej. Wciąż jeszcze pokutuje tu myślenie o księdzu przy chorym jako tzw. pocałunek śmierci, przez co kilka razy zdarzyło mi się przyjechać – niestety – już do zmarłego.

Tym, co jednak może cieszyć, są cudownne uzdrowienia przez ufność w Boże Miłosierdzie. Z każdą niedzielą przybywa wotów dziękczynnych w Tenango. Ludzie z różnych rejonów przybywają do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, aby podziękować za wysłuchane modlitwy i prosić o nowe uzdrowienia.

W lipcu tego roku señora Maura, jako chrzestna, poprosiła mnie o ochrzczenieJose Luisa w szpitalu w Amecameca. Chłopiec urodził się w 8 miesiącu ciąży, w stanie krytycznym. Lekarze dawali mu niewielkie szanse na przeżycie, a jeżeli już – to z upośledzeniem umysłowym. Dona Maura, jak sama wspomina, modliła się dużo do Jezusa Miłosiernego za swego chrześniaka. Dzięki Bogu, miesiąc temu mogliśmy dziękować podczas Mszy Świętej za wyjście zdrowego Jose Luisa ze szpitala.

W Meksyku są teraz modne tzw. Msze św. uzdrowienia, podczas których wielu ludzi szuka zagojenia swoich ran. W czasie rekolekcji kapłańskich, prowadzący je ksiądz biblista podzielił się z nami małą uwagą na ten temat: to nie człowiek, ale Jezus uzdrawia i każda Eucharystia jest cudownym lekarstwem na nasze słabości.

Ks. Bartłomiej Pałys SAC