Jestem w Meksyku Drukuj Poleć znajomemu

Od kilku dni jestem w Meksyku, w niedużej miejscowości Tenango del Aire położonej wśród gór i dwóch wulkanów. Przybyłem tu, aby dołączyć do moich dwóch współbraci posługujących w tutejszej parafii i sanktuarium Miłosierdzia Bożego.

Kiedy zastanawiałem się nad niniejszym artykułem przyszła mi do głowy myśl, aby się podzielić refleksją na temat Miłosierdzia Bożego i jego wpływu na moje życie i powołanie misjonarskie.

Wszystko zaczęło się, kiedy byłem małym chłopcem i należałem do grupy ministrantów w mojej rodzinnej parafii Matki Bożej Różańcowej w Halembie. Tradycją były coroczne rekolekcje ministranckie, na które wyjeżdżaliśmy do Doliny Miłosierdzia w Częstochowie. Wtedy jeszcze nie śmiałem przypuszczać, że w przyszłości moje życie ściśle zwiąże się z tym miejscem, kultem Miłosierdzia Bożego oraz rodziną pallotyńską.

Po latach znów...

...wróciłem w to miejsce, tyle tylko, że tym razem nie z myślą odbycia rekolekcji ministranckich, ale po to, aby złożyć dokumenty z prośbą o przyjęcie mnie do postulatu księży i braci pallotynów. I tak kolejny raz Jezus Miłosierny poprzez to szczególne miejsce pojawił się w moim życiu – od tej pory wszystko się zaczęło układać na ścieżkach mego powołania braterskiego w znak Miłosierdzia Bożego.

Po raz kolejny działanie Miłosierdzia Bożego odczułem w nowicjacie, kiedy mocno przybliżyłem się do zdrojów miłosierdzia poprzez formację pallotyńską i duchową. W tym czasie odwiedzali nasz nowicjat współbracia pracujący na misjach w różnych krajach świata. Pośród tych spotkań jedno było bardzo ważne i miało wpływ na kształtowanie się mego powołania misyjnego. Odwiedził nas wtedy ks. Marek Rudecki SAC, który w tamtym czasie posługiwał na misjach w Meksyku. Na pamiątkę tego spotkania otrzymałem od niego, wpinkę z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego.
Dziś na wspomnienie tego spotkania uśmiecham się z lekka, bo sam wtedy nawet nie pomyślałem, że i ja znajdę się w Meksyku, i to w sanktuarium Miłosierdzia Bożego, jako brat misjonarz. Otrzymaną wpinkę po dziś dzień mam wpiętą w okładkę kalendarza. Tamto spotkanie, jak też wiele innych spotkań z misjonarzami, rozbudziło we mnie wielkie pragnienie wyjazdu na misje.

Nosząc w sercu to ciche pragnienie, postanowiłem zawierzyć się opiece i wstawiennictwu św. Józefa, który trzymał straż nad Jezusem i Jego Matką...
Jak postanowiłem, tak też zrobiłem, prosząc tego przemożnego patrona, aby pomógł mi rozeznać i, jeśli taka wola Boża, odpowiedzieć na to wewnętrzne – wtedy jeszcze ciche – wołanie misyjne Miłosiernego Boga. W kolejnym okresie mojej formacji brata pallotyna, zostałem skierowany do junioratu, który odbyłem w Dolinie Miłosierdzia w Częstochowie, gdzie m.in. opiekowałem się Dziecięcą Grupą Misyjną.

Nie chcę się powtarzać, ale znów to miejsce i związany z nim kult Miłosierdzia Bożego, pojawiły się w sposób wyraźny na drodze mego powołania i życia. Na terenie sanktuarium znajduje się ołtarz polowy z ustawioną w nim figurą Jezusa Miłosiernego, która stanowi wotum wdzięczności za przybycie pallotynów do Tenango del Aire z misją głoszenia kultu Miłosierdzia na ziemi meksykańskiej. Figura została podarowana przez tamtejszego biskupa i jest znakiem łączności kultu Miłosierdzia między Polską a Meksykiem. Warto dodać, że druga taka sama figura znajduje się u wejścia do świątyni w Tenango. Stanąłem przed tą figurą i w sercu westchnąłem: „Przedziwne są Twoje drogi i zamiary, Miłosierny Boże, wobec mnie”.

Z każdym rokiem coraz bardziej dojrzewało we mnie pragnienie wyjazdu na misje, i w końcu ten rozdział rozpoczął się, kiedy przed moją wieczną konsekracją spotkał się ze mną ks. Prowincjał Kazimierz Czulak SAC. Zapytał mnie o gotowość wyjazdu na misje do Meksyku. Oczywiście moja odpowiedz brzmiała TAK! Po tej rozmowie i mojej wiecznej konsekracji jeszcze przez rok pracowałem w Hospicjum w Gdańsku, gdzie doświadczałem, jak niezgłębione jest Miłosierdzie Boże wobec człowieka i jak wielkie działa cuda miłość miłosierna naszego Zbawiciela.
Myślę, że Bóg poprzez moje doświadczenie bycia i służenia u wezgłowia człowieka cierpiącego oraz towarzyszenia mu i jego rodzinie ukazał mi, czym jest Jego zjednoczenie się z nami w tajemnicy krzyża, na którym w pełni objawiło się miłosierdzie Boga ku nam.

Przez ostatni rok przebywałem w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie, gdzie wraz z księżmi, siostrami zakonnymi i trzema osobami świeckimi przygotowywałem się do pracy misyjnej. Również i ten czas był dla mnie wielkim ubogaceniem. Dał też możliwość poznania innych młodych misjonarzy, pragnących dać Kościołowi misyjnemu swoją cząstkę zaangażowania i dzielenia się wiarą, nadzieją i miłością.
Na zakończenie formacji w CFM, udaliśmy się całym kursem do Wilna i przed cudownym wizerunkiem Matki Ostrobramskiej – Matki Miłosierdzia, a potem przed obrazem Jezusa Miłosiernego zawierzaliśmy nasze przyszłe posługiwanie misjonarskie. Mógłbym przytaczać wiele różnych sytuacji i wydarzeń z mego życia, związanych z niezwykłym opatrznościowym działaniem Miłosierdzia Bożego.

Korzystając z okazji bardzo proszę o modlitwę nie tylko w mojej intencji, ale wszystkich misjonarzy i dzieł misyjnych przez nas podejmowanych dla nieskończonej chwały Bożej, tak, aby Miłosierdzie Boże zagościć mogło w każdym ludzkim sercu i w ten sposób przemieniło świat na lepszy, pełen miłości miłosiernej.

Niech Jezus Wam w nieskończonym swym Miłosierdziu błogosławi, a Maryja Matka Miłosierdzia niech Was – Drodzy Przyjaciele misji – otoczy swym płaszczem macierzyńskiej miłości. Polecam Was również opiece i wstawiennictwu św. Józefa oraz naszego świętego ojca założyciela Wincentego Pallottiego i św. siostry Faustyny.

Z misjonarskim pozdrowieniem i darem modlitwy

Br. Michał Szczygioł SAC
Zdjęcia Jadira