Strona główna
Dorosłe dzieciństwo Drukuj Poleć znajomemu

Dzień zaczyna się o 5.00 rano. Pierwsze wstają najstarsze dziewczynki (12-17 lat). Przygotowują śniadanie dla wszystkich domowników. Zaczynają również porządki w domu. Za chwilkę budzą się młodsze (9-11 lat).

Biorą się również do sprzątania domu, nawet zamiatają plac, który za dnia służy do gry w piłkę oraz do rozwieszania dużego prania (każda dziewczynka ma zaledwie kilka zmian ubrań, więc piorą codziennie. Najgorzej w porze deszczowej, bo nic nie chce schnąć, i zaczyna się rozciągać sznurki w domu – schnie 2 dni...

Pół godziny później wstają najmłodsze dziewczynki (w wieku 5-8 lat). Kąpią się, choć rano woda wcale nie jest ciepła, a potem pomagają starszym zamiatać podwórko. 
W domu mieszka 40 dziewczynek. Każda przyszła tu z innego powodu.

Laura i Morelia z osób najbliższych mają jedynie babcię. 9-letnia Laura to ładna dziewczynka, o powolnym usposobieniu, z wiecznie lekko otwartą buzią. Wszyscy, którzy się nią opiekują, mówią, że dziewczynka zawsze zdawała sobie sprawę z tego, że była dzieckiem niechcianym.
Młodsza od niej 2 lata Morelia jest bardziej rozmowna i radosna. Jedynie jak choruje, co nierzadko...

... jej się zdarza, włącznie z wysoką gorączką i dreszczami, wówczas poważnieje, siedzi nieruchomo i tłumaczy niezwykle odpowiedzialnym, jak na swój wiek, tonem, że już czuje się lepiej niż poprzedniego dnia.
Matka dziewczynek nie zajmowała się nimi, gdyż wyjechała za granicę, a jak wróciła założyła drugą rodzinę. Dlatego ich babcia, żeby zarobić na utrzymanie dziewczynek, zaczęła sprzedawać na ulicy owoce, drobiazgi. Całe dnie spędzała pracując, więc dziewczynki trzeba było zostawić w ośrodku, by mogły się uczyć i były pod opieką dorosłych. Teraz siostry co dwa tygodnie odwiedzają babcię.

Yessica ma 16 lat. Z codziennych zajęć najbardziej lubi zmywanie naczyń po obiedzie. Z koleżanką potrafią wyrobić się w ciągu niecałej godziny z talerzami wszystkich domowników. To zdecydowanie krócej niż inne obowiązki popołudniowe – np. szorowanie korytarza albo sali jadalnej zajmuje zdecydowanie więcej czasu. Poza tym nikt nie przeszkadza. Dlatego często zgłasza się sama do zmywania – wówczas ominą ją zajęcia, których nie lubi.
Sumiennie odrabia też prace domowe. Na szczęście nauczyciele dużo nie wymagają – w 4 klasie szkoły podstawowej zostawiają czytankę do przepisania i kilka stron cyfr do wyliczenia.
Trzecią i czwartą klasę powtarza już kilka razy. Dziewczynka ma problemy z czytaniem i z zapamiętaniem dużej ilości tekstu. Jej dzieciństwo to wspomnienie zmian miejsca zamieszkania i opuszczenia przez najbliższych.
Porzucona przez matkę, trafiła do domu obcej kobiety, ta zajęła się nią, bo widziała zaniedbanie dziecka, w międzyczasie rodzina chciała ją wykraść. W końcu trafiła na stałe do internatu. Tu jest pewna, że nie będzie artykułem przetargowym zwaśnionych stron.

Siostry Zulma (9 lat) i Sarai (11 lat) mieszkają w ośrodku od 6 lat. Pamiętają też, jak mieszkały w wynajętym pokoju z ojcem i bratem. Matki prawie nie znały. Zostawiła je, jak pewnego dnia pokłóciła się z ojcem. Starsza dziewczynka wspomina, że całe dnie spędzała w domu, sprzątając i przygotowując proste posiłki dla reszty rodziny. Młodsza o 2 lata siostra wychodziła z ojcem na ulicę. Tam nauczyła się okradać przechodniów i prosić o wszystko.

Ten ostatni nawyk jej pozostał i teraz w domu, jeżeli o coś zacznie prosić, to będzie chodziła za człowiekiem, aż ten jej ustąpi. Zulma zawsze zabiega, by mieć więcej rzeczy – zabawek, prezentów – od innych, nawet kosztem kłótni z rówieśnikami. Ona, jak reszta dziewczynek, chciałaby mieć choć jeden drobiazg, nie tylko by móc się pochwalić przed innymi, ale przede wszystkim po to, by być posiadaczem czegoś. W świecie, z którego pochodzą – najbiedniejszej części społeczeństwa – bycie właścicielem czegokolwiek jest komfortem. Gdy już dziecko ma jakąś zabawkę, musi później poważnie zabiegać, by nikt jej nie zabrał.
Bunt Zulmy, który często okazuje w ośrodku i jej konflikty z rówieśnikami to nieświadome wołanie o normalną rodzinę, która zaakceptuje ją taką, jaka jest, da jej poczucie bezpieczeństwa i pewność, że jest kimś ważnym dla nich.

Każda z mieszkanek naszego domu* ma inną, niepowtarzalną historię. Łączy je jednak tragizm rodzinnych wydarzeń i brak normalnego, szczęśliwego dzieciństwa. W każdym przypadku okazuje się, że nie miały kogoś, kto zająłby się ich edukacją i wziął pod opiekę.

W internacie prowadzonym przez siostry dzieci trafiają do jednej z trzech grup. Pierwszego dnia dostają czystą pościel, miejsce w szafie na ubranie. Otrzymują smaczne posiłki trzy razy dziennie. Mają codziennie lekcje w szkole, dużo interesujących je zajęć dodatkowych, jak malowanie, basen, język angielski. Każdego dnia spotykają się też w kaplicy na Mszy św.

W zamian za tę pomoc i opiekę podopieczne muszą szybciej dorastać: same dbają o swoje osobiste rzeczy oraz pomagają w utrzymaniu domu.

Mimo iż od zakończenia wojny domowej minęło blisko 16 lat, kraj wciąż boryka się z ogromną przestępczością (jedną z najwyższych na świecie). Problemy gospodarcze, bezrobocie, wysoka migracja do Stanów Zjednoczonych, ogólna dostępność broni czynią życie w Salwadorze niebezpiecznym. W kraju działa wiele gangów przestępczych, tzw. maras (składających się m.in. z osób młodych, które zostały deportowane ze Stanów, a później rozpoczęły działalność przestępczą).

Niepewność dnia codziennego w tej części świata zwiększa ryzyko ciągłych klęsk żywiołowych: nierzadko czynne wulkany, liczne trzęsienia ziemi na przełomie ostatnich kilkunastu lat oraz coroczne cyklony tropikalne.

Niepewność jutra przekłada się na niestabilną sytuację rodzinną, a szczególnie na losy najmłodszych.
Na razie sytuacja Salwadoru nie wydaje się ulegać poprawie.

Beata Prusinowska, wolontariuszka w Malawi (Międzynarodowy Wolontariat Kanosjański) oraz w Salwadorze (współpraca ze zgromadzeniem Mater Orphanorum) w Ameryce Środkowej
Zdjęcia: Monika Gregorczuk

*dom dla dziewczynek z rodzin ubogich, często patologicznych, prowadzi zgromadzenie sióstr bezhabitowych w miasteczku Santa Ana w Salwadorze w Ameryce Środkowej

 
SMS misje