Strona główna
Pragnienie Pana Boga Drukuj Poleć znajomemu

O efekty pracy pallotynów na Białorusi zapytaliśmy neoprezbiterów pallotyńskich, pochodzących z Hermaniszek na Białorusi, ks. Witolda Jankiewicza SAC, pracującego obecnie w Woronowie, oraz ks. Włodzimierza Buklarewicza SAC, pracującego w Berezie.

Do dziś pamiętam swoje pierwsze spotkanie z Księżmi Pallotynami na katechezie w latach 90. – wtedy po raz pierwszy widziałem księdza w takiej czarnej sutannie. Zacząłem chodzić za namową rodziców – i coraz bardziej się zachwycałem. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że to są pallotyni.

Przybyli po długich latach ateizacji, oderwania od Kościoła. Z ich pojawieniem się powróciła do nas możliwość wiary. Uczyli nas modlitwy. Otworzyli kościół, który był do tej pory zamknięty dla wiernych. Zaczęło się coś nowego, wręcz niesamowitego, zupełnie jakby...

...nastał nowy duch, będący dla nas światłością.

Księża mieszkali w Bieniakoniach, gdzie państwo oddało im dawną plebanię, a do Hermaniszek dojeżdżali, by odprawić Mszę św. i przeprowadzić katechezę.

Parafia Hermaniszki jest dość duża i ksiądz jest tam stale potrzebny, toteż księża, przy zaangażowaniu parafian, wybudowali plebanię. Kiedy zamieszkali tam na stałe, mieliśmy możliwość w każdym momencie pójść i porozmawiać z księdzem. Mogliśmy wreszcie przeżywać tę prawdę, która uczyła miłości, dobroci, pokoju w sercu, a o której wcześniej tylko rodzice mówili nam po kryjomu.

W ciągu tych 15 lat kościół w Hermaniszkach został odrestaurowany. Powstał także kościół i plebania w niedalekim Woronowie – ukryte, wielkie marzenie ludzi, by mieć miejsce, gdzie mogliby na co dzień spotykać się z Bogiem, jak dowiedziałem się, chodząc po kolędzie. Z ogromną sympatią ludzie mówią tu o ks. Wacławie Sutkowskim SAC, który od początku kładł fundament pod kościół, a nade wszystko budował fundament wiary w ludzkich sercach.

Ludzie, zmuszeni ukrywać swoją wiarę, często nie rozumieli, czym są prawdy wiary i nie umieli ich przekładać na codzienne życie. Często słyszałem, że musieli chrzcić swoje dzieci na Litwie, bo tam były otwarte kościoły, a tu byli prześladowani i mieli kłopoty w pracy. Wierzyli w domu, tam się modlili, ale jak wychodzili, musieli się zachowywać jak inni. Przez te lata pracy pallotynów nastąpiła przemiana, zrozumienie, że nie da się odłączyć wiary ani od życia domowego, ani od pracy czy kontaktów z innymi ludźmi; że jak się jest chrześcijaninem, człowiekiem wierzącym, to w każdym miejscu i w każdym czasie.
Uświadamianie jest kontynuowane nadal. Teraz mamy salę parafialną, w której prowadzimy katechezy dla dzieci i młodzieży. Jest o wiele łatwiej – jest to już systematyczna edukacja, odbywająca się z roku na rok. Starsi nie mieli takiej możliwości – oni wychowywali się na świadectwie swoich rodziców, konfrontowanym z różnymi komunistycznymi organizacjami. Dla nich odradzanie wiary odbywało się poprzez dłuższe kazania, a także rozmowy. Ludzie przychodzili do księży, do sióstr, żeby porozmawiać, rozwiązać pewne problemy w wierze.

Ci, którzy chcą konkretnie przeżywać wiarę w swoim życiu angażują się w życie parafialne poprzez uczestnictwo w grupach, poprzez świadectwo własnego życia czy zachęcanie bliskich do udziału w życiu Kościoła. Sam byłem świadkiem, jak sąsiedzi zachęcają sąsiadów do udziału we Mszy św. niedzielnej, tłumacząc, że niedziela jest dniem świętym i trzeba iść do kościoła.

Ludzie są bardzo wdzięczni Księżom Pallotynom za możliwość poznawania prawd wiary, za prowadzenie ku odrodzeniu. Szanują ich, bo swoim stylem życia, swoją posługą, charyzmatem pomagali i pomagają ludziom odnajdywać Boga w swoim sercu. W parafii powstało wiele grup: ZAK, grupa obrony życia – składająca się z młodych małżeństw, które podjęły duchową adopcję dziecka poczętego (to zasługa Sióstr Pallotynek), grupy wieczernikowe (też zasługa sióstr). Prawie we wszystkich wioskach są grupy różańcowe (lub łączą się w nich ludzie z wiosek pobliskich), które z własnej inicjatywy modlą się o nowe powołania. I trzeba stwierdzić, że właśnie z tych dwóch parafii prawie co roku są jakieś nowe powołania, co świadczy o tym, że swoją pracą i modlitwą księża pociągają młodych ludzi, którzy chcą podobnie służyć, oddawać swoje życie na chwałę Bożą, zniszczenie grzechów i zbawienie dusz.

Sam też zostałem pociągnięty przykładem Księży Pallotynów, ich rozmową, otwarciem – na katechezy przyjeżdżał wtedy ks. Marian Kopeć; w domu współbrata spotykaliśmy się z ks. Bogdanem Rudnickim. Zawsze można było przyjść, pogadać, a ksiądz z niesamowitą cierpliwością wysłuchiwał, i nawet jak mocniej powiedział – to czuło się w tym takie dobre serce. Potem w Hermaniszkach przez długie lata pracował ks. Andrzej Witek SAC. Wspominam stale tę parafię, bo jest to moja parafia rodzinna. Teraz doświadczam różnych przemian, rozwoju parafii w Woronowie. Tą parafią rządzi duch, który ożywia wiarę w sercach ludzi.

W dniu poświęconym wspomnieniu naszego Założyciela, św. Wincentego Pallottiego, świętowaliśmy nie tylko 15-lecie pracy pallotynów i 5-lecie delegatury na Białorusi. W towarzystwie gości z Polski i Ukrainy oraz bpa Aleksandra Kaszkiewicza świętowaliśmy jubileusz w najlepszy chyba sposób – uczestnicząc w święceniach naszego współbrata, Aleksandra Stawieckiego z Woronowa, nowego posłańca Chrystusowego na żniwo Pańskie. Przybyło wielu ludzi, dając wyraz radości, że doczekali tej chwili. Niektórzy nawet mieli łzy w oczach.

Tak się złożyło, że ks. Witek, ks. Olek i ja pochodzimy z jednej miejscowości i w jednym roku poszliśmy do seminarium, i w tym samym czasie je skończyliśmy. Nasza Msza św. prymicyjna w Hermaniszkach była wielkim wydarzeniem, bo nikt nie pamięta, kiedy coś takiego miało miejsce ostatni raz – może 50, 70 lat temu.

Obecnie, wraz ze swoim współbratem Olkiem, pracuję w Berezie, gdzie sytuacja Kościoła jest zupełnie inna niż w diecezji grodnieńskiej (gdzie są Hermaniszki i Woronowo).
Tu Księża Pallotyni byli przed wojną. Powrócić mogli dopiero w latach 90. Zastali zniszczony kościół i klasztor pokartuski. Zniszczony został w latach 60. kościół parafialny. W mieście przez 30 lat nie było księdza ani kościoła.

Na tym terenie jest więcej prawosławnych niż katolików. Jest wiele rodzin mieszanych. Wiarę utrzymywali dziadkowie, którzy próbowali zachęcać swoje dzieci, żeby jeździły do kościoła do innej parafii, ale jeżeli dzieci zajmowały jakieś stanowisko (np. nauczyciele, dyrektorzy czy kierownicy), nie mogły chodzić do kościoła, bo groziło to wyrzuceniem z pracy. To samo było z chrztami i pozostałymi sakramentami.
Kiedy przyjechali tu pallotyni, ks. Andrzej Marzec i ks. Włodzimierz Mozolewski, mieli do obsługi praktycznie dwa rejony. Po różnych perypetiach, głównie dzięki ks. Andrzejowi Marcowi, powstał wspaniały, piękny kościół.

My, oprócz Berezy, mamy jeszcze 3 filie. Teren, który obsługujemy, jest rozległy, toteż po prostu szukamy ludzi wierzących. Jest bardzo dużo małżeństw, które żyją bez sakramentu, bo się wstydzili, bo nie wiedzą, czy można teraz pójść do kościoła. Mają pragnienie, ale się wstydzą, mają wielkie bariery w sobie samych. Dużo jest rodzin, gdzie jedno jest katolikiem, a drugie prawo-sławnym i jedno chodzi z dzieciakami do kościoła albo nie chodzi nigdzie.

Dość często bywa, że przychodzą dzieci, popatrzą „co to jest” i przyciągają swoich rodziców do kościoła.
Bardzo wyraźnie zauważyć można silne pragnienie wiary u tutejszych ludzi. Oni szukają Boga, nawet ci z rodzin mieszanych, i jeśli nie znaleźli Go w cerkwi, przychodzą do kościoła, próbują. Tutaj ludzie nie tylko przychodzą na Mszę św. i modlitwę – oni chcą jeszcze głębiej Boga poznawać. Dlatego zaczynamy organizować Godzinę Biblijną, katechezę dla dorosłych, nie tylko dla dzieci, bo już kilka razy dorośli z zarzutem mówili, że też chcieliby uczestniczyć w katechezie, gdyż zauważa-ją, że ich dzieci o wierze więcej wiedzą niż oni.

Wiara, życie religijne dopiero się odradza. Kiedyś władze państwowe bardzo ograniczały księży – mogli tylko odprawiać Msze św. i głosić kazania, a teraz jest większa odwilż. Zaczęliśmy nawet w naszej parafii organizować pielgrzymkę (w tym roku będzie już po raz 3) do Łagiszyna, do Matki Bożej Królowej Polesia. Bierze w niej udział więcej młodzieży niż ludzi w średnim wieku. I to jest piękne, że młodzież pragnie Boga, że Go szuka. Myślę, że będzie coraz lepiej.

My jako księża Białorusini mamy większą wolność pracy i dlatego, dziękując Panu Bogu, że są nowe miejscowe powołania, myślę, że z roku na rok będzie lepiej.
W Berezie pracuję dopiero od pół roku. Zaczynamy tworzyć grupy, prowadzimy katechezę na plebanii. Jeździmy też do wiosek, a tam ludzie chętnie udostępniają swoje domy, byśmy mieli gdzie zbierać dzieci na katechezy.

Myślę, że wszystko rozwija się powoli w dobrym kierunku. Tu jest o wiele mniej młodzieży niż w Woronowie, bo jest o wiele mniej katolików. Zbieramy te dzieciaki, organizujemy dla nich m.in. obozy wakacyjne. One potem w szkole opowiadają i robią reklamę, co widać po tym, że coraz więcej dzieciaków prawosławnych zaczyna przychodzić na katechezę. Wiadomo, że nie robimy tego, żeby te dzieci przyciągnąć, ale żeby dać możliwość wyboru. Niech same wybiorą, niech zadecydują rodzice, czy dziecko ma przychodzić do kościoła czy do cerkwi. Do nas zazwyczaj przychodzą dzieciaki z rodzin mieszanych.

Do parafii Bereza należą też Siechniewicze, Biełoziersk (miasteczko, które liczy 22-26 tys. ludzi; nie ma tam kościoła, dlatego Msza św. jest odprawiana w wynajmowanym domu) i Sielec, w którym jest bardzo ładny kościółek, ale jest to parafia zamierająca, bo obecnie przychodzi tylko 12 osób i jeśli one wymrą, to zostanie tylko zabytkowy kościół (już jest tablica, że to zabytek). Zamiera także wieś, bo jak na wsi nie ma pracy, nie ma perspektyw, to młodzi ludzie wyjeżdżają do miast w pobliżu.
W Siechniewiczach i Berezie pojawiają się nowe twarze – to wspaniałe, że ci nowi ludzie odważyli się przyjść. Z rozmów z nimi wynika, że zostali ochrzczeni, przyjęli sakramenty, ale z modlitwą było różnie i przez 15, 20 lat nie mieli nic wspólnego z wiarą.

Chodząc po kolędzie, spotkaliśmy dużo rodzin, w których pytano, czy można przyjść do kościoła, „bo jestem prawosławny, ale chciałbym przyjść”. W naszych parafiach nie ma współpracy z prawosławnymi, bo oni zdecydowanie nie chcą z nami rozmawiać i nawet mówią ludziom, że pójście do kościoła to grzech.
Odnaleźliśmy podczas kolędy 6 par w starszym wieku, żyjących bez ślubu. Ci ludzie czują, że ich pielgrzymka się kończy i będą musieli stanąć przed Panem Bogiem – dlatego decydują się przyjść.
Piękne jest to, że wiara na Białorusi powoli, powoli się odradza. A pomagają w tym Księża Pallotyni.

Ks. Włodzimierz Buklarewicz SAC
Zdjęcia: ks. Adam Golec SAC