Strona główna arrow Rok 2005 arrow Nr 31 (2/2005) arrow Pallotyni w Korei Południowej
Pallotyni w Korei Południowej Drukuj Poleć znajomemu

1 maja 1990 r., po piętnastomiesięcznym pobycie w Australii, stanęliśmy – ks. Jerzy Ciesielski SAC i ks. Zbigniew Wasiński SAC – na południowokoreańskiej ziemi, a dokładniej w Suwon. Rok później dołączył do nas ks. Paweł Zawadzki.

To nasza pierwsza kaplica w domu, w którym mieszkaliśmy (niewielki domek w pobliżu szpita­la, wynajmowany od sióstr). Spotykaliśmy się tu ze współpracownikami, modląc się wspólnie i prowadząc formację osób świeckich w duchu św. Win­centego Pallottiego.

Za nasze priorytetowe zadanie uznaliśmy też propagowanie kultu Miłosierdzia Bożego. Zaczynaliśmy w naszej kaplicy, zapoznając ludzi z objawieniami siostry Faustyny. W każdą pierwszą sobotę miesiąca prowadziliśmy całonocną adorację z modlitwami...

...do Jezusa Miłosiernego. Ponadto pomagaliśmy w pracach w parafii oraz zajmowaliśmy się kapelanią sióstr zakonnych. 

Do naszych zajęć należała też praca w szpitalu. Przeżyliśmy tu wiele głębokich wrażeń, byliśmy świadkami nawróceń i różnych postaw wobec choroby i śmierci. Staraliśmy się być z chorymi, wspierać ich duchowo. Sprawowaliśmy dla nich Mszę św.

Do radosnych chwil naszej pracy należały momenty, w których Kościół zyskiwał nowych wiernych. Chrzest przyjęła także nasza nauczycielka języka koreańskiego.
Pracowaliśmy w różnych warunkach, np. tak było w zimny i wietrzny dzień na placu budowy kościoła – w jednym z tych samochodów siedzi ks. Jerzy, a samochód pełni rolę konfesjonału.

Otrzymaliśmy w darze teren pod budowę domu rekolekcyjnego. Miało tu też powstać Centrum Miłosierdzia Bożego. Chcieliśmy, by to miejsce od początku stało się znane Koreańczykom i prowadziliśmy tam spotkania rekolekcyjne. Ich nieodłączną częścią była spowiedź.

Dzięki zaangażowaniu i aktywnej pomocy wielu osób, nawet żołnierzy z pobliskiej bazy amerykańskiej i brata ks. Pawła, budowa nabierała tempa. Nie było łatwo, bo choć miejsce piękne, góry i las, po drodze rzeka – to budowa w takich warunkach jest trudna. Trzeba było ryć w skale, wozić materiały stromą, wąską drogą, nosić solidne ciężary na własnych barkach.

Teraz, choć daleko jeszcze do zakończenia budowy, możemy pod dachem przyjąć czcicieli Miłosierdzia Bożego i spędzić tu noc na wspólnym czuwaniu i modlitwie. W takim oddaleniu od zgiełku miast są doskonałe warunki do skupienia na modlitwie i refleksji.

No i mamy w końcu własny dom, w Bundang-Dong. To nasza kaplica domowa. Tu codziennie o godz. trzeciej po południu odbywa się adoracja Najświętszego Sakramentu, w której bierze udział spora grupa wiernych. Przychodzą prosić Jezusa Miłosiernego o potrzebne łaski, modląc się wspólnie, m.in. słowami Koronki do Miłosierdzia Bożego. W każdy piątek po adoracji jest odprawiana Msza św. z modlitwami do Miłosierdzia Bożego.

Mając własny dom, mogliśmy też przyjąć kandydata do zgromadzenia. Franciszek, po odbyciu nowicjatu, otrzymał pierwszą sutannę. Obłóczyny Franciszka zgromadziły jego rodzinę, przyjaciół, no i oczywiście nas i naszych współpracowników na wspólnej Mszy św. i niewielkim przyjęciu. Funkcję mistrza nowicjatu pełnił ks. Jerzy.

Dołączył do nas brat Andrzej Baranowski. Pomaga nam w prowadzeniu domu i wielu innych pracach.
Wydajemy czasopismo poświęcone Bożemu Miłosierdziu.

Zdjęcia: ks. Adam Golec SAC, archiwum