Strona główna arrow Aktualności arrow Miasteczko Japurá
Miasteczko Japurá Drukuj Poleć znajomemu

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Miasteczko Japurá odwiedzam dwa razy w roku. Na Boże Narodzenie i Wielkanoc przyjeżdżam tutaj i przez dwa tygodnie pracuję w tej parafii.

Nie ma tu księdza. Ksiądz Biskup mnie zastępuje w mieście Tefé, w parafii katedralnej i dlatego mogę tu być. Mój biskup jest naprawdę bardzo dobry. Jest bardzo dyspozycyjny i rozumie te różne nieprzewidziane sytuacje. Mam naprawdę szczęście do biskupów.

Podróż jest zawsze skomplikowana. To – 45 godzin drogi, dużo ludzi na barce, jedzenie niepewne i dlatego przez dwa dni jadłem chleb, który kupiłem w Tefé. Barka, jak zwykle, była przepełniona, ale nie było aż tak źle, ponieważ zostaliśmy zatrzymani przez patrol wojskowy i kazali nam płynąć dalej. Tym razem spałem na hamaku koło pastora ewangelickiego i dwóch młodych, ładnych Indianek, które mieszkają od dzieciństwa w mieście Japurá. Zapytałem, jaka jest ich religia. Odpowiedziały, że są katoliczkami, ale nigdy nie były w kościele. Ciekawe - taka jest tutaj praktyka, że się chrzci dzieci, i rodzice nie chodzą do kościoła, ani nic nie wiedzą o kościele.

Płynąc w górę rzeki osiedliśmy na mieliźnie. Wszystko wydarzyło się ...

...w nocy, okolo 1 nad ranem. Ja o niczym nie wiedziałem – smacznie spalem w swoim hamaku. Kiedy się obudziłem rano o 6.30 myślałem, że już dojechaliśmy do Japurá, a my.... na środku rzeki, na mieliznie. Obsługa statku czekała aż do świtu. W świetle dnia udało się wypłynąć z mielizmy i około godziny 8.30 rano dopłynęliśmy.

Miasteczko Japurá..... Tutaj nic się nie zmieniło. Aż żal tych ludzi. Do granicy z Kolumbią jest okolo 45 godzin barką. Miasteczko Japurá jest zapomniane przez polityków, burmistrza miasta, który mieszka w Manaus – 1.500 km stąd, zapomniane przez gubernatora stanu Amazonas, przez prawo i prawników. Wszyscy o tym wiedzą, ale nikt, dosłownie nikt z polityków nie ma żadnego interesu, aby tę sytuację rozwiązać, ponieważ w interesie wielu osób jest nic nie robić. Ostatnio nie ma tu ani jednego lekarz. Nie ma też sędziego. Są wprawdzie dwaj policjanci, ale szef policji zostawia miasto, bo mu nie płaci już od 6 miesięcy. Miasteczko to wielkie śmietnisko i ogromny bałagan.

Wielki Tydzień spędziłem daleko od mojej parafii. W Wielki Czwartek księża spotykają się w Katedrze, aby podziękować Bogu za ustanowienie Mszy Świętej i kapłaństwa. W naszym przypadku to jest niemożliwe, ponieważ parafie są bardzo odlegle od Katedry: 1, 2, 5, 7 dni drogi barką. Poszedłem przed Najświętszy Sakrament. Podziękowałem głośno Panu Bogu za moje powołanie kapłańskie, misyjne. Potwierdziłem wierność Kościołowi, modląc się za papieża Benedykta XVI, za moich biskupów Stanisława, Teofila i Sergio. Przyrzekłem żyć według przyrzeczeń kapłańskich w celibacie i odmawiając brewiarz. Poprosiłem, aby Bóg mi dał siły, by to wykonać.

Taka ciekawostka - w Wielki Piątek istnieje tutaj zwyczaj „kradzieży kur”. Jedni strzegą domów, inni kradną …. kury. Nie pamiętam czy to było w stanie Goiás. Byłem nawet szczerze zgorszony, kiedy pewna rodzina katolicka mi wytłumaczyła, że nie byli w Wielki Piątek w kościele na nabożeństwie, ponieważ musieli pilnować kur. Uważam to za przesadę. W końcu jedna osoba mogła zostać w domu, aby pilnować kur, a inne mogły przyjść do kościoła. No cóż…. Wszystko zależy od tego, co jest dla kogoś ważniejsze…..kury czy Pan Jezus ukrzyżowany.

W tym roku mało czasu byłem w mieście Tefé. W styczniu 14 dni spędziłem wizytując osady wokół jeziora. W lutym przez 21 dni wizytowałem osady na rzekach Tefé i Curumità. W marcu 16 dni byłem w podróży do Japurá (4 dni drogi i 12 tutaj). Wróciłem 29 marca. W kwietniu, od 1 do 11, znowu będę w dżungli. Maj, czerwiec i lipiec spędzę w mieście. W sierpniu jadę znowu w 25-dniową podróż w głąb dżungli.

Podróż trzytygodniowa była bardzo męcząca. Proszę sobie wyobrazic, że osada najbardziej oddalona znajduje się 25 godzin drogi naszą barką parafialną. Jeżeli chodzi o naszą barkę... Dzięki pomocy, którą uzyskałem w Polsce w zeszłym roku podczas wakacji, udało się nam wyremontować barkę i sprawdziła się bardzo dobrze. Nie było przecieków wody i silnik się nie zepsuł. Oprócz tego nikt nie zachorował na malarię, nie miał biegunki. Byliśmy w regionie o dużej liczbie chorych na malarię.

Nasza grupa była złożona z 4 osób: kierowcy – mechanika barki, przewodnika, siostry Letíci i mnie. W tym czasie nie mieliśmy żadnego kontaktu ze światem (Bogu dzięki za to!).
Wielu z Was zapewne myśli, że przyjazd księdza i całej naszej grupy to ogromne święto dla osady.

Odwiedziny takie bywają 2 razy w roku. Na pewno duża część ludzi się z tego cieszy. Przede wszystkim dzieci – w końcu każde z nich dostaje ode mnie lizaka. Niestety, jednak duża grupa się w ogóle tym nie przejmuje. Wieczorem mamy zawsze spotkanie z mieszkańcami osady i często Mszę św., na którą tylko część z nich przychodzi. Dlaczego tylko część, a nie wszyscy, jeżeli są katolikami? Ogladają telewizję. Między 19.00 a 22.00 włączają silnik na ropę, który wytwarza energię i tak ..... telewizja zastapiła Pana Boga. Bogu dzięki, że jest grupa ludzi, która Boga stawia na pierwszym miejscu i uczestniczy w spotkaniach i katechezie.

Jaki jest przebieg wizyty duszpasterskiej? Po południu dopływamy do osady. Spotykam się z ludźmi, którzy są na miejscu. Często ludzie nas oczekują i kiedy słyszą pracę silnika idą na brzeg. Ofiarują nam kawę; rozmawiamy z obecnymi. Rozmawiam z katechistą, wypytuję jak się mają sprawy. Organizujemy spotkanie z dziećmi. Siostra uczy je śpiewu i przygotowuje do Mszy św. Ja przygotowuję wszystko do chrztów, ślubów i ... odwiedzam domy, zapraszając osobiście na spotkanie wieczorem i na Mszę św. Odwiedzam też tych, którzy przeszli do kościołów protestanckich. Nikt się nie spowiada. Kiedyś się spowiadali, ale teraz..... wszyscy są “nowocześni”.

21 dni - codziennie to samo. W dżungli wszystko zależy od dobrej woli katechistów. Wielu z ich nie umie dobrze czytać ani pisać. Wielu z nich nawet nie umie..... 10 przykazań Bożych.

Mój Boże! Oni robią co mogą, starają się i im zawdzięczamy fakt, że chrześcijanie – katolicy istnieją w głębi dżungli. Wielu z naszych katechistów nawet nie przystąpiło do Pierwszej Komunii Świętej. Między 16 i 20 lipca będziemy mieli dla nich 5-dniowe przygotowanie do Komunii św. i do ślubu w Kościele.
W czasie takich podróży zawsze wydarzy się coś ciekawego. W pewnej osadzie musieliśmy zostawić naszą barkę i płynąć przez 1 godz. i 30 min zwykłą małą łódką pośród dżungli. Nasza barka, była za duża.

W czasie podróży musieliśmy pochylać głowy, odpychać gałęzie, przenosić łódkę ponad ogromnymi drzewami. Jasne, że nie czułem strachu, ponieważ płynęliśmy razem, tzn. siostra, kierowca-mechanik, przewodnik - no i był dzień. W drodze powrotnej, około 22.00, zaczęło padać, taki tropikalny silny deszcz. Podziwiałem siebie samego. Wylewałem wodę z łódki małą puszką od hostii mszalnych i prosiłem Pana Boga, abyśmy jak najszybciej dopłynęli.
Najdziwniejsze, że przewodnik i kierowca barki w czasie powrotu, w ciemności i deszczu … śpiewali piosenki. Oni znali drogę i dżunglę. Krzyczeli do mnie, żebym szybko wylewał wodę z łódki i że nie trzeba się bać, ponieważ ten deszcz to nic nadzwyczajnego.

Tak sobie pomyślałem: Pan Bóg wie wszystko o mnie, o świecie i mnie prowadzi, ale czy ja mam takie zaufanie do Niego, jak miałem do przewodnika i kierowcy barki? W życiu tyle rzeczy się wydarza, są ciemności i burze. Najważniejsze, że Pan Jezus jest na łódce. Jeżeli jest na łódce mojego życia to dlaczego się bać? No tak, ale trzeba w to wierzyć! A czy ja w to tak do końca wierzę?

Niektórzy myślą, że dżungla to jest raj, że żyję wśród ludzi bez grzechów i zła, ludzi szczerych, prostych i uczciwych. NIEPRAWDA!!!
Zrozumcie jedną rzecz. Ludzie, którzy tutaj mieszkają nie są doskonali, jak wielu z Was myśli. Jak w każdym narodzie, jest tutaj wielu ludzi dobrych, uczciwych I bardzo świętych, ale też jest dużo złodziei i kanalii. Tak samo jak wśród nas, Polaków. Nie jesteśmy ani lepsi ani gorsi od tych ludzi. Jestesmy inni, ale w głębi naszych serc chcemy tego samo – być kochanymi, zdrowymi, szcześliwymi w małżeństwie i rodzinie ....

Kończę ten list. Życzę wiele Bożego błogosławieństwa. Niech Jezus Zmartwychwstały odnowi naszą miłość do Kościoła misyjnego. To On powiedział: „Pokój niech będzie z Wami. Jak Ojciec mnie posłał, tak i ja was posyłam….” (Jan 20, 21). Wszyscy jesteśmy posłani, aby głosić prawdę o Zmartwychwstaniu i żyć według tej prawdy.

Ks. Piotr Schewior, misjonarz w Amazonii z diecezji gnieźnieńskiej
Japurá, 27 marzec 2008

 

 

 

 


 
Tego autora
Brak innych artykułów
Z tego kraju
Nowości
Chętnie czytane
SMS misje