Strona główna
Karmelitanki w Kazachstanie Drukuj Poleć znajomemu

W Kazachstanie jesteśmy już siedem miesięcy, a wydaje nam się jakbyśmy były tu od zawsze. Kazachski domek, w którym mieszkamy, w ciągu ostatnich miesięcy został zaadaptowany na klasztor. Mamy już kaplicę – z chórem zakonnym, oddzielonym kratą, w której sprawowana jest Eucharystia.

W naszym małym oziornowskim Karmelu możemy prowadzić życie karmelitańskie, tworząc wspólnotę, która uwielbia Pana przez Liturgię Godzin i modlitewnym trwaniem przed Jego Obliczem wspierać Kościół Archidiecezji Świętej Maryi w Astanie. Pan Jezus w Najświętszym Sakramencie jest dla nas „Przyjacielem i wielkodusznym Przewodnikiem… przychodzi z pomocą i dodaje sił”.

W tym roku Pan Bóg dał nam wyjątkową, jak na północy Kazachstanu, długą, piękną i ciepłą jesień. Nawet miejscowi mężczyźni mówili: To specjalne, Boże błogosławieństwo dla sióstr, by mogły ukończyć remont przed mrozem i śniegiem. Od 1 października, święta św. Teresy od Dzieciątka Jezus – patronki misji, prace remontowe nabrały tempa i dziś mamy już pięć celek, małą rozmównicę, kotłownię na centralne ogrzewanie, wymienioną instalację elektryczną, wywierconą studnię.

Poszczególne etapy remontów były dla nas szkołą życia w Azji. Tutaj kobiety muszą wykonywać wiele tzw. męskich prac. Mężczyźni budują, kobiety tynkują, malują...

...pomieszczenia. W malowaniu kaplicy i celek: ścian, sufitów, okien i drzwi, kładzeniu linoleum, klejeniu tapet… i innych pracach wykończeniowych pomagało nam bezinteresownie 10 kobiet z sąsiedztwa.
Miejscowi stolarze – artyści – wykonali piękną kratę do kaplicy, ołtarz, postument pod tabernakulum i figurę Matki Bożej. Przy okazji my także musiałyśmy przyjąć rolę stolarskich czeladników; szlifowałyśmy listewki na kratę, cięłyśmy deski na regał.

I tak 15 października 2007 r. pokój potajemnych spotkań modlitewnych polskich zesłańców zamienił się w karmelitańską kaplicę i chór zakonny. Pierwszą Mszę św. następnego dnia odprawił Ks. Abp Tomasz Peta. Zostawił wtedy Najświętszy Sakrament.

Żyjąc w stepie, w odległości 25 km od najbliższego „asfaltu”, doświadczamy powrotu do źródeł naszego charyzmatu, do dziedzictwa „Świętych naszych Ojców z Góry Karmel, których życie pragniemy naśladować…”. Jesteśmy poza cywilizacją XXI wieku. Może w przyszłym roku założą nam telefon – dla telefonu komórkowego brak tu zasięgu, czasem tylko udaje się wysłać lub otrzymać SMS.

W prostocie życia i surowości klimatu (latem temperatura wzrasta do +50°C, a zimą spada do -40°C), smagane stepowym wiatrem, doświadczamy prawdziwej rzeczywistości, którą w poemacie „Wybrzeża pełne ciszy” nakreślił Karol Wojtyła:

Dzięki, żeś miejsce duszy tak daleko odsunął od zgiełku
i w nim przebywasz przyjaźnie otoczony dziwnym ubóstwem
Niezmierny, ledwo celkę zajmujesz maleńką
Kochasz miejsca bezludne i puste.
Bo jesteś samą Ciszą i wielkim Milczeniem
Uwolnij mnie od głosu a przejmij tylko dreszczem Twojego istnienia,
dreszczem wiatru w dojrzałych kłosach…

Istotą monastycyzmu jest adoracja – to stwierdzenie Ojca Świętego Benedykta XVI skierowane do zakonników w Heiliegenkranz 9.09.2007 jest dla nas ogromną zachętą. Podejmujemy na co dzień postawę adoracyjnego milczenia, trwając w intencjach tutejszego Kościoła w obecności Jezusa Eucharystycznego, a także pracując w milczeniu, tak jak miejscowi ludzie, staramy się być świadkami NADZIEI.

To świadectwo chrześcijańskiej nadziei jest tu ogromnie potrzebne, bo zamknięcie w enklawie stepu rodzi zniechęcenie, depresję, prowadzi do alkoholizmu. W rytmie ora et labora wspólnota konsekrowanych świadczy o tym Bogu, który w Chrystusie patrzy na nas, a człowiek i świat pod Jego spojrzeniem stają się dobrzy… (Benedykt XVI 9.09.2007).
W tym duchu przeżywamy naszą karmelitańską codzienność w Oziornoje.

Oprócz remontowania i porządków wewnątrz domu trzeba było wyplewić i skopać od lat zaniedbany ogródek, przyciąć maliny i zagospodarować warzywnik. Tu, w Oziornoje, jak i w innych wsiach północnego Kazachstanu ludzie żyją z hodowli krów, owiec i kóz, które wypasają na stepie całymi stadami, oraz z uprawy ziemniaków.

Wieś kazachska różni się znacznie od polskiej. Wzdłuż drogi, w jednej linii ciągną się domy mieszkalne, połączone jednym dachem z oborą i pomieszczeniem na opał (by w czasie zamieci śnieżnych i buranów nie trzeba było wychodzić na dwór). Nie ma stodół – przy domach stoją wysokie stogi słomy i siana – zapas dla zwierząt na zimę. Prace przy krowach nadają rytm życia duszpasterskiego.
Początkowo dziwiły nas ogłoszenia parafialne: „siewodnia świataja Mjessa budiet w diewiat czasow utrem posle karow; ustriecza małodioży w diesiat czasow wieczierom posle karow…”.

Na tyłach domostw ciągną się ogromne kartofliska – jedno pole, bez miedzy – płot gospodarstwa stanowi granicę. Część takiego kartofliska otrzymałyśmy wraz z domkiem. Latem trzeba było systematycznie je plewić, zbierać stonkę… We wrześniu były wykopki. Tu ziemniaki kopie się ręcznie – łopatami. Taką metodę wprowadzili zesłańcy w 1936 r. i do tej pory funkcjonuje. Nikt nie zna tu polskiej motyki. Ziemia jest tak twarda, że każdy krzak ziemniaczany trzeba podkopywać z kilku stron, a łopaty łamią się raz po raz. Z trudem kopałyśmy nasze kartoflisko, segregując ziemniaki według miejscowego zwyczaju: na duże do jedzenia, średnie do sadzenia, a małe dla zwierząt (oddawałyśmy je sąsiadom za mleko). Często ziemniaki stanowią tu towar wymienny.

Inna praca jesienna – czarna, choć w białych, ogrodowych rękawiczkach, to znoszenie wiadrami węgla do komórki – 5 ton w ciągu 2 dni, by zdążyć przed jesiennymi deszczami. Woda jest tu wielkim problemem i skarbem zarazem. W naszej wsi jest tylko słona. Po słodką wodę trzeba jeździć specjalnym dwukołowym wózkiem z 40-litrową bańką.
Osobliwy, azjatycki obrazek to wiercenie studni głębinowej obok naszego domu, urządzeniem, które w Polsce stosowano może 70 lat temu. Jeden mężczyzna stał na szczycie machiny dla jej obciążenia, a na dole dwóch innych kręciło ręcznie ramionami wielkiego kołowrotu, wpuszczając w ziemię długie rury. Woda pokazała się na głębokości 10 m, ale było dużo mułu, który trzeba było wypompowywać i pogłębiać studnię do 12 m. Gdy się pokaże większa ilość wody, podłączą studnię do domu, do kuchni i łazienki.
Ufamy, że dzięki pomocy Bożej i życzliwości sąsiadów będziemy mogły bezpiecznie przeżyć kazachstańską zimę.

7 listopada spadł pierwszy śnieg i temperatura do – 20°C – po małej odwilży zaczęła się prawdziwa zima. Odpowiadając na misyjne wezwanie Pana Jezusa, na co dzień uczymy się Azji, miłości do ludzi, ich mentalności; ich inności… Mieszkańcy przyjęli nas jak swoich i są wobec nas bardzo życzliwi, nawet młoda kazachska muzułmanka, pracująca na wysokim stanowisku, okazała wielkie zainteresowanie naszym życiem i poprosiła o różaniec!

Zaczynając życie karmelitańskie w kazachskim stepie czujemy na sobie ciężar odpowiedzialności. Przynagla nas miłość do Chrystusa i Jego Kościoła oraz wezwanie Sługi Bożego Jana Pawła II, skierowane do Karmelitanek Bosych w liście z 1.10.1991 r. Nowe narody spodziewają się u siebie obecności życia kontemplacyjnego (…); dawajcie świadectwo piękna i płodności misyjnej Waszego życia ukrytego z Chrystusem w Bogu (por. Kol 3,3), wartości modlitwy wstawienniczej i ciągłego ofiarowania się Eucharystii:… aby być miłością w sercu Ciała Mistycznego. Starajcie się nadal ofiarować wspólnotom chrześcijańskim przykład życia siostrzanego, prostego i radosnego, które jest przysłowiowe pośród córek św. Teresy.

Z tej kazachskiej ziemi, przenikniętej krwią Męczenników, na której wzrasta Kościół, na której dzięki dobroci i ofiarności Waszych Serc powstaje kolejny „gołębnik” NMP z Góry Karmel, zapewniamy o pamięci w modlitwie i wielkiej miłości Siostry Karmelitanki Bose z Oziornoje:

s. Joanna M. od Jezusa Zmartwychwstałego
s. Ewa Maria od Eucharystii
s. Elżbieta od NMP z Góry Karmel

 
SMS misje