|
Jedną z najdawniej towarzyszących człowiekowi chorób skóry i nerwów jest trąd, zwany też leprą. Od tysięcy lat budzi lęk.
Czytając Biblię, często znajdujemy w niej opis chorych na trąd. Uważano, że jest on karą zesłaną przez Boga na grzeszników. Dla trędowatych budowano specjalne getta, wypędzano ich ze skupisk ludzi zdrowych. Ludzie trędowaci byli nie tylko wyniszczani fizycznie przez chorobę, ale też napiętnowani moralnie i odrzuceni przez najbliższych. Musieli chodzić z odkrytą głową, w specjalnej odzieży i gdy zbliżał się do nich ktoś zdrowy, byli zobowiązani krzyczeć: „nieczysty”. Przez wiele wieków nie znano lekarstwa na trąd i z tego powodu, jeśli ktoś zapadał na tę chorobę był stracony w oczach świata.
Nowy Testament ukazuje nam Jezusa uzdrawiającego chorych na trąd. Lecząc ich ciało, oczyszczał ich również z grzechów.
Choroba ta prawdopodobnie pochodzi z terenu dzisiejszych Indii, skąd przeszła do Chin, Persji, Syrii. Do Europy trąd dotarł w okresie wypraw krzyżowych, przyniesiony przez rycerzy i pielgrzymów wracających z Ziemi Świętej. Dziś w Europie nie spotyka się trądu. Obecnie najwięcej zachorowań notuje się w Afryce, Ameryce Południowej i Azji.
Mimo tak długiej historii choroby dopiero od niedawna można ją skutecznie leczyć. W 1873 roku norweski lekarz Hansen odkrył prątek trądu. Wynalezienie antybiotyków i sulfamidów rozpoczęło przełom w leczeniu tej choroby. Od pół wieku trąd jest chorobą uleczalną, a mimo tego liczba osób nią dotkniętych....
...jest przerażająca. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że na świecie jest około 15 milionów ludzi chorych na trąd. W wielu miejscach powstają specjalistyczne szpitale – w ich tworzenie włącza się też aktywnie Kościół. Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział: Pan domaga się dziś od ludzi nie tylko, aby zwalczali prątek Hansena, ale także zwalczania zaraźliwego egoizmu, który nie usiłuje dostrzec położenia, w jakim znajduje się wiele dzieci, młodzieży i ludzi dorosłych dotkniętych trądem, a którzy żyją w opuszczeniu i zaniedbaniu.
W ostatnich dniach byłem z wizytą w szpitalu dla trędowatych, położonym w stosunkowo bliskiej odległości od naszej parafii – w Itaborai. Szedłem tam z pewnymi obawami, gdyż nie miałem żadnego, poza czysto teoretyczno-biblijnym, wyobrażenia o tej chorobie.
Przy wejściu do szpitala szlaban i budka wartownika, ale, jako iż wizyta była umówiona, nie było problemu z wejściem. W oczy od razu rzuciło się – ku mojemu zdziwieniu – duże boisko do gry w piłkę nożną. Wszedłem do budynku administracji i tam nastąpił pierwszy kontakt z chorymi. Blisko 70-letni pan, który mając 18 lat zauważył w okolicach uszu tworzenie się żółtych plam – był to początek trądu.
Rozpoczęła się rozmowa z przewodniczącym komitetu mieszkańców, Rosisney Goncalves, który zapoznał nas z przeszłością i teraźniejszością szpitala. Powstał w 1939 roku. Obecnie przebywa w nim około 700 chorych na trąd. Wraz z chorymi przebywają też ich rodziny, wskutek czego szpital to prawdziwa wioska, w której mieszka około 7 tysięcy ludzi. Pan Goncalves oprowadził mnie po szpitalu – wiosce. Wielu ludzi mieszka w walących się barakach. Trudne warunki materialne jeszcze bardziej potęgują ich ciężką sytuację zdrowotną. Pomimo iż wielu z chorych ma widoczne ślady choroby: powykrzywiane palce; ślady amputacji dłoni, rąk, nóg; bielmo na oczach; zniekształconą twarz – od każdego z nich bije radość życia.
Podczas rozmowy dowiedziałem się, że oni sami nie wiedzą, w jaki sposób zarazili się trądem. Zdają sobie sprawę, że choroba ta po części jest wynikiem uwarunkowania genetycznego, zaniedbań higienicznych i niewłaściwego odżywiania się. Po odbyciu 3-miesięcznego zamkniętego leczenia chorzy przeprowadzają się do wioski trędowatych. Jak sami opowiadają, mimo że nie ma formalnego zakazu wyjścia z wioski, są odrzuceni przez społeczeństwo, często także przez własne rodziny. W wiosce starają się żyć normalnie i przekazać radość życia tym, którym jej brakuje.
Tak jak w każdej wiosce widać ludzi zatroskanych o własne domy; bary, w których mężczyźni obradują przy butelce piwa; dzieci, bawiące się na ulicy; kobiety, plotkujące z sąsiadkami. Szpital finansowany jest przez władze stanowe, ale wioska utrzymuje się sama i w tym momencie rozpoczyna się problem. Nikt nie chce zatrudnić mieszkańców wioski, wszyscy boją się zarażenia. Chorzy i ich rodziny starają się radzić sobie sami. Korzystają też z ofiarności ludzi dobrej woli. Paczki z żywnością, lekami, odzieżą, stare meble, kuchenki, lodówki są zawsze mile widzianym podarunkiem.
Mimo iż większość ludzi nie chce mieć kontaktu z chorymi, w jednym z budynków znajduje się pracownia, w której wolontariusze przychodzący z zewnątrz dają nadzieję mieszkańcom wioski. W pracowni prowadzonych jest 21 różnego rodzaju kursów, mających za zadanie ułatwienie normalnego życia mieszkańcom wioski trędowatych.Są to kursy szycia, wyszywania, tworzenia elementów ozdobnych z materiałów pozyskanych z odzysku. Wielu mieszkańców wioski z wykonania tych rzeczy czerpie radość oraz środki do godnego przeżycia. W budynku znajduje się też pracownia malarska, gdzie niejeden z chorych odkrył swój talent artystyczny.
Największy zachwyt wzbudza jednak entuzjazm mieszkańców. Ze spokojem opowiadają o chorobie, ciesząc się z każdej, nawet najmniejszej rzeczy. Ze spokojem opowiadają o konieczności amputacji palca, nogi... Pytani o dzieci, bawiące się wśród chorych, ze spokojem tłumaczą, że nie boją się, iż one się zarażą, gdyż teraz już wiedzą, jak należy je chronić przez chorobą, ale jakby się okazało, że dziecko się zarazi, to będą o nie dbać...
Obok pracowni informatycznej, gdzie mieszkańcy wioski mogą ukończyć kurs komputerowy z odpowiednim certyfikatem, znajduje się apteka rozdająca leki przeciw trądowi. Apteka i szpital – to jedyna różnica w stosunku do innych wiosek, jaką można zauważyć na pierwszy rzut oka. Po bliższej obserwacji można zauważyć, że wioska stara się żyć normalnym życiem, tyle tylko, że ludzie z „zewnątrz” boją się kontaktu z mieszkańcami.
Ks. Artur Karbowy SAC, misjonarz w Brazylii Zdjęcia autora
Koszt wyleczenia jednej osoby na wczesnym etapie choroby to 30 zł. Jeżeli ktoś z Czytelników zechciałby wesprzeć chorych w Itaborai – pieniądze zostaną przekazane za pośrednictwem autora powyższego reportażu – ks. Artura Karbowego SAC. |