Strona główna
Motywacja wiary Drukuj Poleć znajomemu

Rozmowa z ks. abp Henrykiem Hoserem, Sekretarzem Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów

R. – Kongregacja ds. Ewangelizacji Narodów zajmuje się krajami uznawanymi za kraje misyjne. Czy obecnie możemy jeszcze mówić o krajach misyjnych w tradycyjnym rozumieniu, tj. krajach pierwszej ewangelizacji?

Ks. Arcybiskup – Biorąc pod uwagę procent ludzi nieochrzczonych, należy uznać, że jest bardzo dużo takich krajów, zwłaszcza w Azji. Tam katolicy stanowią 2,96 % ludności, natomiast w Afryce przeważnie poniżej 50 % – zależnie od kraju, średnio zaś 17,08%.
Pod opieką Kongregacji jest 1110 jednostek administracyjnych, w tym 180 archidiecezji, 769 diecezji i 76 wikariatów apostolskich, które są niższą formą organizacyjną niż diecezje.

R. – Jak taka sytuacja ma się do liczby pracujących tam misjonarzy?

Ks. Abp – W tej chwili pierwsza ewangelizacja dokonuje się już siłami lokalnymi, bo w większości ukonstytuowanych Kościołów liczba duszpasterzy miejscowych, zakonników i zakonnic oraz świeckich apostołów, głównie katechistów, jest duża i stale rosnąca. Rolą misjonarzy z krajów milenijnych – tj. o wielowiekowym chrześcijaństwie – jest pomoc w tych dziedzinach życia, które jeszcze nie nabrały ostatecznej jakości.

W dziedzinie duchowej misjonarze przede wszystkim powinni wychowywać pokolenie formatorów, wychowawców, także w seminariach (np. ojców duchownych) i w kongregacjach zakonnych. Dzisiaj być formatorem jest bez porównania trudniej, gdyż...

... w globalnej kulturze elementy, które ją tworzą, są często areligijne albo antychrześcijańskie. Ludzie nie tylko są nośnikami swoich tradycyjnych kultur, ale coraz częściej stają się uczestnikami kultury globalnej, kosmopolitycznej, pozbawionej cech religijności.
Właśnie od formacji zależeć będzie jakość przyszłego kleru, zakonników i zakonnic.

Misjonarz jest świadkiem Kościoła powszechnego w Kościele lokalnym. W świecie istnieje niekiedy pokusa tworzenia Kościołów narodowych. A Kościół narodowy nie jest Kościołem katolickim.
Dlatego misjonarz, który przyjechał z innej kultury, z innego kraju jest świadkiem obecności Kościoła w całym świecie i w Kościele lokalnym świadczy o powszechności, o katolickości Kościoła.

W dziedzinie materialnej: słabością młodych Kościołów jest nieumiejętność administracji ekonomicznej – zła organizacja, brak wykształconych kadr. Diecezje nie mają dobrych administratorów, seminaria dobrych ekonomów, gdyż nie prowadzono tego typu kształcenia.
Toteż trzeba, by przyjeżdżający z krajów ekonomicznie rozwiniętych przeszczepili tam kulturę ekonomiczną i administracyjną, umiejętność posługiwania się środkami, jakie są do dyspozycji i wytwarzania nowych, szukania dróg autonomii i samowystarczalności finansowej tych Kościołów i instytucji.

Trzeba też wspomnieć o misjonarzach świeckich. Potrzebny jest ciągły dopływ fachowców, którzy by wyszkolili ludzi w krajach gospodarczo znajdujących się w stanie opłakanym. A i umiejętność stworzenia inicjatyw oddolnych, lokalnych właśnie poprzez przekazanie wiedzy, umiejętności – również zawodowych – jest niezwykle cennym wkładem misyjnym.

Misjonarze księża mogą też być wykładowcami w tamtejszych seminariach, instytucjach bardzo młodych i często jeszcze niedoświadczonych. Dla lokalnych profesorów i dla studiujących misjonarz-profesor byłby wzorem.
Już nie chodzi o to, żeby misjonarz był proboszczem czy wikarym w jakiejś parafii, ale żeby wnosił pewne cechy, których tam brak.

R. – Zauważa się w tej chwili w młodych Kościołach, że księża lokalni, niezależnie od sytuacji w swoim państwie wyjeżdżają do innych krajów, czyli podejmują funkcje misjonarskie, np. księża z Indii w Papui Nowej Gwinei. Czy młode Kościoły są na tyle dojrzałe, czy też jest to może próba znalezienia miejsca, gdzie łatwiej można zdobyć tzw. pozycję? Czasem wyjeżdżają kandydaci do stanu duchownego, by kształcić się w lokalnych, często na niższym poziomie, seminariach.

Ks. Abp – Te pytania poruszają całą serię problemów. Obecnie nasilają się wyjazdy misjonarzy z jednych krajów misyjnych do drugich. Przykładem mogą być misjonarze wewnątrz kontynentu afrykańskiego, wyjeżdżający z jednego kraju do drugiego, czy misjonarze z Ameryki Południowej, pracujący w Afryce. Misjonarze z Indii i innych krajów azjatyckich, zwłaszcza z Filipin, pracują na całym świecie. Często dotyczy to zgromadzeń zakonnych, które się rozrastają i przeszczepiają swój charyzmat. I to jest bardzo zdrowe zjawisko. W tym ruchu mniej jest księży fidei donum.

Natomiast niebezpieczne dla Kościoła i wymagające interwencji są spontaniczne wyjazdy księży do krajów bogatych, gdzie szukają oni po prostu lepszego życia. Zdarza się, że miejscowy ksiądz jest postawiony w sytuacji, w której nie ma możliwości poradzenia sobie z konkretnym problemem, gdyż jest osamotniony i nie ma środków materialnych. Spotyka się z ogromnymi oczekiwaniami parafian, którzy są przyzwyczajeni do możliwości misjonarzy zagranicznych.
A jeszcze do tego ma zobowiązania wobec własnej rodziny, która oczekuje od niego pomocy, bo żyje w nędzy. I wtedy często następuje spontaniczny wyjazd do krajów bogatych, gdzie jest chętnie przyjmowany, bo tam przeważnie księża są starsi, a brakuje nowych powołań.

Staramy się ten problem uregulować i doprowadzić do tego, żeby takie wyjazdy były planowane i poprzedzone adekwatną formacją, gdyż trzeba sobie zdawać sprawę, że nawet język może być problemem, bo np. język angielski, używany w Nigerii brzmi zupełnie inaczej niż ten, którym mówią Kanadyjczycy i jest dla nich niezrozumiały. Przygotowania też wymaga poznanie mentalności, historii, tradycji Kościołów starych i reakcji ludzi na obecność takiego księdza.

R. – Czy zdarzają się takie sytuacje, jak w Kamerunie, że księża miejscowi nie są w stanie podołać samodzielnemu prowadzeniu diecezji jako biskupi?

Ks. Abp – Na szczęście rzadko. Jeśli nie ma kandydatów miejscowych, którzy odpowiadają stawianym przez Stolicę Apostolską, bardzo wymagającym, kryteriom kwalifikacji do pełnienia misji biskupiej, szuka się kandydatów wśród osób konsekrowanych tego samego miejscowego pochodzenia, a jeśli nie ma takowych, szuka się wśród misjonarzy, którzy w tym kraju pracowali, znają kraj, język, zwyczaje.
Niedawno w Republice Środkowoafrykańskiej był mianowany biskupem Belg. Tak się też dzieje w Angoli, która po trwającej 50 lat wojnie domowej ma ogromne opóźnienia w kształceniu miejscowego kleru.

R. – Jakie są w tej chwili najistotniejsze problemy dotyczące misji?

Ks. Abp – Myślę, że to jednak destrukcyjny wpływ kultury masowej, jaka panuje w tej chwili w świecie. Bo to jest nurt antyreligijny i antyrodzinny, któremu zwłaszcza młodzi ludzie ulegają bardzo szybko. Wpływ rodziców na ich kształcenie jest bardzo niewielki, ponieważ na ogół są gorzej wykształceni niż dzieci. Dzieci nie szanują, jak powinny, autorytetu rodzicielskiego i nie mają zaufania do ich mądrości.
Wydaje mi się, że misyjna działalność powinna wziąć pod uwagę i ten wpływ, który zresztą zagraża całej kulturze chrześcijańskiej.

To zjawisko nazywane jest neopogaństwem. Różni się od pogaństwa tradycyjnego tym, że ma charakter areligijny (obojętny religijnie) czy nawet antyreligijny albo synkretyczny – bierze elementy „na miarę” z poszczególnych religii, po prostu w duchu New Age. Jest to nurt, który neguje Dekalog.
Proszę prześledzić wszystkie 10 przykazań i zwrócić uwagę, w jakiej mierze tracą one swoją obowiązywalność. 
A my wierzymy i uczymy, że Dekalog, to jest kodyfikacja prawa naturalnego, bez którego człowiek nie może żyć, bo ulega samodestrukcji. W tej chwili kryterium geograficzne misji zaciera się, natomiast pojawia się nowe kryterium antropologiczne – czyli wszędzie tam, gdzie brak wiary i trzeba, jak to się dawniej mówiło, rozkrzewiać wiarę. A geograficznie to się bardzo różnie przedstawia. Mamy już w tej chwili obszary zdechrystianizowane, gdzie trzeba na nowo głosić Ewangelię.

R. – Czy te obszary podlegają Kongregacji?

Ks. Abp – Nie podlegają, ale zazębiają się w znaczeniu antropologicznym – sytuacje stają się podobne do krajów misyjnych.
Kongregacja zajmuje się głównie Kościołami młodymi, które powinny okrzepnąć, nabrać dłuższej perspektywy historycznej, większej samodzielności, lepszej formacji. Natomiast jurysdykcja zwyczajna Kościoła obejmuje pozostałe obszary globu ziemskiego. Kongregacja zajmuje się pierwszą ewangelizacją, pierwszym głoszeniem Chrystusa wśród ludzi, którzy tego posłania nigdy nie otrzymali.

Młode Kościoły to te, które powstały głównie w XIX i na przełomie XIX i XX w. To są Kościoły, które mają ok. 100 lat. Sto lat w życiu Kościoła to niewiele – zważywszy, że Kościół w Polsce ma 1000 lat, we Francji czy Włoszech po prawie 2000 lat. Ewangelia często jeszcze nie przeniknęła do świadomości tego społeczeństwa – jest powierzchowną warstwą i w sytuacjach krytycznych okazuje się za słabą motywacją . Ludzie często wracają do swoich pierwotnych reakcji i pierwotnego widzenia człowieka, świata, relacji międzyludzkich. Toteż właśnie pogłębianie formacji chrześcijańskiej, realizacja tego, co jest najbardziej powszechnym powołaniem chrześcijańskim – świętość życia – jest głównym zadaniem na misjach.

R. – Jego Ekscelencja jest praktykiem – po wieloletnim pobycie na misjach zna Ksiądz Arcybiskup pracę misjonarzy we wszystkich aspektach. Jak, właśnie z tej perspektywy, ocenia Ksiądz to, co jest robione na rzecz misji?

Ks. Abp – Obserwujemy bardzo szybki wzrost liczebny w Kościołach młodych, ogromną dynamikę, za którą nie zawsze nadąża jakość. To są Kościoły, które można porównać do okresu dojrzewania w życiu człowieka – wychodzą z wieku dziecięcego, czyli zależności od misjonarzy, od pomocy z zewnątrz i stają się coraz bardziej samodzielne. A wiemy, że jest to jeden z najtrudniejszych okresów w życiu, dlatego musimy umiejętnie pomagać w dojrzewaniu i nie dopuszczać do kryzysu tożsamości, jaki często towarzyszy nastolatkowi. I teraz właśnie w tej fazie działamy – z jednej strony są tendencje do usamodzielnienia się: my was już nie potrzebujemy, bo jesteśmy samorządni, a z drugiej strony nie ma obiektywnych warunków do samorządności.

R. – A jak Ksiądz Arcybiskup ocenia rolę ludzi z tzw. zaplecza, którzy chcą w jakiś sposób pomagać misjom?

Ks. Abp – Wszyscy uczestniczą w wysiłku misyjnym. Nie można mówić, że jest misjonarz i jego zaplecze. Wszyscy są misjonarzami – tyle, że jest podział funkcji. Inną funkcję pełnią ci, którzy wyjeżdżają, a inną ci, którzy nie wyjeżdżają.
Na szczęście mamy dwóch patronów misji: jednym jest przebywający na dalekich kresach ówczesnego świata św. Franciszek Ksawery, a drugą jest klauzurowa zakonnica – św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Nie można powiedzieć, który z tych patronów jest ważniejszy, gdyż dopełniają się. Teresa była mistrzynią, kierowniczką duchową misjonarzy, misjonarką pragnienia i modlitwy.

Ważne jest, czym kieruje się misjonarz, wyjeżdżając na misje – przede wszystkim musi to być motywacja wiary. Wszystkie poboczne motywacje (przeżyć przygodę, zobaczyć świat, zmienić tryb życia) na długo nie wystarczają. Jeśli ktoś kocha Kościół i kocha Jezusa Chrystusa oraz żyje Ewangelią – chce tę Ewangelię nieść w świat. Właśnie motywacja wiary, motywacja cnót teologalnych jest bardzo ważna w życiu misjonarza – jego podatność na działalność Ducha Świętego. Ile Ojciec Święty kładzie nacisku w Redemptoris Missio na to, że promotorem misji jest Duch Święty! A więc trzeba się nastroić na odbiór fal Ducha Świętego. Włączyć ten kanał, który Go odbiera.
Misje to nie jest ludzki projekt. Jeżeli misjonarz nie da się poprowadzić przez Ducha Świętego, to go na misjach w ogóle nie widzę.

I wreszcie to, co ja nazywam przez analogię owocami Ducha Świętego w dziedzinie misji, co dotyczy wszystkich uczestniczących w procesie misyjnym – modlitwa. Jej skuteczności nie możemy negować. To jest modlitwa głęboko chrześcijańska, która mówi: „by Twoje Imię było znane w świecie”. Dziś jest to Ewangelia: żeby Twoja wola się w świecie realizowała.
My nie musimy Panu Bogu dyktować, co ma zrobić – On dobrze wie. Chodzi o to, by przybliżyć realizację Królestwa Bożego w świecie.

Druga rzecz to „dylatacja”, poszerzenie serca i zdolność dzielenia się tym, co mam – pomoc materialna dla misji. Wydajemy tyle pieniędzy na rzeczy niepotrzebne. Mieszkam w Rzymie, w dzielnicy, gdzie są same niepotrzebne sklepy – luksusowe. Ogromnie drogie ubrania, buty, dodatki, biżuteria – same niepotrzebne rzeczy, na które ludzie wydają wielkie pieniądze.

Trzeba uczyć ludzi dzielenia się rzeczami materialnymi z tymi, którzy tych rzeczy nie mają. Wracam do Europy z misji, gdzie widziałem dzieci umierające z głodu i braku leków, i widzę w supermarketach całe półki mięsnych konserw dla psów i kotów. To jest absolutny skandal, wołający o pomstę do nieba. My karmimy mięsem psy i koty, a tam dzieci umierają z głodu.

I właśnie ofiarność jest drugim owocem Ducha Świętego. Dać na potrzeby misyjne, nie skąpić, nie pytać czy dotarło. Ewangeliczna wdowa też dała z motywu wiary.

Trzecia rzecz to dać samego siebie na rzecz misji. Szczytem tego jest pojechać na misje. A jak ktoś nie może pojechać, to dać swój czas, swoje umiejętności, swoje zdolności, swoje kompetencje. Nie tylko wrzucić pieniążka do puszki, ale dać coś z siebie.

R. – Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Jolanta Fidura

 
SMS misje