Strona główna arrow Rok 2001 arrow Nr 15 (2/2001) arrow Goście z Korei Południowej
Goście z Korei Południowej Drukuj Poleć znajomemu

Naszą redakcję odwiedziły panie Stefania, Joanna i Maria z Korei Pd. Są one katoliczkami, a przy tym współpracują z polskimi Księżmi Pallotynami.

Pani Stefania jest mężatką, matką dwóch synów - 15 i 17 lat (w Korei wiek dziecka liczy się od poczęcia, toteż według tej rachuby synowie pani Stefanii mają 16 i 18 lat). Pani Stefania otrzymała chrzest w 1983 r. Kiedy była w ciąży z drugim dzieckiem około 3 miesiąca zaczęły się pewne problemy, potem doszło poważne przeziębienie. Zagrożone było życie matki i dziecka. Wtedy znajoma, katoliczka, zaczęła częściej przychodzić i namówiła ją, żeby zaczęła się modlić do Matki Najświętszej, że to jej pomoże. To był pierwszy kontakt p. Stefanii z katolicyzmem. Ze względu na chorobę, okres katechumenatu, który normalnie w Korei trwa pół roku, został skrócony i po miesiącu p. Stefania otrzymała chrzest. Synowie zostali ochrzczeni po narodzinach drugiego. Mąż akceptował to, ale sam nie bardzo miał ochotę chodzić na katechumenat, gdyż Koreańczycy ...

... pracują od rana do późnych godzin wieczornych i mają mało czasu. W parafii odbywały się spotkania rodzin i p. Stefania zawsze zabierała na nie męża. W końcu tak się zaangażował, że jak zdecydował się na katechumenat, nie opuścił żadnego spotkania. Chrzest przyjął w 1995 r.
Pani Stefania skończyła anglistykę, nie pracuje zawodowo, a jedynie udziela korepetycji. Wiele czasu poświęca na pracę w kościele. Skończyła kurs biblijny i teraz sama uczy ludzi, którzy dopiero otrzymali chrzest. Jest szefową jednej z grup religijnych, z którymi stale współpracujemy. Włącza się także w różne prace w kościele.

Drugi nasz gość, pani Joasia również jest mężatką i matką dwóch synów (10 i 15 lub 11 i 16 lat). Chrzest przyjęła w 1998 r., razem ze starszym synem, po półrocznym katechumenacie. Młodszy został ochrzczony w czerwcu ubiegłego roku. Jest ministrantem.
Pani Joasia już od dziecka chodziła do kościoła katolickiego – zawsze na Boże Narodzenie. Teraz się z niej śmieją, że to dlatego, bo zawsze wtedy były jakieś prezenty dla dzieci. Dopiero dużo później obudziło się w niej zainteresowanie samym katolicyzmem.
Na co dzień p. Joasia pomaga mężowi w prowadzeniu firmy.

Z rodziny katolickiej pochodzi jedynie pani Maria. Jej babcia ze strony matki była osobą głęboko wierzącą i zadbała, by wnuczka otrzymała chrzest już jako niemowlę. Maria często chodziła do kościoła. Po skończeniu szkoły była katechetką. Jej mąż w chwili ślubu nie był katolikiem, ale dzięki niej, po odbyciu katechumenatu, przyjął chrzest. Ma troje dzieci: córki- bliźniaczki (18 lat) i syna (13 lat). Wszystkie dzieci otrzymały chrzest jako niemowlęta.

W Korei raczej obowiązuje tradycyjny model rodziny, oparty na konfucjańskiej zasadzie zależności, podporządkowania: syn ojcu, żona mężowi. Teraz to się zmienia. Jeszcze kilkanaście lat temu kobietom było bardzo trudno, bo mężowie zajmowali się tylko zarabianiem pieniędzy, a więc zabezpieczaniem rodziny od strony materialnej, natomiast kobieta wykonywała wszystkie prace domowe: sprzątanie, zakupy, opieka nad dziećmi, opieka nad mężem itp. Rodzina jednej z goszczących u nas pań opiera się na takim właśnie tradycyjnym modelu. Nawet budowę domu nadzorowała ona. Dwie pozostałe panie twierdzą, że już od kilku lat ich mężowie pomagają w pracach domowych, np. zmywają naczynia po posiłkach, sprzątają czy robią zakupy. Taka zmiana to cecha ostatnich lat. Większość rodzin żyje jednak według modelu tradycyjnego.

Wiele kobiet, katoliczek, większość czasu wolnego od zajęć domowych poświęca pracy na rzecz Kościoła. Teraz, w dobie kryzysu gospodarczego nieco więcej zaczęli się w Kościele angażować także mężczyźni. Świeccy prowadzą różnorakie działania w swoich parafiach, starając się objąć wszystkich parafian. Proboszcz musi być bardzo dobrym organizatorem i czuwać nad wszystkim.

Mimo tak dużego zaangażowania świeckich, Korea ciągle pozostaje krajem misyjnym. Jest dużo osób, które nie są ochrzczone lub odeszły od wiary, bo ich świadomość religijna była zbyt mała. W parafiach jest wielu ludzi, którzy otrzymali pewną formację na półrocznym katechumenacie, ale jest ona bardzo płytka. Jeżeli nie mają dalej jakiegoś duchowego opiekuna – często odchodzą, bo nie rozumieją. Dlatego tak ważne są spotkania modlitewne, znajomość Pisma św. Do prowadzenia takiej działalności przygotowuje się, poprzez odpowiednie szkolenie, ludzi świeckich. Pełnią oni funkcję misyjną wśród swoich rodaków. Taką działalność prowadzą też goszczące u nas Koreanki.
Naszym gościom towarzyszył i rozmowę tłumaczył ks. Zbigniew Wasiński SAC, misjonarz w Korei.

Oprac. Jolanta Fidura
Zdjęcia: ks. Jan Siwiec SAC, archiwum