Strona główna arrow Misjonarz opowiada arrow Rozmowa z ks. Piotrem Gabrysiem SAC, misjonarzem w Meksyku
Rozmowa z ks. Piotrem Gabrysiem SAC, misjonarzem w Meksyku Drukuj Poleć znajomemu

R. – Tenango del Aire jest nie tylko parafią, ale też miejscem, gdzie powstaje sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Na święto Miłosierdzia Bożego przybywa wielu wiernych z całego kraju. To zapewne wymaga specjalnych przygotowań.

K. – Parafię objąłem w 2003 r., a pierwsze święto Miłosierdzia Bożego przygotowywałem w 2004 r. Zawsze Msza Święta odbywała się przed wejściem do kościoła, ale że mamy do dyspozycji potężny teren przeznaczony na sanktuarium weszliśmy tam i uroczystości odbywały się pod dużą plandeką. Wypożyczyliśmy też kilka tysięcy krzeseł. A rozwój kultu widać chociażby po tym, że trzeba było wypożyczyć plandekę o wymiarach 3 tys. m2. i 8600 krze-seł, a i tak było to za mało, gdyż przybyło ok. 14 tysięcy osób.
Żeby to wszystko sprawnie funkcjonowało, przygotowania trzeba zacząć w styczniu. Tenango liczy 6 tysięcy mieszkańców, a musi przyjąć 3 razy tyle. Niektórzy tylko przejeżdżają, ale trzeba wszystko tak zorganizować, by nikomu nie utrudniać życia.

R. – Jak mieszkańcy wioski odnoszą się do tak wielkich tłumów?

K. – To w jakiś sposób boli, gdyż mieszkańcy Tenango są obecni, ale nie na Mszy Świętej. Dla większości z nich to szansa...

... wzbogacenia się. Ustawiają stragany z jedzeniem czy upominkami. Wielu chciałoby sprzedawać na terenie kościoła – „my damy na kościół” – mówią. Nie wchodzimy w to w ogóle, unikamy konfliktów. Jeżeli ktoś jest katolikiem, to poczuwa się do dania czegoś.
Zysk ze straganów, które mamy na terenie przykościel-nym (tam nie operuje się pieniędzmi, lecz biletami), jest przeznaczony na remont obiektu, a jest to budynek XVI-wieczny, solidnie zniszczony.

R. – Wiemy, że remonty postępują stopniowo. Jaki jest stan obecny?

K. – Sporo zostało wyremontowane przez księdza Lewandowskiego, mojego poprzednika. Wcześniej był tu też ks. Adam Suszko i jest w dalszym ciągu ks. Tadeusz Korbecki. W ubiegłym roku dołączył do nas ks. Grzegorz Szmit. Od mojego przyjścia udało się wymienić wszystkie okna i wreszcie nie pada w naszych pokojach.

Żeby wejść, jak wspomniałem, na obszar przyszłego sanktuarium, trzeba obejść cały teren, bo było tylko jedno wejście. Toteż w 2005 r. otwarliśmy dodatkowe wejście w murze o wym. 5x5 m. Chciałem uzyskać zgodę z instytucji zajmującej się zabytkami, ale przez 6 miesięcy nic z tego nie wychodziło. W końcu, za namową parafian, zaczęliśmy rozwalać mur w Wielką Środę, a już następnego dnia pojawili się pracownicy Instytutu Archeologii, by zamknąć budowę. Mieliśmy 5 dni wolnych od pracy i musieliśmy wszystko zakończyć w tym czasie, gdyż wtedy urzędnicy nie mieli prawa działać. Parafianie stwierdzili: „Ksiądz sobie zachowa ten kwitek, a my robimy”.
I zrobiliśmy wyrwę w murze, a po kilku miesiącach założyliśmy kutą w żelazie bramę, co bardzo ładnie wygląda. Przedstawiciele Instytutu Archeologii przyjechali jeszcze raz, zrobili zdjęcia i zostawili nas w spokoju.

Aktualnie przeprowadzamy prace remontowe w kościele. Trzeba będzie jeszcze wejść w kontakt z Instytutem Archeologii, żeby pomalować kościół.

Mamy wyremontowane 2 pokoje, 2 – mam nadzieję – będziemy teraz remontować. No i jeszcze zaplecze…
Dwóch z nas mieszka w starym budynku. Tam są m.in. dachy do wymiany. Jak się to uda zrobić, przeniesiemy się i wtedy – w miarę naszych możliwości – spróbujemy te pomieszczenia remontować.
Mamy tu trzęsienia ziemi, więc zawsze jest zagrożenie, że coś spadnie na głowę.

Ale jesteśmy księżmi – wierzymy, że Pan Bóg nas ustrzeże.

R. – A co robicie od strony duchowej, by przyciągnąć tych ludzi?

K.
– Generalnie – jesteśmy. Myślę, że to po pierwsze – być z ludźmi. W Tenango, gdzie są polscy księżą, Msza Święta jest odprawiana codziennie: od poniedziałku do piątku są 2 Msze, w sobotę 3, a w niedzielę 5. Niezależnie czy są intencje, czy nie.
Inaczej księża meksykańscy. Jest dzień, kiedy zamykają kościoły i mają czas dla siebie.

My spowiadamy codziennie przed i po Mszy Świętej, a w kościołach meksykańskich spowiedź jest tylko w czwartek i piątek i tylko przez godzinę. Ludzie już wiedzą, że mogą szukać spowiedzi albo rozmowy z księdzem w Tenango, że tu nie zostaną odrzuceni. Że tu jest ksiądz, który jeśli nie ma w danej chwili czasu, to przeprasza i umawia się później. Że zawsze mogą wezwać do chorego, nawet z sąsiednich wiosek. Ksiądz po prostu odkłada wszystko i jedzie.

Miałem taki przypadek: ludzie przyszli po mnie w piątek, gdy już miałem zaplanowane spotkania z grupami parafialnymi, bym pojechał do starszej pani (2 godziny jazdy w jedną stronę). Powiedziałem: „Jedziemy”. Byłem tam, wyspowiadałem, porozmawiałem z panią. Kiedy wróciłem, była już noc.
Kiedy spytałem, dlaczego nie poszli do swojego księdza – ta pani mieszka w stolicy, gdzie jest wiele kościołów – odpowiedzieli, że ksiądz nie chciał przyjść. Nie miałem wtedy samochodu i woleli płacić za taksówkę w obie strony, bo wiedzieli, ze ksiądz przyjdzie.
Dlatego myślę, że być, to jest właśnie najważniejsze. A jak się jest, to ludzie przychodzą.

Wracając do kultu Miłosierdzia Bożego – właśnie w Meksyku jest bardzo podatny grunt. Chyba na palcach jednej ręki można policzyć kościoły, w których nie ma obrazu Jezusa Miłosiernego.

R. – Czy wymienione przez Księdza różnice są jedynymi między parafiami prowadzonymi przez księży polskich i meksykańskich?

K.
– To przede wszystkim rzuca się w oczy. Bycie z ludźmi i dla ludzi. Myślę, że ludzie tego poszukują. Choć są i tacy, co chcą mieć księdza dla siebie. Niektórzy, gdy ich pytam, dlaczego przyszli do kościoła, mówią tak: „Jak jestem chory, to szukam lekarza. Jak będę potrzebował kościoła, to muszę go odnaleźć”. To taka ich filozofia. Mówią, że oni w jakiś sposób płacą, to ksiądz ma zrobić wszystko, co chcą. My tak nie robimy – staramy się tłumaczyć istotę rzeczy, np. kiedy zamawiają chrzest z Mszą Świętą, ale nie chcą przystępować do Komunii Świętej. Chcą narzucać swoje schematy. Kiedy nie godzimy się na to, mówią, że pójdą do innej parafii. Zawsze odpowiadam: „Macie do tego prawo, tylko zrozumiejcie pewne realia. Ja muszę wam wytłumaczyć czym jest wiara. Jeśli się wam to nie podoba – szukajcie innego księdza”. Kiedy jakieś 3 lata temu ktoś mi powiedział: „Ksiądz musi tak zrobić, bo my płacimy” – oddałem pieniądze: „Nie, nie muszę tego robić”.

Myślę, że tak się dzieje przez sposób ewangelizacji Meksyku. Mnoży się Msze Święte, ale ludzie nie widzą, nie rozumieją po co. Nie wiedzą, czym w istocie jest Msza Święta.

To jest zupełnie inny katolicyzm, ale trzeba szukać form dotarcia i bycia z ludźmi, szukać form ewangelizacji.

R. – Dlaczego „inny katolicyzm” – proszę powiedzieć więcej na ten temat.

K. – Tu katolicyzm w wielu wypadkach nie przekłada się na życie. Katolicyzm jest taki, jak ja pojmuję i Pan Bóg taki, jak ja sobie wyobrażam – tak można określić katolicyzm meksykański.
Teraz zaczyna się innymi metodami ewangelizować i ludzie „głupieją”, bo jest zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażali. Pan Bóg się ma podporządkować.

Jeżeli ktoś ma zawarty małżeński związek sakramentalny, wziął rozwód i żyje teraz z inną kobietą, nie rozumie, dlaczego nie może przystępować do Komunii Świętej. Tłumaczymy, jak to jest „od strony” Kościoła, że to są konsekwencje twojej decyzji, ale dla wielu nie jest to zrozumiałe. Czasem spotykamy się nawet z pytaniem, dlaczego zmieniamy religię.

Takie przyjście do Kościoła wtedy jak się go potrzebuje to nie jest branie na serio wiary w Pana Boga. On jest, bo jest, a ja Go poszukam, jak będę potrzebował. I bardzo trudno wytłumaczyć, że to nie tak.

R. – Pierwszy krok – obserwacja, a potem szukanie ducha Ewangelii. Co się najbardziej sprawdza, oprócz przykładu własnego?

K.
– Bycie z ludźmi, własny przykład to klucz, który trzeba dorobić, żeby dotrzeć do ludzi.
Jak ludzie przychodzą z konkretnymi problemami, trzeba starać się ich zrozumieć. Być z nimi, ale też pomagać im w uświadomieniu sobie wielu spraw, np. że można żyć biednie, ale nie w brudzie.

Brud, bałagan jest problemem Meksyku, nie dbają o swój kraj. Zwracam np. uwagę, by zbierali papiery. Bo jak to jest z tą dumą meksykańską? Większość z nich nie zna świata, nigdzie nie podróżuje, a telewizja mało obrazów ze świata pokazuje, za to telenowele meksykańskie lecą jedna za drugą. Są dumni, ale niszczą kulturę, tradycje narodowe. Mówią, że Meksyk jest najlepszą stolicą świata, a nie mają skali porównawczej. Pytam ich, jak to jest z tą dumą narodową, która się nie przekłada na dbałość o swój kraj.

Pragnąłbym, by powróciło typowo meksykańskie ciepło serca, oddanie, wypaczane przez media.

R. – Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Jolanta Fidura
Zdjęcia: ks. Adam Golec SAC, ks. Bartłomiej Pałys SAC, archiwum