Strona główna arrow Warto przemyśleć arrow Dominus Flevit - Pan zapłakał
Dominus Flevit - Pan zapłakał Drukuj Poleć znajomemu

Na zachodnim zboczu Góry Oliwnej, na wprost miejsca, gdzie stała wspaniała jerozolimska Świątynia, znajduje się dziś maleńki kościółek Dominus Flevit.

Nazwa nawiązuje do bardzo starej tradycji mówiącej, że to właśnie w tym miejscu Pan Jezus zapłakał nad Jerozolimą. Stąd też architekt nadał swej budowli kształt łzy.

Po wejściu do środka uwagę naszą zwróci oryginalny witraż wypełniający jedyne okno.
Na próżno szukać by w nim fragmentów kolorowych szkiełek. Całe okno wypełnione jest przezroczystą szybą. Treścią witrażu jest to, co widać na zewnątrz – Jerozolima.

To nad jej losem Pan Jezus zapłakał. Dla niemowlęcia płacz jest czymś normalnym. To jego sposób porozumiewania się ze światem zewnętrznym. Starsze dzieci też często płaczą. Ale człowiek dorosły płacze tylko w wyjątkowych chwilach.

Jesteśmy zatem świadkami chwili wyjątkowej. Jezus się wzruszył.
Można by powiedzieć, że to nic niezwykłego. Przed Jego oczami rozpościerał się...

niepowtarzalny widok na miasto, które znał i pewnie kochał już od dzieciństwa.
Widok był przepiękny. Szczególnie zachwycała świątynia, tak niedawno odbudowana przez Heroda Wielkiego.
To jeden z takich widoków, które wzruszają prawie wszystkich.

 To, co Jezus ujrzał ze zbocza Góry Oliwnej, było naprawdę piękne. Trudno było się nie wzruszyć. W takiej chwili tym bardziej widać było kontrast pomiędzy urzekającym pięknem murów Jerozolimy a brzydotą jej mieszkańców.

To brzydota wnętrza. To brzydota serca obojętnego na słowa Jezusa: „Tyle razy chciałem was zgromadzić, jak kwoka swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście” (por. Łk 13, 34- -35; 19, 41-44).

Jezus zapłakał. Tu nie chodziło jedynie o mury świątyni, która miała zostać zniszczona czterdzieści lat później przez wojska rzymskie. To nie płacz nad murami.

To płacz nad człowiekiem. Jezus oddał się refleksji, podsumowującej trud i wysiłek trzech lat głoszenia Ewangelii, głoszenia prawdy o kochającym i tęskniącym Ojcu, o sensie i celu życia człowieka.

Ogromna jest obojętność tych, do których został przez Ojca posłany. Są zatroskani jedynie o sprawy codzienne. Nie chcą Go słuchać. Przybiegają jedynie wtedy, gdy czyni cuda, gdy uzdrawia. Ale zaraz odchodzą, niewiele z tego rozumiejąc.

Jezus płacze ze smutku i bezradności. Płacze, bo mieszkańcy Jerozolimy nie pamiętają, po co są na tym świecie.
W murach miasta mieszka 40 tysięcy ludzi. Dla Jezusa każdy z nich jest bardzo ważny. Chce im to wszystko powiedzieć, ale oni nie chcą Go słuchać. To boli. To płacz miłości, zatroskania, niemocy.

Tyle razy nauczał ich w świątyni. Wydawało się, że słuchali. Tak mało jednak do nich dotarło. Zbyt mało, by zburzyć mury stojące w ich sercach, by zmienić życie. Bo każdy z nich ma swoją wizję życia, swoją wizję Boga, swoją prawdę.

Wobec takiej postawy nawet sam Bóg wydaje się bezradny. To bezradność osoby kochającej, zatroskanej. Tak płacze matka nad dzieckiem, które wybrało złą drogę w swym życiu.

Jezus nie płacze nad murami. Te można zawsze odbudować.

Płacze nad człowiekiem, który ma tylko jedno, wyjątkowe, niepowtarzalne życie.
Tak łatwo je zmarnować. Tak wielu je marnuje. Jezus cierpi, bo widzi dłoń wyciągniętą przez Ojca, a odrzucaną przez człowieka.

To dłoń wyciągnięta także do mnie. Czy ją w ogóle dostrzegam? Jaka jest moja odpowiedź?

Liczy się każdy z nas. Dla Boga każdy z nas jest Jego Dzieckiem, którego losem tak bardzo się przejmuje.

To jest mój Bóg. On płacze, gdy jestem nieszczęśliwy. On płacze, gdy marnuję swoje życie. On cierpi, kiedy nie potrafię miłością odpowiedzieć na Jego miłość. To ja jestem Jego Jerozolimą.

Ks. Piotr Nowicki SAC