Strona główna arrow Misjonarz opowiada arrow Misjonarz opowiada
Misjonarz opowiada Drukuj Poleć znajomemu

Rozmowa z ks. Bartłomiejem Pałysem SAC, misjonarzem w Meksyku

R. – Dlaczego jako miejsce swojej pracy wybrał ksiądz Meksyk?

K. – Pewne rzeczy trudno odrzucić, kiedy Bóg zaprasza. A zaczęło się od dwóch dziewczyn, które bardzo chciały zostać świeckimi misjonarkami w Peru. To chyba przez nie złapałem „bakcyla misyjnego” z ukierunkowaniem na Amerykę Łacińską, a że u Pallotynów mogłem wybrać... jestem w Meksyku.

R. – Proszę nam opowiedzieć o swojej parafii i parafianach.

K. – Razem z ks. Zbigniewem Ziębą, proboszczem, posługuję w parafii pw. Matki Bożej Gromnicznej w Nezahualcoyotl (dla uproszczenia mówi się też „Neza”) – co oznacza w języku azteckim: głodny kojot. Miasto ponad dwumilionowe, które powstało na wyschniętym jeziorze Texcoco, istnieje niecałe 50 lat. Toteż parafianie pamiętają początki wznoszenia tej aglomeracji z dosłownego błota i budowy kościoła parafialnego, gdzie na początku, aby uzbierać pieniądze na świątynię urządzano ring do lucha libre.

Ludzie w większości przybyli tu z prowincji, z różnych stanów, przez co tak parafia jak i miasto wzbogaciło się o przyniesione tradycje i przyzwyczajenia religijne. Tzw. „parafianie praktykujący” są bardzo oddani. Wiele kobiet pracuje jako katechetki oraz w różnych grupach formacyjnych czy pastoralnych, których jest ogólnie ok. 20.
Gorzej z tymi parafianami, którzy są katolikami ...

... tylko z nazwy – dla nich ostatnio nasz biskup Carlos, ustanowił akcję duszpasterską EPAP, co oznacza mniej więcej tyle: docierać do rodzin w domach, zapraszając ich osobiście do kościoła. Zatem niech Bóg ma tę akcję w swojej opiece.

R. – Meksykanie, podobnie jak Polacy, wielka czcią darzą Matkę Bożą. Czy może nam ksiądz opowiedzieć, jak przejawia się to w religijności meksykańskiej?

K. – Cudna, o twarzy indiańskiej kobiety, w naszyjniku z krzyżem Matka Boża z Guadelupe bardzo szybko przeprowadziła Meksykańczyków przez trudny okres transplantacji chrześcijaństwa na tych ziemiach.

Dziś każdy Meksykanin jest „Guadelupano” i aż miło patrzeć jak ludzie przez ten cudny wizerunek przybliżają się do Jezusa, chociaż na moment, czy to poprzez udział w Mszach Świętych na ulicach z okazji Jej święta czy pielgrzymując do Jej Sanktuarium. Bo Ona jest ich Matką – jak sama powiedziała w objawieniu św. Janowi z Tepeyac (Juan Diego) i dlatego nie może zabraknąć figurki czy obrazu Matki Bożej z Guadelupe w każdym tutejszym domu, sklepie czy zakładzie pracy.

R. – Z wcześniejszych relacji wiemy, iż Meksykanie bardzo uroczyście obchodzą święta swoich patronów. Czy nie ma dysonansu miedzy odpustem parafialnym w sferze religijnej i późniejszej zabawie?

K. – Niech wystarczy przykład ekonomiczny z Tenango del Aire, naszej pierwszej placówki pallotyńskiej, gdzie, o ile się nie mylę, na liturgię w kościele w czasie odpustu parafianie przeznaczają 500 pesos, a na fiestę poza kościelną 50 000 pesos.
Oczywiście, są też odpusty bez tzw. dysonansu, chociaż z charakterem Meksykańczyka jakakolwiek uroczystość bez zimnych ogni, mariachi i tequili chyba jest niepełna…

R. – To, co wiemy o sposobie okazywania czci świętym przez Meksykanów niejednokrotnie nas zaskakuje. Proszę nam przybliżyć te formy kultu.

K. – Zatem niejednokrotnie ubrać świętego, dodać mu włosy i zawiesić na nim prośby ze zdjęciami, a potem zapalić świeczkę albo na odchodnym dotknąć go jest tu nagminną praktyką.

R. – Jacy są najpopularniejsi święci w Meksyku?

K. – Już wspomniana Matka Boża z Guadelupe, patronka Meksyku i dwóch Ameryk, a potem apostoł – św. Juda Tadeusz, patron od spraw beznadziejnych oraz św. Marcin, patron od dobrych negocjacji w biznesie. W naszej parafii odbiera cześć Matka Boża z Juquila i oczywiście nie wolno zapomnieć o wielkim nabożeństwie do Serca Jezusowego, Świętej Trójcy czy obudzonej ostatnio czci Bożego Miłosierdzia.

W Meksyku mamy też „antyświętego” – tzn. jest moda na „świętą śmierć” – ubraną w białą szatę, z wystającą czaszką i trzymającą kosę – podobno skutecznie pomaga... na pewno oddalić się od Boga.

R. – Pani Ewa Bielawska w swoim artykule o Meksyku pisała o obrządkach pogańskich, które mają miejsce w jednym z kościołów katolickich? Dlaczego tak się dzieje? Czy takie sytuacje zdarzają się często?

K. – Jeżeli chodzi o kościół z San Juan Chamula, o którym pisała pani Ewa, choć jest to świątynia kolonialna pw. św. Jana Chrzciciela, jednak nie jest to normalnie funkcjonująca parafia. Nie wiem od jak dawna nie ma już tam katolickich nabożeństw liturgicznych, chociaż są rzędy świętych, którym tutejsi Indianie oddają swoistą cześć. Zatem nie jest to już nasz katolicki kościół, a raczej centrum duchowe Chamula z dość pięknym synkretyzmem.

Innym przykładem jest Catemaco, skąd wyszła ponoć idea „świętej śmierci” od pewnego brujo (czarownika). Tutaj, jedząc małpie kotleciki w restauracji nad jeziorem, można się dowiedzieć, że na niejednym rogu w mieście mieszka znakomity czarownik, który świadczy usługi.
Catemaco ma też swój kościół parafialny – i to jak najbardziej katolicki.
Zatem proboszcz ma tu sporo roboty z nawracaniem parafian, tym bardziej, że i w środku kościoła można było spotkać osoby, które uskuteczniały limpias – pogański zwyczaj oczyszczenia.

To chyba tylko dwa kościoły, gdzie spotkałem takie udziwnienia.

R. – Jakie są blaski i cienie pracy misjonarza w tym kraju?

K. – Podobne jak blaski i cienie misjonarza w Polsce, który musiałby poznać język, mentalność i tradycje, a potem starać się służyć Bogu i ludziom, z całym swoim zapleczem słabości oraz talentów.

R. – Jak Czytelnicy "Horyzontów Misyjnych" mogą pomagać misjonarzom w Meksyku?

K. – Modlitwą. Na pewno potrzeba nowych misjonarzy. 

R. – Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Jolanta Fidura
Zdjęcia: ks. Bartek