Strona główna arrow Rok 2000 arrow Nr 13 (4/2000) arrow O Hildzie, wężu i sangumie
O Hildzie, wężu i sangumie Drukuj Poleć znajomemu

Na imię miała Hilda, a zmarła po ukąszeniu jadowitego węża. Podobne problemy mają miejsce przy śmierci wielu ludzi.

Najpierw zaniedbanie choroby i brak pomocy choremu, później, gdy chory umrze – wielki płacz, żal, nagle jest pomoc, pieniądze, wszystko... dla zmarłego. Następnie zazwyczaj wioskowy pogrzeb, żałoba, odszkodowanie, a przede wszystkim szukanie sangumy czyli tego, kto spowodował śmierć. Wzajemne obwinianie się i „duchowy strajk”, czyli pretensje do Pana Boga.

Hilda skończyła swoją edukację na drugiej klasie. Zamiast chodzić do szkoły pomagała rodzinie w biznesie kakaowym. Przy tym ukąsił ją wąż.

Rodzice, jak w wielu przypadkach, tłumaczyli się, że nie mają pieniędzy na edukację dzieci. Ojciec Hildy pracuje w prywatnym przedsiębiorstwie w najbliższym miasteczku (Maprik), a mama zajmuje się domem i ogrodem, ale często – według sąsiadów – ulegała pokusie gry w karty (to taki lokalny hazard, obok bingo), marnując pieniądze.

Gdy wąż ukąsił Hildę w nogę, ta powiedziała o tym mamie, ale na początku myślano, że to nic poważnego. Później, gdy dziewczynka zaczęła mdleć, matka zabrała ją do katolickiej kliniki oddalonej od wioski około 1,5 km.
W przypadku ukąszenia, chory powinien być niesiony...

...przez innych, gdyż w przeciwnym wypadku trucizna działa bardzo szybko. Niestety, nie było chętnych do pomocy, wszyscy byli zajęci.
Po drodze matka prosiła, by ktoś jej pomógł... „dowlec” dziewczynkę do kliniki. Dotarły po około 2 godzinach – to bardzo późno. Dziewczynka była w stanie śpiączki. Na nieszczęście nie było ambulansu, który pojechał wcześniej do miejscowego szpitala z innym chorym. Poproszono mnie o pomoc.

Do osobowego samochodu Suzuki, wziąłem matkę oraz zemdloną Hildę, którą podtrzymywała na kolanach pielęgniarka, w drugiej ręce mająca kroplówkę. Nie mogłem jechać krótszą drogą, gdyż ludzie – właśnie z wioski Hildy – nie przyszli choćby raz, aby naprawić drogę. Musiałem pojechać drogą okrężną. Jednak po kilku minutach pielęgniarka powiedziała, że możemy jechać z powrotem. Hilda zmarła w samochodzie. W tym momencie matka zaczęła płakać.

Wróciliśmy do kliniki, położyliśmy zwłoki Hildy w przychodni. Odmówiłem modlitwę i namaściłem ją olejami świętymi, bo, jak mówiła matka, są katoliczkami, choć raczej „skromnie” było z praktykowaniem. Oczywiście zaraz znalazła się pomoc, aby zanieść zwłoki dziewczynki do wioski. Nawet nie czekano na ambulans, aby je zawieźć.
Pochowano Hildę na drugi dzień, koło domu, a ja odprawiłem w jej intencji Mszę Świętą w kościele.

Jednak trzeciego dnia do kliniki przyszła prawie cała wioska z wymalowanymi twarzami na znak żałoby i protestem przeciwko pielęgniarkom. Wszyscy byli zagniewani na nie, że szybko nie pomogły chorej i dlatego zmarła.
Kiedy usłyszałem krzyki protestu, pobiegłem do kliniki. Pielęgniarki tłumaczyły się bezradnie, że pomagały tak szybko, jak tylko mogły. Były przerażone tym tłumem oskarżających je ludzi.

Postanowiłem im pomóc. Wyjaśniałem, że przy ukąszeniu węża najważniejsza jest natychmiastowa pomoc. Przecięcie ukąszonego miejsca, położenie kamienia przeciw ukąszeniom, picie czegokolwiek: mleka, wody... (a ostatnio słyszałem, że najlepiej własnego moczu) oraz położenie chorego i przyniesienie do kliniki, aby nie chodził, a nie pomoc w klinice dopiero po 2 czy więcej godzinach.

Oczywiście wielu nie chciało słyszeć tego wyjaśnienia, bo wychodzi na to, że winni są oni, a nie pielęgniarki. Niektórzy krzyczeli, że ja kłamię, a inni, że to jest wyjaśnienie białego człowieka, a oni mają swoje. Dodatkowo nie chcieli słyszeć tego, że nie naprawili drogi i samochód nie mógł przejechać oraz, że gdy sprzedawałem kamienie przeciwko ukąszeniom węża, to nie byli tym zainteresowani albo nie mieli 6,5 kina.
Na szczęście obyło się bez bijatyki i rzucania kamieni na dach kliniki (forma protestu); rozeszli się pokojowo i tylko poprosili o spotkanie z siostrą przełożoną wszystkich katolickich klinik w diecezji.

Po tym proteście zaczęto szukać winnego (sangumy), czyli tego, kto spowodował, że wąż ukąsił śmiertelnie Hildę (kto pokierował nim) i zaczęto oskarżać różne osoby. Poszukiwanie sangumy jest wyrazem ich magicznej wiary. Wszystko ma swoją przyczynę, a przyczyną śmierci jest zawsze jakieś zło – zły duch, zły człowiek, czyli jakiś odwet z przeszłości lub osobiste zło (grzech).

Przypadek śmierci tej dziewczynki jest klasycznym przykładem, że dla chorego często nie ma się czasu i pomocy, a gdy ta osoba umrze, nagle jest wszystko: czas, pomoc, pieniądze i... strach (przed śmiercią i duchem zmarłego), który wszystkim kieruje. Oprócz tego oczywiście konieczne jest znalezienie winnego śmierci. Najbardziej pechowym człowiekiem w tym wypadku jest ten, kto ostatnio był w jakimś konflikcie ze zmarłym lub jego rodziną. Ta osoba będzie pierwsza na liście podejrzanych o spowodowanie sangumy, czyli ostatecznej przyczyny śmierci.

Tak na marginesie, śmierć tej dziewczynki w przeszłości nie obyłaby się bez odwetu, czyli wyrównania strat – zabiciu jakiejś osoby podejrzanej, niekiedy całkiem niewinnej.
Choć w przypadku śmierci Hildy nie wiadomo czy kiedyś i tak nie będzie odwetu! Współczuję tylko osobie niewinnie podejrzanej.
Bo według wiary tych ludzi nie malaria, zawał serca, rak czy cokolwiek innego jest ostateczną przyczyną śmierci. Jest nią sanguma, która spowodowała malarię, zawał serca czy raka. W tym poszukiwaniu sangumy jest też coś więcej – pragnienie odpowiedzi na tajemnicę śmierci konkretnego człowieka.

Kiedyś w dyskusji o sangumie powiedziałem im, że poszukiwanie sangumy jest wchodzeniem w kompetencje Pana Boga, a według nich też złego ducha (my, biali, różnimy się od nich ową refleksją nad śmiercią). Dodałem: „Albo wy jesteście „głupcami”, którzy zawsze uważają, że znają ostateczną przyczynę każdej śmierci, albo my, biali, jesteśmy „ślepcami”, którzy się nad tym nie zastanawiają.

Prawda prawdopodobnie jest gdzieś między poszukiwaniem i pragnieniem odpowiedzi, a nie zastanawianiem się nad ostateczną przyczyną lub zostawieniem tego swoistej tajemnicy naszej egzystencji.

W czasie innej rozmowy z liderami powiedziałem też, że dawniej, gdy był „oficjalny” morderca czyli sangumaman (czarownik), on wyrównywał dług na zamówienie. Natomiast teraz, gdy w wielu wioskach nie ma oficjalnego kilera (w niektórych miejscach mówi się o szkołach sangumy) to wy wszyscy jesteście sangumami. Albowiem problem pozostał ten sam, czyli ludzie chorują, umierają, a zagadka śmierci pozostaje nierozwiązana.

Podałem taki przykład: gdy dziś chora jest twoja żona, spowodował to twój sąsiad (wróg – on jest sangumą) – tak się oskarżają. Natomiast jutro, gdy jego żona zachoruje albo, nie daj Boże, umrze – to w tym wypadku ty jesteś sangumą.
Są to niestety codzienne i realne podejrzenia i oskarżenia.

Samo pojęcie sangumy jest wieloznaczne... jak wszystko czego nie widzimy i nie możemy do końca określić, ale wiąże się to z wiarą w człowieka uwikłanego w konszachty ze złym duchem, mocami ciemności i jej przykrymi skutkami.
Reakcją ludzi na śmierć jest zawsze strach i podejrzliwość wynikające z ich „magicznej” wiary. Strach przed śmiercią i duchem zmarłego oraz podejrzliwość, że „morderca” jest między nami.

W wypadku śmierci Hildy było podobnie. Z czasem jednak strach zaniknął, a podejrzliwość osłabła (jak się mówi – czas leczy rany), ale tradycyjne wierzenia pozostały i... ożyją mocno przy następnej śmierci w wiosce.

Na koniec jeszcze wiara w życie pozagrobowe. Według wiary przodków (odziedziczonej „z krwią”) Hilda czy, precyzyjnie, jej duch odeszła niedaleko – w najbliższe bagienne okolice (miejsce przebywania duchów i zmarłych). Natomiast według wiary chrześcijańskiej (wiary „nabytej”) odeszła w kierunku „domu Ojca”.
Obie wiary się mieszają i jest to dla nich problem: jak je rozdzielić, połączyć czy w ogóle pojąć – komu uwierzyć przodkom czy misjonarzom?

To poważny problem do przemyślenia na najbliższe pokolenia... a może nie ma problemu, bo przecież „królestwo niebieskie jest miedzy wami”!

Ks. Piotr Czerwonka SAC
Zdjęcia: br. Janusz Namyślak SAC, ks. Dariusz Woźniak SAC misjonarze w Papui Nowej Gwinei