Strona główna arrow Misjonarz opowiada arrow Rozmowa z ks. Stefanem Józefem Kajfaszem SAC
Rozmowa z ks. Stefanem Józefem Kajfaszem SAC Drukuj Poleć znajomemu

R. - Czy Ksiądz może nam powiedzieć od jak dawna i w jakich miejscach w Brazylii Ksiądz pracował?

K. - U pallotynów jestem znany od 1957 r. - 36 lat kapłaństwa, w tym 30 lat w Brazylii. Przez 15 lat pracowałem w Rio de Janeiro w parafii św. Rocha - 5 lat jako wikariusz i 10 jako proboszcz - oddalonej od centrum miasta około 20 km. A warto nadmienić, iż Rio de Janeiro rozciąga się nad oceanem przez ponad 100 km.

Szczególny nacisk położyłem na kształcenie laikatu - różnego rodzaju kursy dla katechetów, dla szafarzy nadzwyczajnych Eucharystii. W Rio była możliwość organizowania takich kursów we współpracy z innymi parafiami.
Praca parafialna w Brazylii opiera się szczególnie na laikacie i jest to praca w czynie społecznym, bez wynagrodzenia: katecheza, przygotowanie do bierzmowania, przygotowanie rodziców do chrztu dzieci, przygotowanie do małżeństwa, itd.

Kiedy w Rio de Janeiro już miałem życie ułożone i spokojne, parafię zorganizowaną (około 35.000 mieszkańców) nadszedł czas, aby się z nią pożegnać i przejść w inne miejsce.
Na początku marca w 1992 roku zostałem przeniesiony do Itaperuny...


... w stanie Rio de Janeiro, około 350 km od Rio. Zupełnie inna rzeczywistość. Zawsze marzyłem o pracy w wiosce, ale myślałem o wiosce w Polsce.

Pierwsi pallotyni, których zresztą ja zawiozłem do Itaperuny, objęli 2 parafie w 1987 r.: św. Benedykta i Matki Bożej Różańcowej z Fatimy. Oprócz kościoła parafialnego, miały 18 do 30 kaplic rozsianych w promieniu do 50 km.

Kiedy przybyłem do Itaperuny myślałem, iż odpocznę trochę od huku i problemów wielkiej metropolii: ludzie prości, nie wymagający tyle, co w stolicy stanu i dawnej stolicy Brazylii. I tu pomyliłem się w swoich oczekiwaniach, gdyż potrzeby były o wiele większe niż możliwości.
Trudności, jakie spotkałem - to przede wszystkim olbrzymi obszar parafii. Bez samochodu ani rusz. 6 wspólnot parafialnych w mieście i 12 mniejszych w wioskach. Przez 4 lata było nas dwóch, potem zostałem sam. Miałem w tym czasie około 140 katechetów świeckich, 28 szafarzy nadzwyczajnych Eucharystii.; we wszystkich wspólnotach większych katecheza i przygotowanie do bierzmowania, i normalne obowiązki duszpasterskie: spowiedzi, Msze św. Odprawiałem po 4 Msze św. w soboty po południu i 5 w niedziele.

Okazało się, że istnieje chroniczny brak przygotowania laikatu do duszpasterstwa. Zacząłem organizować kursy parafialne: liturgiczny, katechetyczny, przygotowanie ludzi do prowadzenia kursów do chrztu, bierzmowania i innych. Z ks. Janem Baranieckim SAC, sąsiadem ze św. Benedykta, rozpoczęliśmy kurs teologii na poziomie szkoły średniej, ale po 2 latach nie mieliśmy możliwości, by kontynuować.

Poza tym brakowało pomieszczeń dla prowadzenia pracy duszpasterskiej. W niektórych wspólnotach katecheza była prowadzona w sobotę albo w niedzielę w szkołach publicznych, ale nie zawsze było to dobrze widziane. W parafii św. Rity młodzież zbierała się w garażu. Położyliśmy nacisk na stworzenie własnych pomieszczeń dla duszpasterstwa. I tak powstało parafialne centrum pastoralne przy kościele św. Rity oraz przy kościele św. Jana Chrzciciela, zostały rozbudowane przy kościołach: Matki Bożej Różańcowej z Fatimy, Matki Bożej z Aparecidy i św. Anny. Oczywiście budowle bardzo proste - bez luksusów, ale funkcjonalne.

Moja działalność nie ogranicza się tylko do Itaperuny. W Rio de Janeiro również przeprowadziłem remont kościoła i centrum pastoralnego w parafii św. Rocha, a także włożyłem swoją cegiełkę w budowę kościoła Miłosierdzia Bożego, a szczególnie naszego domu, gdzie obecnie znajduje się wyższe seminarium duchowne, erygowane w 1993 r.
5 lat temu została przeprowadzona rozbudowa kościoła św. Rity.

Dwa lata temu otrzymałem znowu od zarządu miasta mały teren 48x30 m pod budowę kościoła w powstającej obecnie dzielnicy, gdzie brakuje wszystkiego. Nie ma ulic utwardzonych - jak leje, to ciężko nawet przejść. Obecnie został wybudowany salon 13x25 m, z zapleczem socjalnym na ukończeniu. Nie ma jeszcze posadzki, ławek - ale są ludzie, którzy chcą uczestniczyć w życiu Kościoła.

Już od 12 sierpnia ubiegłego roku jest tu odprawiana Msza św. i prowadzona katecheza, jak również odbywają się spotkania różnych grup. Patronami tej nowej wspólnoty są Matka Bożego Miłosierdzia i św. Wincenty Pallotti.

R. - Dla Kaptana najważniejszy jest jednak Kościot zbudowany z ludzkich serc. Co Ksiądz może powiedzieć o swoich parafianach?

K.
- Ludzie są bardzo dobrzy i bardzo uczuciowi - ja bym to nazwał „pasjonati". Przychodzą ze wszystkimi problemami: małżeńskimi, rodzinnymi, zdrowotnymi, religijnymi, ekonomicznymi. Nieraz nie potrzeba nic odpowiadać - wystarczy, że mogą się wygadać, ponarzekać, wypłakać i nie czekając na jakieś słowo pocieszenia, odchodzą - trzeba po prostu umieć słuchać.

Zawsze w parafii spotka się ludzi, którzy w sposób szczególny pracują dla dobra wspólnego. Między nimi są: adwokaci, sędziowie, nauczyciele, profesorowie, lekarze, dyrektorzy banków, murarze, pomoce domowe, kierowcy... - trudno tu wszystkich wymieniać, gdyż są to ludzie ze wszystkich stanów i zawodów. Udzielają się społecznie z wielką ochotą i radością.

Oczywiście są też osoby, które chcą podporządkować księdza swoim upodobaniom albo panującemu ustrojowi. Nie zapomnę, jak w czasie dyktatury wojskowej, mniej więcej po roku od mojego przybycia do Brazylii, pewien agent wojskowy - „anioł stróż" - chciał mi dyktować, co mam mówić w kazaniu. Ale to już przeszłość - tylko wspomnienia z Rio z początków naszego pobytu.

Jest jednak pole do pracy, którego dotychczas nie miałem możliwości rozpracować, gdyż byłem sam - dopiero od 1 września mam drugiego księdza - neoprezbitera Jose Antonio Zavorski, Brazylijczyka. Powołanie trochę spóźnione, bo już ma 40 lat. Jego dziadkowie to Polacy spod Lublina. To duszpasterstwo powtórnych związków małżeńskich. Niestety jest ogromnie dużo rozwodów i to wśród małżeństw młodych (2, 5 lat pożycia). Bardzo dużo żyjących bez żadnego związku - cywilnego czy kościelnego.

R. - W Brazylii dziata wiele sekt. Czy są także w Księdza parafii?

K.
- Jedną z większych trudności w pracy parafialnej jest właśnie ogromny napływ sekt, pochodzących ze Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Do tego w ostatnich 8 latach gubernatorem stanu Rio de Janeiro jest małżeństwo protestanckie, które oficjalnie powiedziało, iż chce przekształcić Rio w stan z dominującą religią protestancką.

Wielu pastorów nie ma najmniejszego przygotowania religijnego i nie ma jak z nimi rozmawiać, gdyż panuje ogromny fanatyzm religijny. Dla zilustrowania tego stwierdzenia - w szkołach ma być nauka religii, ale 3 religie są uznane przez Konstytucję: katolicka, protestancka i żydowska. Dyrektor szkoły ma prawo wybrać nauczyciela religii według swojego kryterium. Najczęściej jest nim protestant. Często jest nim nauczyciel, z którym nie wiadomo co zrobić, nie może być zwolniony, bo ma prawo „stabilności", a nie można mu powierzyć klasy, gdyż nie ma umiejętności wychowawczych - wtedy „wciska" się go w religię.
Z drugiej strony nie ma nauczycieli przygotowanych do prowadzenia lekcji religii. Nie ma możliwości, przynajmniej w Itaperunie, zdobycia wykształcenia wyższego z religii.

R. - A jaka jest młodzież w parafii Księdza?

K.
- Młodzież jest dobra. Stara się uczyć. Organizuje się chętnie w grupy zainteresowań. Przy każdej wspólnocie działa grupa młodzieżowa. Wielkim niebezpieczeństwem dla młodzieży są narkotyki, których 5 do 7 lat wstecz w Itaperunie prawie nie było, a dziś jest wręcz inwazja, szczególnie z Rio, gdyż handlarze szukają nowego rynku zbytu. Brak także pracy, a tym samym perspektywy ułożenia sobie życia zawodowego i rodzinnego.

W tej chwili jest w Itaperunie 5 uniwersytetów. Studiują tutaj ludzie z różnych stanów. Niestety, nie mamy dojścia do tej młodzieży, gdyż pod koniec tygodnia większość z nich jedzie do domu rodzinnego albo do kolegów. Jest to ogromny niezaorany ugór i nie bardzo wiadomo, jak się za niego zabrać.

R. - Do parafii Ksiedza należą także kaplice w wioskach. Ile ich jest obecnie?

K.
- Wioski są rozsiane w odległości od 4 do 40 km. W 14 są małe kaplice. W dwóch przestałem odprawiać, gdyż nie ma ludzi.
Jak przyjechałem do Itaperuny, to widziałem dużo ryżu na polach, fasolki i innych roślin uprawnych. W tej chwili wszystko zmieniło się w pastwiska. W tej okolicy jeszcze jest dosyć dużo bydła mlecznego, ale większość to bydło rzeźne. Praca w polu jest ciężka i droga, dlatego nie opłaca się uprawiać ziemi - lepiej udaje się hodowla bydła. To jest następny problem, bo dużo ludzi, szczególnie młodych, odchodzi z wiosek i idzie do miasta, gdzie nie mając przygotowania - a o pracę jest ciężko nawet osobom wykształconym - powiększają liczbę biedoty. Tak rozbudowują się favele (slumsy).

R. - Co Ksiądz uważa za najważniejsze w swojej pracy?

K.
- Tutaj wszystko jest ważne, ale najważniejszy jest człowiek - ze wszystkimi swoimi problemami, troskami, radościami, planami i marzeniami. Człowiek jako członek społeczności ludzkiej, tworzącej historię świata, i człowiek jako dziecko Boże. Temu człowiekowi trzeba dać motyw do życia wbrew zniechęceniu; zaapelować do jego sumienia, kiedy zapomina o swojej godności; podnieść go, kiedy upadnie i postarać się, aby znowu szedł o własnych siłach.

To jest ogromna odpowiedzialność i ogromna praca całego Kościoła, a ja jestem jak ten koliber w czasie pożaru lasu, który brał do dzióbka kropelkę wody, leciał i wylewał ją na ogień. Ktoś mu powiedział: Po co to robisz? To nie ma najmniejszego sensu! Koliberek odpowiedział: Ja robię co mogę, jeśli wszyscy wylaliby tylko jedną kropelkę, to pożar zostałby ugaszony.

R. - Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Jolanta Fidura