Pyszałek Drukuj Poleć znajomemu

Otóż pyszałek bardzo szybko doprowadza siebie do tego, że staje w miejscu, przestaje się rozwijać. Wyobraża sobie bowiem, że jest już całkiem świetnym gościem. Sam podziwia siebie i tego też oczekuje od innych.

 To znaczy bardzo chętnie mówi, nie zostawiając zbyt wiele miejsca dla innych, jako że cóż mądrego mogą oni powiedzieć. Przecież kwintesencja mądrości już została ujęta w jego własnych słowach. Nie chodzi tu tylko o opinie, poglądy, ale oto jaki jest człowiek.

Pyszałek nie rozwija się, nie zmienia, nie staje się dojrzalszy, lepszy, bardziej zdolny do miłości, bowiem wpatrzony w swoją rzekomą doskonałość, jest ślepy na to co w nim skarlałe, niedorosłe, głupie, egoistyczne.

Oczywiście bardzo trudno lubić pyszałka. Dzieje się tak dlatego, że jesteśmy w stanie darzyć sympatią nawet bardzo niedojrzałych ludzi, pod warunkiem jednak, że oni uznają swoje niedojrzałości.

Pyszny w ogóle się nie modli, albo postępuje jak faryzeusz z przypowieści Jezusa, który przechwalał się przed Bogiem swoją porządnością i świętością. Przy okazji gardził ludźmi, którzy w jego oczach wydawali się o wiele gorsi. Pyszny bowiem wpatruje się w siebie, a nie chce podnieść wzroku wyżej – na samego Boga i porównać siebie z Nim. Nie chce pozwolić, aby Bóg pokazał mu prawdziwe człowieczeństwo, jakie dla niego zamierzył. Pyszny nie chce zrezygnować z samozadowolenia i dlatego ... 

...woli pozostać przy własnym projekcie świetnego człowieka.

Na szczęście Jezus żyje i potrafi działać z miłosierdziem w naszych sercach. Może wyzwolić od pychy.
Jak to się dzieje i jakie są znaki nawrócenia z pychy.?

Bóg daje mi ukochać prawdę. Pozwala nie uciekać od ludzi, którzy pomagają mi orientować się w jakości mojego życia.
Bóg pomaga mi pragnąć rozwoju, dorastania. Dorastania do pełni tego obrazu, który jako kopia Bożego Obrazu namalowany jest w twoim sercu. Dorastanie do obrazu Boga może stać się czymś upragnionym.

To jest dobra droga. Dobry cel. Poddaję się więc temu kształtowaniu, które przybliża mnie do celu. Pozwalam się ociosywać, nawet kiedy to boli, bo wiem, że to dla mojego dobra.
Nawet kiedy nie rozumiem Bożego prowadzenia, kiedy wydaje mi się, że coś tracę, ufam, że Pan wprowadza w życie swoje plany wobec mnie, że mnie rozwija, upiększa. Boże miłosierdzie wyzwala mnie z pychy i uczy pokory.

To jest właśnie pokora: Uznanie, że zagubiłem swoje piękno; uznanie że sam Pan jest pięknem, jakie ma się na nowo we mnie rodzić. Uznanie, że to piękno jest możliwe do odzyskania poprzez poddanie się działaniu Pana, którego nie zawsze muszę rozumieć. Gotowość uznania na każdym etapie prawdy o sobie, zwłaszcza prawdy o schodzeniu z drogi do Boga, który mnie prowadzi do szczęścia. Pokora, to bycie w drodze do pełni życia w Bogu, w miłości.

I kiedy widzę, że w trakcie tej drogi naprawdę się rozwijam, rodzi się radość, duma. Zadowolenie z rozwoju. Nie należy go mylić z samozadowoleniem z jakiegoś raz na zawsze ustalonego stanu rzeczy, z samozadowoleniem narcystycznym.

Wobec ludzi, z którymi się stykam, pokora też działa wyzwalająco, bo człek umie przyznać, że stać go na rzeczy głupie i już to strzeże go przed pewną ilością rzeczy głupich, które szkodzą bliźniemu. Zaczynam też trochę więcej słuchać, bo umiem przyznać, że nie zjadłem wszystkich rozumów świata.

Wojciech Jędrzejewski OP (Duchowość, Mateusz)

 
Tego autora
Brak innych artykułów
Z tego kraju
Brak innych artykułów
Chętnie czytane
SMS misje