Strona główna arrow Rok 2007 arrow Nr 39 (2/2007) arrow Modlitwa i ewangelizacja
Modlitwa i ewangelizacja Drukuj Poleć znajomemu

Działalność ewangelizacyjna nie jest tylko zwyczajnym ludzkim działaniem polegającym na przekazywaniu idei i dawaniem dobrych rad jak wieść spokojne życie. Jest ona przede wszystkim działaniem zbawczym, niosącym łaskę, doprowadzającym do bożego życia, gdzie głosi się, uobecnia i przekazuje Jezusa zmartwychwstałego.

Bez łaski Bożej służba ta byłaby zupełnie bezowocna. A Bóg udziela swych zbawczych darów i łaski między innymi poprzez modlitwę.
Nie zawsze dane jest widzieć natychmiastowe efekty ewangelizacji. By mogły one przyjść konieczna jest modlitwa i zaangażowanie nie tylko samego misjonarza. Zarówno modlitwa jak zaangażowanie przeżywają niejednokrotnie długie okresy Nazaretu, Taboru i Getsemani. Temat modlitwy, jej miejsca i roli w działalności ewangelizacyjnej pozostanie zawsze aktualny.

Do zagadnienia modlitwy podchodzi się dzisiaj zazwyczaj od strony przeżyć osobistych oraz doświadczeń wspólnotowych: jak znaleźć równowagę pomiędzy życiem wewnętrznym a zaangażowaniem zewnętrznym?
Jak zapanować nad czasem, gdy świat ciągle przyśpiesza i wymaga ode mnie coraz więcej pracy?
Jak życie przemienić w modlitwę?
Jak modlić się, rozpoczynając od aktualnych wydarzeń?...
Jak dzielić się modlitwą z innymi?
Jak sprawić, aby modlitwa dzielona z innymi była bardziej spontaniczna i mniej sformalizowana?...

Wszystkie te pytania stają się jeszcze mocniejsze w obliczu proponowanych nowych sposobów i metod (joga, zen), które sugerują, że pogłębione życie wewnętrzne można osiągnąć na drodze relaksu, rozluźniania mięśni, rytmicznego oddechu czy koncentracji umysłu. Co więcej z osobistych przeżyć wypływają pragnienia doświadczenia...

...duchowości wspólnoty, gdzie kładzie się nacisk na entuzjazm, nadzwyczajne przeżycia, wizje, czy konieczność modlitwy w grupie, bo tylko ona może dać poczucie wsparcia i pełnej akceptacji.
Po latach, kiedy modlitwa traktowana była jako „alienacja” osoby, zamknięcie się w sobie, przeszliśmy do takiego jej dowartościowania, iż stała się, w niektórych środowiskach niemalże „modą”.

Jak wobec tak różnorodnych podejść do modlitwy winien zachowywać się apostoł i misjonarz? Kiedy i czy w ogóle ma ona wpływ na jego działalność ewangelizacyjną?

Zadaniem misjonarza jest otwarcie się na prawdziwe działanie Ducha Świętego i odpowiadanie na Jego natchnienia modlitwą, ofiarą i dyspozycyjnością. To otwarcie nie jest ani proste ani łatwe. Dziś oczekuje się od misjonarza, aby był „specjalistą” od Boga, aby przekazywał doświadczenie Boga.
Doskonale oddają tę prawdę słowa Benedykta XVI, wypowiedziane w warszawskiej katedrze: „Wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem. Nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach ekonomii, budownictwa czy polityki. Oczekuje się od niego, by był ekspertem w dziedzinie życia duchowego”.

Zatem, wspólnota chrześcijańska, szczególnie młodzi ludzie, pragną, aby misjonarz był zakochany w Jezusie, miał doświadczenie spotkania z Nim, był świadkiem odwiecznej mądrości, płynącej z objawionego Słowa.
Świadectwo to nie może polegać na umiejętności prowadzenia „ćwiczeń” psychologicznych czy terapii grupowych, lecz ma zasadzać się na wierze, nadziei i miłości.

Z drugiej strony warto zauważyć, że współcześni ateiści i materialiści zasadniczo nie negują już istnienia Boga, ale ideę Boga i sposób w jaki jest przekazywana. Nie potrafią wytłumaczyć sobie, jak możemy posiadać doświadczenie Boga, który wydaje się milczący i nieobecny. Pytają, jakie jest nasze doświadczenie Boga, gdy on milczy i wydaje się być nieobecny w momentach doznawanej zewsząd niesprawiedliwości, wojen czy nieszczęść.

Pytania dotyczą zatem nie tyle teorii ile praktyki. Oprócz tego, ze strony religii niechrześcijańskich, które mają własne, świeckie doświadczenie metod modlitwy i poszukiwania Boga, daje się odczuć konieczność wiedzy, jak chrześcijanin doświadcza Boga, którego nazywa Ojcem i Miłością? Czy to tylko kwestia nazewnictwa, czy może jakiejś doskonalszej, nieznanej formy „medytacji transcendentalnej”?

Apostoł, misjonarz naszych czasów, zagubiony niejednokrotnie pośród postawionych wyżej pytań dotyczących modlitwy, staje wobec zupełnie nowej dla siebie sytuacji. Musi sam poszukać odpowiedzi na pytanie: jakie jest moje doświadczenie spotkania z Chrystusem zmartwychwstałym? I szuka jej właśnie na modlitwie. Nikt nie żąda od niego nowych idei i nowych metod, lecz pragnie tylko autentyczności, świadectwa i zgiętych kolan. Odpowiedź, że nie umie lub nie ma czasu na modlitwę, byłaby utratą niezwykłej szansy na ewangelizację współczesnego świata.

Święta Teresa z Avila, mówiąc o modlitwie, powtarzała: „Żadna koncepcja nie odda w pełni bogactwa więzi człowieka z Bogiem”.

Modlitwa jest otwarciem się człowieka na Boga. Jest rozmową, dialogiem z Bogiem, wołaniem do Niego, trwaniem przed Nim, myśleniem o Bogu, tęsknotą za Bogiem. Modlitwa jest tym lepsza, im głębsza jest nasza wiara: im lepsze jest nasze życie – pełne zaufania Opatrzności Bożej, Jego Miłości i Miłosierdziu, pełne służby bezinteresownej bliźniemu.

Misjonarz ewangelizuje, przekazując tajemnice wiary i pomagając nimi żyć. Kiedy uczy modlić się słowami „Ojcze nasz”, ukazuje postawę chrześcijanina wobec przykazania miłości i błogosławieństw.
Modląc się, możemy zwracać się do Boga „Ojcze” tym samym głosem i z tą samą miłością, jaką ma Jezus żyjący w nas, ponieważ jesteśmy w Nim „zanurzeni” i „wszczepieni” w Niego (por. Rz 6,3-5).

Niezbędnym i niezastąpionym środkiem ewangelizacji jest uczenie modlitwy i pokazywanie unikalności modlitwy chrześcijańskiej. Jej wyjątkowość nie polega na lepszej podbudowie teoretycznej czy jakiś specjalnych technikach, lecz na niezwykłej rzeczywistości: jesteśmy dziećmi Boga. I jako dzieci możemy bezpośrednio zwracać się do Stwórcy, możemy z Nim dialogować.

Benedykt XVI, będąc jeszcze kardynałem wyjaśniał, czym jest dialog: mówieniem, słuchaniem, zrozumieniem, przemienieniem. Modlitwa chrześcijańska jest wejściem w dynamikę wewnętrznego życia Trójcy Świętej, gdzie nie liczę się już ja, lecz liczy się Ojciec i Jezus w Duchu Świętym.

Modlitwy trzeba się uczyć, wciąż na nowo niejako przyswajając sobie tę sztukę od samego boskiego Mistrza, jak pierwsi uczniowie: «Panie, naucz nas się modlić» (Łk 11,1).
W modlitwie toczy się ów dialog z Chrystusem, dzięki któremu stajemy się Jego przyjaciółmi: «Wytrwajcie we Mnie, a Ja [będę trwał] w was»” (J 15,4).
Ta wzajemność jest samą istotą, jest duszą życia chrześcijańskiego i warunkiem wszelkiego autentycznego życia duszpasterskiego. Sprawia ją w nas Duch Święty, ona zaś otwiera nas – przez Chrystusa i w Chrystusie – na kontemplację oblicza Ojca.
Uczyć się tej trynitarnej logiki chrześcijańskiej modlitwy, przeżywać ją w pełni przede wszystkim w liturgii, bo ona jest szczytem i źródłem życia Kościoła, ale także w doświadczeniu osobistym – oto jest sekret naprawdę żywego chrześcijaństwa, które nie musi się obawiać przyszłości, ponieważ nieustannie powraca do źródeł i z nich czerpie nowe siły. (Jan Paweł II)

Ważną jest rzeczą, by pamiętać, że technika czy metoda nie stanowi istoty modlitwy chrześcijańskiej, jak w medytacji Dalekiego Wschodu. Każdy może osiągnąć szczyty modlitwy bez żadnej techniki, poza jedną – „techniką” miłości. Bez niej modlitwa nic nie znaczy. Gdy postępujemy na drodze modlitwy, słowa stopniowo zanikają, rodzi się cisza, w której objawia się miłość Boga, bo „Bóg jest miłością”.

Gdy promieniujemy miłością, wtedy pociągamy innych do Boga, dlatego modlitwa staje się największym dziełem ewangelizacyjnym, prowadzącym do duchowej przemiany owocującej: radością, pokojem, uprzejmością, dobrocią, wiernością, łagodnością, opanowaniem.

Panie, Ty mnie wyłowisz z ciemnego milczenia niby kropelkę z wody zapomnienia.
Na Twojej ręce znów będę jedyny.
Po to dobyty z najdalszej głębiny,
abym się z Tobą kłócił, godził, gadał,
abym się w ogniach przed Tobą spowiadał,
abym się w łzę przetopił,
której nie odrzucisz w bezimienności morze.
A do siebie wrócisz.
Ernest Bryll

Ks. Adam Golec SAC