Strona główna arrow Duchowość arrow Niekonwencjonalny apostoł
Niekonwencjonalny apostoł Drukuj Poleć znajomemu

W połowie XIX wieku bardzo popularnym księdzem „od spraw trudnych” w Rzymie był ks. Wincenty Pallotti. Lud uliczny nazywał go ojciec Pallotta, co w języku polskim znaczy kulka.

Swoim wyglądem nie przypominał on dobrze ukarmionego plebana; wprost przeciwnie. Był szczupły, niskiego wzrostu, elegancki, bardzo ruchliwy, ale bez nerwowego pośpiechu. W jego życiu bywało i tak, że był tak bardzo przeciążony, zmęczony, że w drodze do kolejnej posługi apostolskiej na chwilę odpoczywał w Bogu, kładąc się na schodach kościelnych ze słowami szukajmy sił u Jezusa. Nie był zatem herosem, ale zwykłym człowiekiem ożywionym od wewnątrz wiarą i miłością, która go przynaglała do intensywnego apostolstwa. Miasto Rzym stało się terenem jego posługi. Mówiono o nim mistyk i apostoł, ksiądz od trudnych spraw ludzkich. Dziś powiedzielibyśmy spowiednik, kierownik duchowy, pastoralny psychoterapeuta. Człowiek wielkiej wrażliwości i duszpasterskiej fantazji. Niezwykła osobowość. Nie oznacza to, że nie przeżywał on w swojej...

...posłudze porażek. Nie wszystkim umiał pomóc. Pisał: Apostazja niektórych ludzi w obliczu śmierci sprawia mi wielki ból.

W swojej posłudze kapłańskiej stosował niekonwencjonalne techniki duszpasterskie. Prześledźmy trzy wydarzenia z jego życia, chętnie przytaczane przez biografów Pallottiego.
Pewnego razu wezwano go do zatwardziałego grzesznika, który miał na swoim sumieniu morderstwo. Pallotti wszedł do jego celi. Zapewnił więźnia, że nie przyszedł, aby go nawracać. Prosił jedynie o możliwość milczącego pozostania z nim w jego celi. Pallotti zatopił się w modlitwie. Skazaniec po chwili doznał wyzwalającej mocy. Poczuł się wolny od zniewalającego go oporu i do pojednania się z Bogiem.
Innym razem wezwano go do chorego, który straszliwie przeklinał i nie chciał się pojednać z Bogiem. W usta chorego, które były pełne goryczy Pallotti włożył słodki biszkopt. Chory doznał ulgi. Zaszła w nim zdumiewająca zmiana, która utorowała mu drogę do pojednania się z Bogiem.

Do bardzo drastycznych należy zdarzenie, gdy wezwano Pallottiego do śmiertelnie chorego mężczyzny, który groził śmiercią każdemu księdzu. Chory, członek straży obywatelskiej, przechowywał pod poduszką nabity rewolwer. Pallotti przybył do niego w przebraniu starszej kobiety, czuwał przy nim całą noc, a potem pomógł mu pojednać się z Bogiem.

Te trzy zdarzenia odsłaniają terapeutyczną wrażliwość Pallottiego na ludzkie cierpienia, umiejętność pracy mimo oporu, który pojawiał się w spotkanych osobach oraz na jego pastoralną fantazję.
Pallotti był księdzem bardzo gorliwym, ale wolnym od fanatyzmu, rygoryzmu, ideologizmu religijnego, siłowego wywierania wpływu na ludzi. Nie manipulował i nie zmuszał wiernych do przyjmowania sakramentów. Pisał: Uważamy, aby nikogo nie zmuszać do spowiadania się przemocą; przygotujmy natomiast ich do spowiedzi spontanicznej i pod wpływem prawdziwego nawrócenia. Nie chciał w swojej posłudze wyprzedzać łaski. Nie zakładał u ludzi złej woli. Nie uprawiał czarnej pedagogiki religijnej. Widział trudności, opory, za którymi kryły się zranienia, przykre doświadczenia, ostatecznie ludzki ból. Z człowiekiem zranionym obchodził się łagodnie, rozumiejąco, ale nie wahał się stymulować procesów rozwojowych, służących życiu. Widzimy to w trzech, przytoczonych wyżej, zdarzeniach.

Podczas spotkania z człowiekiem, który miał na sumieniu morderstwo Pallotti zachował się milcząco, podobnie jak z jawnogrzesznicą. Czuł, że nieszczęsny człowiek był w stanie lęku przed sądem i potępieniem. Groziła mu judaszowa rozpacz. Pallotti pozostał milczący, rozmodlony, współczujący i wspierający. W ten sposób obudził w skazańcu nadzieję na łaskę, przebaczenie, pojednanie i zbawienie.
Bardzo dyrektywnie zachował się Pallotti wobec człowieka przeklinającego. W jego usta włożył słodki biszkopt. Zrozumiał, że przeklinający mężczyzna był pełen złości, rozczarowania, goryczy. Być może, że doświadczał on frustracji, ponieważ jego życiowe potrzeby nie były zaspakajane. Był emocjonalnie zaniedbany. Jego agresja przybrała wyraz słowny. Zrozumiał go Pallotti. Chciał zaradzić jego emocjonalnej biedzie. Pragnął, aby ten mężczyzna odczuł trochę słodyczy. Przecież życie to nie tylko głód, ból i frustracja. Życie to także słodycz, która jest zapowiedzią wiecznej radości, nasycenia i ukojenia. Bóg jest niewypowiedzianą słodyczą. Widać, że metoda zastosowana przez Pallottiego okazała się skuteczna. Zmysłowe odczuwanie słodyczy zaprowadziło sfrustrowanego mężczyznę w objęcia Boga, który nasyca miłością.

Wprost psychodramatyczną technikę zastosował Pallotti wobec uzbrojonego chorego, młodego antyklerykała. Udał się do niego w przebraniu starszej kobiety, która symbolizowała obraz matki. Może właśnie takiego wizerunku potrzebował ten młody człowiek, by poczuć się bezpiecznie. Być może, że nosił on w sobie zranienia doznane od surowych księży, a na głębszym poziomie zranienia doznane od autorytetów, być może od własnego ojca. Ta psychodrama przyniosła dobre owoce. Antyklerykał pojednał się z Bogiem. Poczuł się bezpiecznie w kontakcie z przyjacielskim i ciepłym kapłanem, którym był ojciec Pallotti.

Apostolska fantazja Pallottiego, jego odwaga i śmiałość niewątpliwie świadczą jak plastyczną był on osobowością i świętym człowiekiem. Techniki, które stosował rodziły się w nim charyzmatycznie, w wielkiej wolności wewnętrznej. Pallotti bardzo mądrze, skutecznie i ze spontaniczną fantazją wykorzystywał dar łaski. Dlatego tyle było w nim energii, życia, pomysłu, wolności i apostolskiej pragmatyki.
Widział w każdym człowieku dobro i dar. Nie szukał w spotkanych ludziach zła. Poszukiwał blasku dobra. Był przekonany, że człowiek jest obrazem Bożym, wcieloną myślą Boga, której nie mógł zniszczyć grzech pierworodny. Chciał w swojej posłudze wydobywać to, co Boże w człowieku. Ocalać miłość, która jest w człowieku, chociaż tak często zdeformowana, zraniona przez życie. To głębokie rozumienie drugiego człowieka zawdzięczał Pallotti w dużej mierze znajomości samego siebie. Zdumiewają nas jego osobiste wyznania. Pisał: Jezu mój, właśnie dlatego, że jestem największy z grzeszników, jacy kiedykolwiek żyli lub żyć będą pragniesz mi okazać i okazujesz mi największe miłosierdzie, jakie kiedykolwiek okazałeś lub okażesz. Wyznanie to brzmi dla nas zbyt przesadnie. Jednak Pallotti był świadomy własnej potencjalności grzechu. Był realistą. Wiedział, że jeśli pewnych grzechów nie popełniał, to tylko dlatego, iż Bóg jest Miłosierdziem, który swoją łaską chronił go przed realizacją grzesznych zachowań. Wierzę i jestem przekonany – pisał – że Twoje miłosierdzie niweczy wszelką niegodziwość moją i wypełnia mnie swymi darami bardziej niż wszystkich aniołów i świętych, w taki sposób, że jeśli w Maryi wszystkie czasy i pokolenia muszą podziwiać cud Twojej łaski, to we mnie, który w bezeceństwie przewyższam wszystkich potępionych, muszą podziwiać cud Twego miłosierdzia”. Pallotti nieustannie poznając siebie, własne słabości nosił w sobie współczucie dla ludzi, których dotknęło zło przez zranienia lub osobiste grzechy.

Współczucie stało się rdzeniem jego osobistego autorytetu. Poszukiwano go w Rzymie głównie dlatego, że działał z poziomu serca. Był kapłanem nie „ponad”, ale wśród ludzi, których rozumiał umysłem i sercem.
Każdy z nas zaproszony jest do rozwijania w sobie apostolskiej postawy. Trudno jest nam czasem scalić w sobie współczucie i czyn. Hołdujemy nieraz bezradnemu współczuciu. Brakuje nam odwagi, spontaniczności, apostolskiej fantazji. Bądź też łatwo zamieniamy apostolską gorliwość w fanatyzm, fundamentalizm, ideologizm religijny. Nie dostrzegamy, że u spodu naszej ofensywnej postawy kryje się agresja, złość, chęć siłowych działań i rozwiązań. Postawa apostolska wymaga najpierw oczyszczenia serca. Proces oczyszczenia serca jest bolesny, ale przynosi dobre owoce. Wyzwala w człowieku nową energię, pomysłowość, fantazję, która rodzi spontaniczność i radość. Trud okazuje się niedaremny. Warto twórczo pracować dla Królestwa Bożego, rozwijać nowe pomysły, wypróbowywać nowe formy komunikacji, w żywy sposób świętować liturgię. Kreatywna postawa Pallottiego dodaje nam odwagi.

Spróbuj i Ty – Drogi Czytelniku – odkryć i zrealizować własną apostolską twórczość na miarę Twego powołania, możliwości, czasu, abyś osobiście doświadczył, że radosnego dawcę miłuje Bóg.

Ks. Bogusław Szpakowski SAC