|
W życiu duchowym św. Wincentego Pallottiego były obecne dwie ikony Maryjne. Pierwsza - to ikona Matki Bożej Miłości, z którą nigdy się nie rozstawał. Zawsze nosił ją przy sobie, tak jakby wziął ją do siebie. Druga - to ikona Matki Bożej Królowej Apostołów.
Ten drugi obraz jako symbol przekazał swojej wspólnocie: księżom, braciom, siostrom, osobom świeckim, z którymi współtworzył Zjednoczenie Apostolstwa Katolickiego. Ten układ ikon Maryjnych w życiu osobistym i apostolskiej działalności św. Wincentego wydaje się być nieprzypadkowy. Odsłania jego głęboką intuicję egzystencjalną i duchową. W swoim życiu i duchowości odkrył on archetyp kobiety, matki, jej rolę egzystencjalną i duchową. Pójdźmy w tych rozważaniach za intuicją Pallottiego i prześledźmy wagę i rolę matki, tej ziemskiej i tej niebieskiej, w naszym chrześcijańskim życiu. Historyczne życie każdego z nas rozpoczyna się od relacji. Na początku była relacja. Każdy człowiek rozpoczyna ziemskie życie od symbiotycznej relacji z matką.
Kim była i jaka była matka Wincentego Pallottiego? Biografowie Pallottiego przekazali o niej wiele informacji. Magdalena Rossi – Pallotti była rzymianką. Na jej pośmiertnym ...
... epitafium wyryto napis: W miłości Bożej czekają tu na głos trąby anielskiej śmiertelne szczątki rzymianki Magdaleny Rossi – Pallotti. Niewiasta mężna, pełna bojaźni Bożej, zdecydowana nieprzyjaciółka grzechu, stale gotowa do dobrych uczynków, żyła według przykazań Bożych, była podporą dla swego męża, ukochaną matką licznych dzieci, zapobiegliwą wspomożycielką ubogich, a w nieszczęściach i troskach prawdziwą opiekunką i przyjaciółką. Życie Magdaleny Rossi – Pallotti było naznaczone cierpieniem. Od wczesnych lat musiała ciężko pracować, aby zapewnić sobie utrzymanie. Spotykała w życiu wielu jej życzliwych ludzi. W związku małżeńskim śmierć zabrała jej sześcioro dzieci, w tym cztery córki. Ostatnie lata życia cierpiała na mało znaną chorobę. Pallotti, który był jej synem ulubionym, zapisał jej wyznanie: Zwykłam była mawiać dawniej, że łatwo było Matce Bożej zachować zawsze radość i spokój, skoro Bóg obdarzył Ją tak wielkimi łaskami, a nadto miała przy sobie Zbawiciela, który Ją kochał. Ale teraz widzę , że i mnie także Bóg kocha. To wyznanie Magdaleny Rossi – Pallotti odsłania jej osobistą wędrówkę w wierze. Pomimo cierpienia dojrzewała, aby uwierzyć, że Bóg ją kocha miłością odwieczną. Była to kobieta bardzo pobożna i zatroskana o wychowanie moralne i religijne czterech swoich synów.
Wiele od swej matki przejął Wincenty Pallotti, zwłaszcza bezpośredni przystęp do Matki Bożej. Nawet krytyczna refleksja teologów jego czasu, nie osłabiła w nim spontanicznej zdolności nawiązania modlitewnego kontaktu z Matką Bożą. W jego maryjną pobożność Bóg wpisał szczególną łaskę, która wyraziła się w jego osobistym przymierzu, jakie zawarł z Matką Bożą w 1832 roku. W ostatnim dniu 1832 roku – pisał Pallotti – Wielka Matka Miłosierdzia dla zatriumfowania przez Cud Miłosierdzia nad niewdzięcznością i niepojętą niegodnością najnędzniejszego z poddanych w Królestwie swego Miłosierdzia, raczyła zawrzeć najmiłościwiej Zaślubiny Duchowe z tym to poddanym. Przynosi mu w posagu wszystko, co posiada, pozwala mu uznać za swego Jej Boskiego Syna, a będąc Oblubienicą Ducha Świętego, zobowiązuje się, by (tenże poddany) został przemieniony na wskroś w tymże Duchu Świętym. W wyniku tych duchowych zaślubin Pallotti poczuł się wyzwolony z troski o swoje uświęcenie. Dzieło osobistego uświęcenia przekazał w ręce Maryi, która oddała go w ręce Ducha Świętego. Zaślubiny z Matką Bożą uczyniły go duchowo bogatym. Za swoje osobiste bogactwo przyjął Jezusa Chrystusa, którego otrzymał z rąk Jego Matki. Po tak doniosłych doświadczeniach duchowych Pallotti nigdy nie rozstawał się z ikoną Matki Bożej Miłości. On wziął Maryję do siebie, także do swej apostolskiej posługi. Gdy jego rozmówcy, zgodnie z panującym zwyczajem, chcieli ucałować jego kapłańską dłoń, sprawnie wysuwał mały obrazek z wizerunkiem Matki Bożej Miłości. Pallotti był świadomy, że to Jej zawdzięczał swoją duchową tożsamość.
W kapłańskiej posłudze Pallottiego, pełnej spontanicznej aktywności i pastoralnej fantazji, zawarty był rys kobiecej wrażliwości, macierzyńskiego wyczucia wobec osób, które spotykał. Był łagodny i stanowczy, ciepły i stymulujący rozwój duchowy człowieka. Wydaje się, że Wincenty Pallotti posiadał terapeutyczne wyczucie człowieka, widział go w perspektywie jego historii życia, a zwłaszcza w pierwotnej relacji z matką. Spotykał ludzi dorosłych, którzy nosili w sobie zranione własne dzieciństwo, zranione dziecko. Czyż wiele cierpień, zaburzeń lękowych nie sięga aż do tej pierwszej relacji? Przypomnijmy: na początku była relacja. Matka i dziecko. Maleńkie dziecko było całkowicie zależne od swej matki. Ona była światem dziecka. Światem bezpiecznym lub niebezpiecznym. Ile ufności wyniosło dziecko ze swych najwcześniejszych doświadczeń, nie zależało od ilości pokarmu czy okazywania mu miłości, lecz raczej od jakości związku z matką. Jeśli ta pierwotna więź naznaczona była żywą serdecznością, przyjęciem, akceptacją, to dziecko odczuło w sobie ufność wobec samego siebie i świata. Poczuło się ”w porządku” tym, kim jest, uzyskało własną tożsamość, poczucie, że jest kochane. W maleńkim dziecku od pierwszych chwil życia budziło się serce, a właściwie budziła je energia uczucia miłości, wypływająca z serca matki. Obudzone serce dziecka pragnęło na miłość odpowiedzieć miłością, wyrażającą się w ufnym powierzeniu się matce. Maleńkie dziecko albo trwało w radości i pokoju, w łączności z innymi w miłości, albo trwało w lęku i łzach, gdyż czuło się opuszczone.
Matka albo była nasłonecznioną i rozpaloną ciepłem skałą, na której mogło się oprzeć dziecko, doświadczając bezpieczeństwa i błogiego spokoju, albo była zimną skałą, a opierające się o nią dziecko czuło się skurczone z zimna. Opuszczenie emocjonalne to dotkliwy uraz, który wyniesiony z dzieciństwa stygmatyzuje lata życia dorosłego. Odnawia się zwłaszcza w sytuacjach trudnych życiowo. Ojciec Pallotti pragnął w swojej posłudze kapłańskiej nieść dar uzdrowienia wewnętrznego, duchowego i emocjonalnego. Czynił to z wielką prostotą i mocą. On kierował wzrok swego rozmówcy na ikonę Matki Bożej Miłości. Pragnął, aby jego rozmówca odnalazł oparcie egzystencjalne i duchowe w Matce Bożej. Głęboko wierzył, że Maryja może otworzyć zablokowane ludzkie serce, by tam gdzie jest lęk popłynęła miłość, bezpieczeństwo i radość. Ikona Matki Bożej Miłości, trzymająca w dłoni serce – symbol życzliwości, czułości, delikatności. Ona jest oparciem dla syna, który trzyma w lewej ręce serce, a prawą dłonią radośnie pozdrawia. On tryska emocjonalnym zdrowiem, radością, śmiałością, bo jego serce zostało otwarte w kontakcie z otwartym, życzliwym sercem matki. Być może Maryja nie była w każdym calu bezbłędna matką, z pewnością uczyła się jak inne kobiety macierzyństwa i wychowania, ale na pewno przekazała Jezusowi to, co jedynie w życiu konieczne – poczucie bezpieczeństwa, oparcia, tożsamości. Dlatego pewnego razu jakaś kobieta z tłumu wykrzyknęła: Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś (Łk 11, 27).
Pallotti był świadomy jak bardzo lęk może zagrażać rozwojowi człowieka i jego duchowości. Pisał: Przyczyną twego największego niepowodzenia jest brak zaufania Bogu: niepewność twej sytuacji wynika z ciągłego lęku. Porzućmy raz na zawsze ten niszczący lęk. Niech panuje w nas stałe i bezgraniczne zaufanie Bogu. Z tego zaufania płynie pokój. Toteż tym bardziej zabiegał, aby jego rozmówca doznał wewnętrznego wyzwolenia. On głęboko wierzył, że Matka Bożej Miłości może dotrzeć do ludzkiego serca, skurczonego z powodu lęku. Ona ma moc, by przemienić w człowieku lęk w ufność, przygnębienie w radość. Dlatego Pallotti był wierny swojemu pastoralnemu rytuałowi, podając rozmówcy do ucałowania ikonę Matki Bożej Miłości.
W życiu i duchowości św. Wincentego Pallottiego Maryja była nie tylko skałą bezpieczeństwa, ale także matką wzywającą do czynu, budzącą w nim odwagę i kreatywną moc. Tak też działo się w jego relacji z ziemska matką. Warto tu przytoczyć epizod z życia Wincentego, dotyczący jego szkolnych trudności. Przez pewien czas Wincenty pobierał nauki wstępne w szkole okręgowej przy Via Capellari. We wszystkich przedmiotach dawał sobie radę, jedynie język łaciński sprawiał mu trudności. Po zakończeniu nauki w szkole okręgowej przeniósł się do szkoły Pijarów przy San Pantaleo. W tej szkole pobierał korepetycje z języka łacińskiego. Mimo pomocy trudności nie ustępowały. Matka Pallottiego nie uległa zniechęceniu, złości czy bezradności. Z wiarą rozpoczęła wraz z synem nowennę do Ducha Świętego. Dzięki modlitwie i pracy Wincenty przerósł swoje trudności, potem pisał utwory poetyckie w języku łacińskim. W osobistym doświadczeniu Wincentego spełniły się słowa psalmisty: Bo z Tobą zdobywam wały, mur przeskakuję dzięki mojemu Bogu (Ps 18, 30).
Macierzyńska rola matki Wincentego spełniła się w tym, że ona dodała mu odwagi, wierzyła w jego możliwości, a zwłaszcza w wyzwalająca moc Ducha Świętego. Nie zawsze matki potrafią pobudzić swoje dzieci do odważnego czynu. Nadopiekuńcza matka jest najczęściej osobą bardzo lękliwą, nadmiernie ochraniającą, wyolbrzymiającą niebezpieczeństwa, starającą się związać dziecko ze sobą. Matka perfekcjonistka nosi w sobie oczekiwania, że jej dziecko powinno być doskonałe, bywa nadmiernie krytyczna, wymagająca. Na ogół dziecko staje się kozłem ofiarnym nie zrealizowanych ambicji matki. Matka władczyni – okazuje swą władzę nie zawsze wprost. Jej postawa wywołuje w dziecku uczucia lęku, przytłoczenia, złości i buntu. Matka męczennica – udręczona, zawsze niezadowolona, poświęcająca się, oczekująca uznania, wdzięczności, budzi w dziecku poczucie winy i przygnębienie. Macierzyństwo, by było dojrzałe, musi zostać oczyszczone na drodze refleksji i modlitwy. Wzorem dojrzałego macierzyństwa stała się Maryja, także przez to, że po wniebowstąpieniu Jezusa, Ona pozostała z uczniami, aby w jerozolimskim wieczerniku z odwagą przyjąć moc Ducha Świętego. Jej odwaga osobista budziła odwagę w apostołach. Tym bardziej, że Zesłanie Ducha Świętego było wydarzeniem „spokojnym”: Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami tak, jak im Duch pozwalał mówić (DzAp 2, 2-4). Z bezpiecznej sali apostołowie zostali jakby mocą Ducha przeniesieni w niepewne miejsca na ulice i place, gdzie mieli podjąć niebezpieczne przedsięwzięcie. Wraz z nimi była Maryja, która dodawała im odwagi. Ona nie była kapłanem, ale wierną świecką. Ona, choć nazywana Królową Apostołów, spełniała się, dając odwagę apostołom. Oni wzięli Ją do siebie, a Ona budziła w nich moc do ofiarnego zaangażowania, podejmowania niedaremnego trudu ewangelizacji. Opiece Matki Bożej Królowej Apostołów powierzył Pallotti wspólnotę Zjednoczenia Apostolstwa Katolickiego. Był przekonany, że żywa relacja członków tej wspólnoty z Maryją zaowocuje mocą, odwagą, entuzjazmem i apostolską fantazją.
Także i Ty – Drogi Czytelniku – jesteś zaproszony do szukania dwóch ikon Maryjnych w Twoim życiu i duchowości. Życzę Ci, abyś odnalazł w swojej duszy obecność Maryi Matki Bożej. Ona jest skałą bezpieczeństwa i mocą, która budzi w nas odwagę, by twórczo żyć i świadczyć o Ewangelii w prozie codziennego, nie zawsze bezpiecznego, życia.
Tekst: ks. Bogusław Szpakowski SAC Zdjęcia: archiwum |