Strona główna arrow Warto przemyśleć arrow Bzi mana to znaczy dar Boga
Bzi mana to znaczy dar Boga Drukuj Poleć znajomemu

Tym imieniem mieszkańcy Burundi nazywają dzieci. Ten dar Boga, który otrzymują ludzie we wszystkich krajach, nie wszędzie jest jednak traktowany z należytym szacunkiem i zrozumieniem. Nie wszędzie miłość rodziców wystarcza do życia.

Często słyszymy słowa mówiące, że dzieci to nasze największe bogactwo, że trzeba im zapewnić jak najlepsze warunki rozwoju i nauki, że „wszystkie dzieci nasze są”. Mamy Powszechną Deklarację Praw Człowieka, Kartę Praw Dziecka, Kartę Praw Rodziny, szereg organizacji pomagających dzieciom. Wydawać się więc może, że cały świat kocha i szanuje dzieci, że troszczy się o nie.
Czy tak jednak jest zawsze i wszędzie? Zdecydowanie nie, szczególnie w krajach Trzeciego Świata. Przyczyną nędzy i śmierci dzieci nie zawsze są klęski żywiołowe. Rządy wielu krajów bardziej troszczą się o zbrojenia niż o swoich obywateli, m.in. władze Etiopii wydawały ogromne sumy na wojnę z Erytreą, co doprowadziło znaczną część kraju do ruiny i klęski głodu. Doszła do tego susza ...

...i w efekcie z głodu i pragnienia zmarły setki dzieci. Głodują dzieci w wielu krajach afrykańskich.
Często świat nie jest w stanie udzielić jakiejkolwiek pomocy, ponieważ informacje docierają zbyt późno, a to dlatego, że ważniejsze niż życie ludzi są kalkulacje polityczne władz instytucjonalnych i różnych ośrodków władzy.

W wielu krajach, gdzie toczy się wojna walczą 10-12 -letnie dzieci. Wiele z nich zostało porwanych i siłą wcielonych do oddziałów zbrojnych. Niektóre z nich są wykorzystywane jako „wykrywacze min” – idą przed oddziałem wojskowym czy partyzanckim, by żołnierze nie ginęli na minach – życie dziecka nic nie znaczy. Inne walczą z bronią w ręku – dla nich zabić człowieka czy okaleczyć go w okrutny sposób to sprawa normalna. Ofiary wojny to nie tylko ci, którzy zginęli – to także te dzieci żołnierze. Ich psychika została okrutnie okaleczona. Wojna skończyła się i co one mają robić dalej? Nie potrafią już być dziećmi, nie potrafią normalnie żyć. Potrafią tylko strzelać i jeśli nie ma prawdziwej wojny, to bawią się w nią. Zabrano im dzieciństwo i ludzkie uczucia. Rodzice nie chcą ich z powrotem, gdyż boją się ich – zabijały, torturowały innych, a więc mogą to znowu zrobić w każdej chwili.
W wielu krajach Ameryki Łacińskiej dzieci cierpią z powodu nędzy, mieszkają w slumsach, często żywią się tym, co znajdą w śmietnikach ludzi bogatych lub użebrzą na ulicy. Często są wciągane w handel narkotykami.

Miliony dzieci na świecie są w różny sposób wykorzystywane przez dorosłych. Muszą ciężko pracować (ponad 250 mln dzieci), nie mogą się uczyć (130 mln; w krajach Trzeciego Świata co piąte dziecko), są ofiarami przemocy (także w krajach o wysoko rozwiniętej cywilizacji). Wiele niewinnych dzieci jest zabijanych (polityka ludnościowa min. w Chinach, eksperymenty medyczne, przeszczepy itp.). Dzieci giną także w walkach na tle religijnym i etnicznym. Są sprzedawane w niewolę (a mamy już XXI wiek!), a także odbierane rodzicom, by wychować je w określony sposób.

Ponad połowę nędzarzy świata stanowią dzieci. UNICEF podaje, że jedno dziecko na troje rodzi się w nędzy. Co roku 12 mln dzieci umiera z powodu łatwo uleczalnych chorób. Wirusem HIV zaraża się rocznie ok. 600 tys. dzieci, a niewiele mniej umiera na AIDS. Choroba ta jest też przyczyną ogromnej liczby sierot (ok. 13 mln rocznie).

To tylko niektóre przykłady, informacje jaka jest sytuacja dzieci we współczesnym świecie. Trudno tu dostrzec radość z Daru Boga, szacunek dla niego.
To my, ludzie dorośli, kształtujemy świat. To my, ludzie dorośli, wychowujemy dzieci.
Czy potrafimy im pomóc?

Oprac. JMJ
Zdjęcie: ks. Tomasz Idczak SAC