|
R. – Czy mógłby nam Ksiądz opowiedzieć o swojej drodze do pallotynów? K. – Od najmłodszych lat czułem swoje powołanie. W parafii, w której się urodziłem - parafia Itaipu (Niteroi) - pracował ks. Jan Sopicki, który zorientował się, że mam powołanie i on właśnie pomógł mi trafić do pallotynów. Jednak w dzieciństwie nie myślałem poważnie o powołaniu kapłańskim. Ziarno to dojrzało dopiero jak byłem w wojsku – służyłem w jednostce lotniczej. Kiedy otrzymywałem przepustki jeździłem na spotkania powołaniowe do naszego seminarium i tam bliżej poznałem nasz charyzmat pallotyński.
Zanim wstąpiłem do wojska, i nawet w czasie służby, miałem narzeczoną, która pochodziła z tej samej parafii. Ks. Jan Sopicki, ówczesny proboszcz, śmiał się, że to nasze chodzenie nie przyniesie żadnego owocu, ale ja mimo tego chodziłem z nią. I rzeczywiście, nic z tego nie było. W kilka miesięcy później przestaliśmy chodzić. Ja wstąpiłem do seminarium, a ona do zgromadzenia zakonnego, w którym długo jednak długo nie wytrwała.
Wstąpiłem do Księży Pallotynów w pierwszych latach funkcjonowania Delegatury w Brazylii. Było już kilku kleryków, którzy przyszli z prowincji San Paulo. Delegatura zdecydowała się otworzyć Wyższe Seminarium. Naszym pierwszym rektorem był ks. Adam Kowalik. Po roku zostałem...
...skierowany do nowicjatu, do prowincji San Paulo, ponieważ nasza Delegatura jeszcze nie miała w tym czasie własnego nowicjatu. Teraz, patrząc z perspektywy lat, mogę powiedzieć, że moje wstąpienie do seminarium to wielkie działanie Opatrzności Bożej. W trakcie studiów w seminarium zmienił się mój sposób modlitwy. Przeżyłem kryzys powołaniowy, ale to nie zgasiło we mnie daru powołania. Kiedy studiowałem teologię, mój stosunek do Boga i do ludzi bardzo się zmienił. Odkryłem nowy sposób myślenia, modlenia. Kiedy byłem święcony, czułem, że byłem dobrze przygotowany do pracy duszpasterskiej.
R. – A po święceniach? K. - Rok pracy po święceniach był najszczęśliwszym rokiem w moim życiu. Miałem to szczęście, że pracowałem z proboszczem, ks. Tadeuszem Domańskim, który dał mi pełną swobodę w pracy. Pracowałem w parafii św. Benedykta w Itaperunie. Jest to bardzo duża parafia – ma ponad 30 kaplic. Pracowałem przede wszystkim w dużej kaplicy, oddalonej od kościoła parafialnego o ok. 40 km. Parafia ta dawała wiele możliwości, rodzajów pracy. Było wiele grup i duszpasterstw parafialnych. Jako wikary byłem kapelanem w szpitalu miejskim, w więzieniu. W ten sposób w całej pełni mogłem wypełniać charyzmat św. Wincentego Pallottiego – współpraca ze świeckimi, formowanie świeckich, pomaganie świeckim, kierowanie świeckimi. Pewnego dnia, po roku pracy w parafii, ks. Tadeusz Domański, po powrocie z Rio de Janeiro zawołał mnie i powiedział, że ma kilka dobrych nowin. Pierwsza to, że znaleziono dom na nowicjat za bardzo niską cenę, a druga – na Radzie Delegatury zdecydowano, że jeden z księży – w tym wypadku ja – powinien jechać do Rzymu na studia i ksiądz Delegat pyta czy ja to przyjmuję. Zastanawiałem się trochę i powiedziałem: „Tak, jadę”.
Pojechałem do Rzymu, żeby studiować teologię duchowości. Jednocześnie mam okazję poznać wielki Rzym, centrum życia chrześcijańskiego. Jest to wspaniała okazja, żeby się dokształcić, poznać wiele nowych rzeczy, nowe kierunki teologii, nową duchowość. Jestem za to wdzięczny Bogu i staram się wykorzystać ten czas dla pogłębienia mojej formacji. Mam też okazję bliżej poznać korzenie naszego Zgromadzenia, duchowość i życie św. Wincentego Pallottiego. Będąc teraz w Polsce mam okazję poznać korzenie naszych księży Polaków, lepiej ich zrozumieć. Swoje doświadczenia będę mógł przekazać klerykom i nowym księżom w naszej Delegaturze. Po powrocie do Brazylii jestem do dyspozycji przełożonych.
R. – Jaki jest, zdaniem księdza, Kościół polski? K. – W Polsce jestem dopiero tydzień, ale jestem zachwycony tym, że wchodząc do kościołów widzę dużo mężczyzn, którzy się modlą publicznie, klęczą w ławkach. Zbudowałem się tym, że modlą się ojcowie rodzin. Zaskoczyło mnie to, bo w Brazylii mężczyźni wprawdzie chodzą do Kościoła, ale wstydzą się publicznie okazywać swoje uczucia religijne. Publicznie modlą się jedynie kobiety, natomiast mężczyźni – w ukryciu. Bardzo mocnym przeżyciem była wizyta na Jasnej Górze – zauważyłem tam głęboką wiarę ludzi, wielki szacunek dla tego miejsca. Jestem zachwycony wiarą tych ludzi, którzy przychodzą modlić się do Jasnogórskiego Sanktuarium.
W Polsce księża mało współpracują ze świeckimi, natomiast w Brazylii, gdzie na jednego księdza przypada 10.000 wiernych, pomoc ludzi świeckich jest nieodzowna. Ksiądz musi być otwarty na wiernych, być ich liderem charyzmatycznym. Kościół brazylijski ma 3 katolickie kanały telewizyjne, ewangelizujące Brazylię 24 godz. na dobę, które pokazują Kościół katolicki jako Kościół radosny, taki, który nie jest tylko Kościołem zakrystii. Występuje dużo księży, którzy śpiewają, są głosicielami słowa Bożego, są zespoły muzyczne, a nawet specjalnie wyprodukowane nowele, pokazujące wartości chrześcijańskie. Kanały te nie maja żadnych reklam, utrzymują się całkowicie z ofiar od ludzi świeckich. Telewizja katolicka odgrywa bardzo dużą rolę, ponieważ są w parafiach takie kaplice, w których ksiądz bywa co dwa miesiące. Tam, gdzie dociera ta telewizja jest mniej zabobonów, ludzie więcej rozumieją, lepiej się zachowują, co miałem okazję zaobserwować podczas pracy w Itaperunie.
Kościół brazylijski odczuwa ogromny brak księży. Ludzie potrzebują księży, by wskazywali drogę do Boga, ponieważ pojawia się bardzo dużo fałszywych proroków, fałszywych ewangelizatorów. Ksiądz w Brazylii nie może być trenerem, ale musi być zawodnikiem – to jest właśnie charyzmat św. Wincentego Pallottiego, który doceniał rolę ludzi świeckich. Ten charyzmat w moim kraju jest bardzo dobrze realizowany, choć nieraz księża nie są tego świadomi. To jest coś normalnego. Myślę, że tego brakuje w polskim Kościele. Chciałbym przypomnieć słowa Jana Pawła II, który w jednym ze swoich przemówień powiedział, że świeccy są gigantami, które śpią, ale gdy się obudzą, wiele rzeczy może się zdarzyć w Kościele.
R. – A na zakończenie?
K. – Kończąc, chciałbym podziękować wszystkim Księżom Pallotynom z Prowincji Zwiastowania Pańskiego za to, że zechcieli opuścić swój kraj, zostawić własny język, kulturę, rodzinę i przyjechać do Brazylii, by tam pracować, poświęcić się dla Kościoła brazylijskiego. Za to wszystko im serdecznie dziękuję. Także chciałbym zachęcić młodzież, ludzi starszych, także dzieci do modlitwy za misje, za księży misjonarzy, za wszystkie narody, wśród których oni pracują. Dzisiaj właśnie widziałem ofiary, jakie dzieci polskie składają dla misji. Widziałem prace, które obrazują, że dziecko w ciągu jednego miesiąca zobowiązuje się przyjąć komunię św. za misje, nie jeść cukierków, czytać Pismo św., spełniać dobre uczynki itp.(były to prace dzieci z parafii św. Maksymiliana w Częstochowie – dop. red.). Uważam, że jest to wspaniała rzecz, którą dzieci polskie mogą ofiarować dla misji – ta pomoc duchowa. To jest bardzo ważne. Także chciałbym wszystkich zachęcić, by nie upadali na duchu. Kościół polski jest o wiele starszy niż w Brazylii i dlatego ma większe bogactwo duchowe, większe doświadczenie i tym właśnie może ubogacić inne Kościoły, młode, które dopiero się uczą, odkrywają własną tożsamość.
R.- Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Jolanta Fidura. Tłumaczył ks. Paweł Kowalczyk SAC Zdjęcia: archiwum |