Strona główna arrow Duchowość arrow Serce szerokie
Serce szerokie Drukuj Poleć znajomemu

Jaką miarą mierzyć człowieka? Czy mierzyć go miarą sił fizycznych, którymi dysponuje? Czy mierzyć go miarą zmysłów, które umożliwiają mu kontakt z zewnętrznym światem? Czy mierzyć go aktywnością gospodarczą, sprawnością ekonomiczną?

Pytanie o miarę człowieka stawiał 3 czerwca 1997 r. Papież Jan Paweł II w Warszawie. I na te pytania Ojciec Święty dał odpowiedź. Człowieka trzeba mierzyć miarą serca. Miarą człowieka, jego wielkości lub małości jest serce.

Pewnego razu człowiek prowadzący działalność gospodarczą zwrócił się do Mistrza duchowego o radę, jak ma żyć. Mistrz rzekł: Jak ryba ginie na suchym lądzie, tak i ty, gdy pochłaniają cię sprawy tego świata umierasz. Ryba musi wrócić do wody, ty zaś musisz wrócić do samotności. Człowieka, który był pochłonięty interesami, ogarnęło przerażenie: Muszę więc porzucić interesy? Ależ nie! Zajmuj się nadal swoimi sprawami i wejdź w siebie – w głąb własnego serca. Inny mistrz – Adam Mickiewicz – nauczał: Miej serce i patrzaj w serce!

Serce w języku biblijnym oznacza ludzkie wnętrze, świat uczuć, myśli, sumienia tego co świadome i nieświadome. Wgląd w serce to wgląd ...

...w samego siebie. To patrzenie na własne myśli, uczucia, motywy, które nami kierują. To proces, w którym uzyskujemy świadomość siebie. Mimo, że człowiekowi jest najbliżej do samego siebie, to paradoksalnie jest mu do siebie najdalej. Stąd z takim zamiłowaniem badamy innych, ich ukryte motywy, intencje, zachowania. Często przy tym wydajemy sądy wartościujące, wystawiamy opinie i cenzurki.

Czasem nawet osobom duchownym, które niejako zawodowo zajmują się kardiognozą czyli wiedzą o ludzkim sercu, do własnego serca jest za daleko. Ks. Wincenty Pallotti, który duchowości nie traktował abstrakcyjnie jako teorii, ale duchowość uprawiał, praktykował na sobie samym, proponował, aby wgląd we własne serce poprzedzić wglądem w Serce Jezusa Chrystusa. Pallotti był świadom, że kardiognoza własnego serca budzi u wielu osób opór, lęk. Człowiek boi się własnego serca, tego co w nim zastanie. Tym bardziej, że wielu z nas żyje w nieświadomości. Jesteśmy kierowani naszą podświadomością, uczuciami, myślami, które sprawują nad nami kontrolę. By spuścić się na linie do ciemnej studni własnego serca trzeba mieć mocne oparcie. Takim oparciem jest dla człowieka poznającego samego siebie duchowość, Serce Jezusa. Stąd też Wincenty Pallotti budował w sobie samym i w innych osobach, którym towarzyszył, mocne oparcie duchowe. Sam kontemplował czyli patrzył na Serce Jezusa. I tę praktykę innym zalecał.

Szczególną inspirację do kontemplacji Serca Jezusa czerpał ks. Wincenty Pallotti z objawień, których doznała św. Małgorzata, francuska wizytka, żyjąca w XVIII wieku. Żywię nadzieję, że stanę się świętym jak tego Bóg pragnie – pisał Pallotti – rozumie się nie na skutek moich uczynków, lecz przez łaskę Pana. W tej wierze utwierdza mnie fakt, że wiem jak powiedział Jezus do pewnej ukochanej duszy, gdy ukazał jej Serce otoczone bezmiarem płomieni: „Serce me, córko, nie może się już powstrzymać od udzielania się duszom!” Jakżeby więc było możliwe, by mój najdroższy i najmilszy Ojciec, i najsłodszy mój Jezus, tak bardzo miłujący duszę, nie udzielił mi tak obfitej łaski? Owszem prosić będę jeszcze o więcej i jestem pewny, że otrzymam wszystko, ponieważ Jezus nie może się już powstrzymywać dłużej: chce się udzielać duszom. Ja niczego nie jestem godzien, ale Jezus może przemienić, nawet tak wielkich jak ja grzeszników w wielkich swoich świętych”.

Kontemplować Serce Jezusa – według Pallottiego, to patrzeć, przyjmować i doznawać przemiany własnego serca. Nasze patrzenie w Serce Jezusa przede wszystkim zatrzymuje się na ludzkim sercu Człowieka Jezusa Chrystusa, który był Bogiem. W Sercu Jezusa widzimy tajemnicę Boga, widzimy Jego Miłość skupioną w ludzkim Sercu. Wszystko co nam chciał powiedzieć Bóg o sobie, o swojej Miłości, zamieścił w sercu i przez to serce wypowiedział. Patrząc w Serce Chrystusa, patrzymy w serce Boga. Jeśli nie czujemy się kochani i nie kochamy samych siebie, nie potrafimy dać miłości innym osobom i światu. Patrzmy więcej, patrzmy na Serce Jezusa. Jezus chce się nam udzielać, darować. Wielu ludzi rozczarowanych, zawiedzionych, o złamanych sercach nie wierzy już w miłość i miłości przyjąć nie potrafią.

W postawach życzliwych innych osób podejrzewają nieszczerość, interesowność, ciemne motywy. Ludzie zawiedzeni w miłości ukrywają się za murem, który zbudowali, by nie zostać już więcej zranionymi, by nie przeżywać kolejnego bólu rozczarowania. Zgorzkniali pozostają zamknięci we własnej samotności i tęsknocie za miłością, której nie przyjmują. Wobec Serca Jezusa trzeba zaryzykować, otworzyć się i przyjąć miłość nieskończoną. Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam - pisał Św. Jan (1J 4,16). Gdy przyjmujemy Serce Jezusa, On udziela się naszemu sercu. Jednoczymy się z Bogiem, który przebywa w naszym sercu. Ludzkie serce staje się nie tylko ciemną studnią, ale miejscem przebywania w nas Boga.

Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia (J 8, 12) – nauczał Jezus. Odkrywamy w , gdzie panuje cisza i mieszka Bóg. To wyzwala nas spod jarzma naszych problemów, zranień, lęków i chciwości. W kontemplacji znajduje się przestrzeń, gdzie możemy odpocząć, odetchnąć od naszych ran, gdzie nie odczuwamy bólu; przestrzeń, która jest cała i zdrowa. W modlitwie możemy stale zanurzać się w przestrzeń ciszy, gdzie wszystko jest zdrowe i całe, gdzie mimo wszystkich ułomności i trudności możemy odnaleźć prawdziwy pokój. Udzielający się nam Jezus chce odbić w naszym sercu niebo. Celem kontemplacji jest Bóg. Przyjęcie Serca Jezusa owocuje w nas przemianą i uzdrowieniem naszego serca. W spotkaniu z Jezusem doznajemy dobroczynnych skutków terapeutycznych. Przyjęty przez nas Jezus, działa w głębinach naszego serca. Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam – mówił Jezus. Działanie Jezusa w naszym sercu dokonuje się przez Ducha Przemiany. Jezus przemienia wodę w wino, lęk w ufność, chciwość w obfitość, ciemność w światło, przygnębienie w radość. Przemiana w nas wymaga, abyśmy dokonali wglądu w nasze serca, zwłaszcza w obszary ciemne, które skrywamy przed naszą świadomością. Trzeba spotkać się ze stłumionym bólem, nienawiścią, uczuciami odwetu, zemsty, mściwości, własną brutalnością, sadyzmem. Trzeba zapuścić się w ciemny obszar kłębiących się lęków, szarości apatii i inercji. Z serca ludzkiego – mówił Jezus – pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota (Mk 7,21-22). Przemienione może być w nas to co poznamy, nazwiemy, wyznamy i zaakceptujemy. A zatem chodzi tu o świadomość własnego serca bez wartościowania, oceniania, wyrokowania o sobie samym. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni (Łk 6,37) – nauczał Jezus. Sam siebie nie sądzę – wyznaje św. Paweł - Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte i ujawni zamiary serc (1Kor 4,3-5). Ocena, osąd blokuje przemianę, uruchamia w nas żądzę zmiany, obchodzimy się ze swoim sercem bezwzględnie. Żądza zmiany wyrasta z nieuświadomionej pychy, nierealnego pragnienia samozbawienia siebie. Własne serce trzeba rozeznawać. To, co zostaje w nas poznane, nazwane, wyznane - oddajemy Jezusowi, który przemienia wodę w wino, słabość w moc. Moc w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa (2 Kor,12,9) – pisał bardzo osobiście św. Paweł.

Do kontemplatywnej postawy: patrzeć, przyjmować, doznawać przemiany, Wincenty Pallotti dołącza prośbę, by Bóg poszerzył nasze serca, wyzwolił je od lękowej ciasnoty i małoduszności, a uczynił nas osobami nieustraszonymi i wielkodusznymi. Poszerzaj, Panie – wołał Pallotti – w każdym momencie pragnienia moje wyrywające się do Ciebie i do wszystkiego, co się Tobie podoba. Tej sztuki poszerzania serca, która jest owocem łaski, uczył się Wincenty Pallotti rozczytując się w tekstach jezuity, św. Jana Brechmausa. Metodę modlitwy św. Ignacego z Loyoli tak bardzo cenił sobie Pallotti, że zalecał ją, by była praktykowana w ustroniach czyli domach Stowarzyszenia: Wszyscy, którzy są w Stowarzyszeniu obecnie i w przyszłości, raz w roku, w czasie wyznaczonym przez ojca duchownego, a zatwierdzonym przez rektora, oddadzą się z całą powagą ćwiczeniom duchownym św. Ignacego według metody określonej przez tegoż Świętego i w formie ustalonej zwyczajem świętych ustroni Pobożnego Zjednoczenia. Ćwiczenia Duchowne szczególnie zalecał Pallotti misjonarzom: Po wykazaniu, przez egzaminy i ćwiczenia, swej zdatności do pełnienia wielkich obowiązków misjonarskich w krajach pogańskich, misjonarze powinni przed odjazdem odprawić miesięczne rekolekcje według metody św. Ignacego. Był on człowiekiem o niezwykłej zdolności do asymilacji różnych typów duchowości, które traktował jako dziedzictwo Kościoła. Chodziło mu o to, by serce człowieka wierzącego za łaską Bożą zostało poszerzone. By te dążenia, które były w sercu Chrystusa, odbiły się w sercu człowieka wierzącego. Wincenty Pallotti osobiście doznał takiego poszerzenia serca, że sam do siebie wołał: Wincenty, nie myśl, że nie mógłbyś dokonać tego, czego dokonali najwięksi święci Kościoła Bożego, gdyż jest przeciwnie: z łaską Bożą możesz dokonać rzeczy daleko większych, a nawet więcej jeszcze niż dokonali wszyscy święci razem brani. Odczuwał on w swoim sercu wyraźnie, że Bóg pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy (1Tm 2,4).

Drogi Czytelniku – jesteś zaproszony do stanięcia sam na sam przed otwartym sercem Jezusa. Patrz na to serce Boga, przyjmuj dniem i nocą miłość Bożą, doznawaj przemiany własnego serca. Twoje rany zostaną uzdrowione, odzyskasz sens życia, nabierzesz na nowo blasku i wdzięku właściwego dla ludzi, którzy kochają. Będziesz nadal zajmować się swoimi sprawami, ale Twoje serce będzie spoczywać w Bogu. I odnajdziesz w życiu własną miarę.

Tekst: ks. Bogusław Szpakowski SAC
Zdjęcia: archiwum