Strona główna arrow Meksyk arrow Piękne małżeństwo
Piękne małżeństwo Drukuj Poleć znajomemu

Doña (pani) Francisca i Don (pan) Tonio, dwie osobowości w naszej parafii p.w. Nuestra Senora de la Candelaria w Nezahualcoytl (Neza). Przyjechali tu w latach 60. poprzedniego stulecia.

 Jeszcze była tu woda, błoto, kamienie -pozostałość po wielkim jeziorze. Osuszone, choć nie stanowiło dobrego gruntu pod budowę, dla ludzi przyjeżdżających z prowincji było tanią „Mekka" dla rozpoczęcia nowego i lepszego życia. Kiedy tu przybyli, większość terenu leżała odłogiem. Po błotnych ulicach grasowały bandy. Nie było bezpiecznie - wspomina Tonio.

Jednak krok po kroku Nezahualcoyotl (lub jak chcą miejscowi Nezayork lub Nezaret) zyskiwała na wyglądzie i wartości. Dziś możemy mówić o 5 milionach mieszkańców tej metropolii. Liczba nie jest ścisła, bo wciąż przybywają ludzie z prowincji. W okolicach miasta Mexico (nazwa stolicy i państwa) gwałtowny skok liczebności mieszkańców nastąpił po trzęsieniu ziemi w 1986 r. Obecnie stolica...

...z przyległymi miastami (również z Neza) ma ok. 25 mln mieszkańców.

Wracając do pani Franciszki i jej męża - przyjechali tu z województwa Guerrero, blisko Acapulco, nad Oceanem Spokojnym. Tam wśród gór, bez prądu i kanalizacji, spędzali swe dzieciństwo i młodość: Nie było łatwo, bo pracy było dużo. Można o nich powiedzieć „górale" - zaprawieni w boju i znoju.
On mieszkał w Buenos Aires. Ona w Los Cajones. Podróż między tymi dwiema wioskami trwała 20 min. na ośle lub mule. W Los Cajones jest kapliczka, do której przyjeżdżał raz na miesiąc ksiądz, by odprawić Eucharystię, wyspowiadać i ochrzcić.

Tak mijał czas, dość ubogo - w czasie wolnym bawiono się nad rzeką lub skakano po drzewkach. W tym momencie warto wspomnieć o osobliwym drzewie, które w życiu tych dwojga odegrało bardzo ważną rolę. Aż do dziś przy starym domu Franciszki stoi rozłożysty pień, w którym Tonio chował listy miłosne. Rodzice Franciszki (jej Mama jeszcze żyje) zgodzili się wydać ją za mąż kiedy skończyła 16 lat, a on 18. Na ślubnym kobiercu stanęli o godz. 6.00 nad ranem w kaplicy panny młodej.
Po ślubie zamieszkali w domu pana młodego w Buenos Aires, miejscu tak pięknym, że warto, by zostało upamiętnione piórem pisarza.

Niedługo potem wyjechali do Nezahualcoyotl. Z początku wynajmowali mieszkanie u jakiegoś pana doktora, któremu sprzątali i gotowali. Następnie zaoszczędzone pieniądze zainwestowali w ziemię, na której wznieśli swój własny dom. Przez pierwsze lata małżeństwa przez ich posiadłość przewinęło się wielu krewnych, mieszkając i wyjeżdżając dalej, na „swoje". Jedni są w Stanach, inni wrócili do Guerrero albo swoje domy wybudowali niedaleko.

Doña Francisca i don Tonio nie doczekali się dzieci. Można powiedzieć, że najmłodsza siostra Franciszki jest ich przybraną córką. Pasita (to jej imię) przyjechała do nich mając kilka lat. Tu skończyła szkołę i tu zaczęła pracować jako pielęgniarka. Tyle o początku ich wspólnego pożycia.

Znając mamę dony Franciszki można powiedzieć, że Bóg odgrywał i odgrywa ważną rolę w jej rodzinie. Tak jest również w ich małżeństwie. Ich własna droga krzyżowa z powodu braku potomstwa i licznych chorób przemieniła ich sposób życia. Oddali się na posługę Kościoła.
Pasita dorosła i zaczęła zarabiać na swe utrzymanie. Tonio przeszedł kilka lat temu na emeryturę i jest bardziej dyspozycyjny. A Franciszka, jak zawsze pracująca w domu, ma teraz mniej obowiązków.
Jak sami mówią, mieszkają prawie w kościele. Do domu wracają tylko na noc.

Ich bliska współpraca z parafią zaczęła się jeszcze za proboszcza ks. Melesio. Gotowali mu i pomagali w prowadzeniu grup. Wtedy utworzyli grupę nauk przedmałżeńskich, a także zostali nadzwyczajnymi szafarzami Eucharystii. Ks. Melesio zginął tragicznie, spadając ze schodów na budowie tutejszej świątyni. Był to kapłan niezwykły. Franciszka i Antonio do dziś mają jego zdjęcie na ścianie.
Kolejnymi proboszczami w Neza byli: ks. Ernesto i ks. Tito. Wiosną 2003 miejsce po nim objął nasz ks. Zbyszek Zięba SAC.

Przez ten czas, aż do dzisiaj, Tonio i Franciszka towarzyszyli księżom w ich życiu prywatnym i publicznym. Dodatkowo, aby pogłębić wiedzę teologiczną, zaczęli studiować teologię przy szkole katedralnej dla świeckich. Z sześciu lat nauki zostały im już tylko dwa. Nauka nie poszła na marne, bo niedawno zgłosiło się w naszej parafii kilku nowych kandydatów na nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii i Tonio przekazuje im swą wiedzę. Kurs będzie trwał rok.

Z kolei Franciszka daje się poznać w parafii jako dobry Samarytanin. Sama wie najlepiej - z doświadczenia - co znaczy cierpieć. Już dawno zamieniła swój ból w Krzyżu Chrystusa na dobro i uśmiech. Właśnie jej uśmiech sprawia, że wiele rzeczy i spraw nabiera optymizmu i wartości. Chyba nie ma dnia bez jej serdecznego uśmiechu i śmiechu słyszanego z kuchni. Jednak, by porównanie do dobrego Samarytanina nie było gołosłowne, warto nadmienić, że od pewnego czasu Franciszka, wstając czasami o 5.00 nad ranem, idzie do ciężko chorych, myjąc ich i robiąc zastrzyki. Nadto jest bardzo zaangażowana w „sprawy małżeńskie i narzeczeńskie". Już niejedna para prosiła ją o pośrednictwo w rozwiązaniu problemów. Idzie więc z mężem i przekonuje. Różnie bywa ze skutkiem, ale jej nadzieja jest w woli Pana.

I w końcu jej i jej męża posługa szafarza nadzwyczajnego. W każdy czwartek, albo i częściej - jak mają czas, idą z Komunią św. do chorych. Parafia jest ogromna, więc i potrzebujących jest co nie miara.
Wiele jeszcze można by pisać o małżeństwie, które, oddając się Panu, stało się wielkim darem dla naszej wspólnoty...

Ks. Bartłomiej Pałys SAC, misjonarz w Meksyku
Zdjęcia: ks. Adam Golec SAC, ks. Bartłomiej Pałys SAC

 
SMS misje