Strona główna arrow Nauczanie arrow W naszym stuleciu wrócili męczennicy
W naszym stuleciu wrócili męczennicy Drukuj Poleć znajomemu

Od początku istnienia chrześcijaństwa wyznawcy Chrystusa zmuszeni byli płacić życiem za swoją wiarę. Historia Kościoła naznaczona jest krwią męczenników. Również ta najnowsza, w której uczestniczymy i którą tworzymy.

Danina krwi wylanej przez chrześcijan zamiast się zmniejszać, niemalże każdego roku wzrasta. Wydaje się, że doniesienia o śmierci z powodu wiary nikogo już nie bulwersują. Informacja o zamordowaniu włoskiego księdza, jaka dotarła do nas w styczniu z Turcji, traktowana jest zaledwie jako fakt prasowy. Pojawiające się w tramwajach i na ulicach portrety męczenników postrzegane są jako prowokacja. Gdy jednak bliżej przyjrzymy się naszej najnowszej historii ze zdumieniem odkrywamy, że chrześcijanie to najbardziej prześladowana grupa religijna na świecie. W wyniku prześladowań w wieku XX zginęło ich więcej...

...niż we wszystkich dziewiętnastu stuleciach od narodzenia Chrystusa.

Słowo martyr  znaczy i świadek, i męczennik. Mówimy dziś często o potrzebie świadków prawego życia. Rzadko pamiętamy o tym, że mamy obecnie w świecie wielu świadków wierności Chrystusowi – męczenników. I że są w naszym świecie takie miejsca, w których szczególnie niełatwo jest wyznawać Chrystusa.
Nigeria, Sudan, Kuba, Laos, Bangldesz, Wietnam, Chiny, Pakistan, Kuwejt, Arabia Saudyjska, Korea Północna, Egipt... To zaledwie kilka krajów, w których ofiar jest najwięcej.

Na przestrzeni stuleci męczeństwo nie oznaczało jednak dla wierzących ani wyroku losu, który w pewnych okresach historycznych stawał się nieuchronny, ani też znoszenia bezcelowego cierpienia, które nikomu by nie służyło. Rozumiane było natomiast jako ideał: najbardziej radykalna możliwość naśladowania Chrystusa.

Prześladowania Kościoła i jego wyznawców nie są czymś przypadkowym, powodowanym np. niesprzyjającą sytuacją polityczną, przewrotnością lub nienawiścią tych, którzy ten Kościół starają się zniszczyć wszelkimi sposobami. Chrystus ujął to bardzo prosto: "Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził" (J 15,18). Świadectwo męczenników jest - według słów św. Pawła - jakimś "dopełnianiem braków udręk Chrystusowych dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1,24).

Maksymilian Kolbe, Oscar Romero, Andrea Santoro, franciszkanie: o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek, wielkie grupy męczenników: japońskich, francuskich, wietnamskich, hiszpańskich, meksykańskich swoją śmiercią dali dowód, że Chrystus Pan jest dla nas, Kościoła, naprawdę kimś ponad życie. Ich chrześcijaństwo mogłoby pozostać „zwyczajne”, czyli przeciętne. Wzięli jednak na serio Ewangelię i to, co w niej często nierozsądne, szaleńcze, zrealizowali ze stuprocentową powagą. Chcieli być radykalnymi chrześcijanami. Czuli, że Jezus towarzyszy im w życiu codziennym. Główną cechą charakteryzującą ich świętość była "moc ducha, wierność Panu, wyznawanej wierze i zgodność życia z wiarą. Nie byli to urzędowi kaznodzieje, lecz wierzyli w to, co wyznawali i głosili aż po gotowość oddania własnego życia w obronie wiary". Byli przepełnieni miłością do ludzi i do ziemi. Ziemia nie była dla nich poczekalnią do nieba, lecz świętym miejscem, które Bóg przenika. Swoją postawą ukazywali, że w tym świecie jest Bóg: jako Ukrzyżowany w twarzach ciemiężonych i torturowanych, jako Zmartwychwstały w tych, którzy ufają wbrew wszelkiej nadziei i walczą o sprawiedliwość.

Nie jest zatem nadużyciem stwierdzenie, że świadectwo męczenników wpisane jest trwale w samą istotę misji i posłannictwa Kościoła.

Św. Augustyn stwierdza: „Cała ziemia jest okryta krwią męczenników, niebo kwitnie dzięki ich koronom, groby ich przyozdabiają kościoły, ich zasługi przychodzą na ratunek ciała i duszy”. Pascal, nawiązując do przykładu męczenników, powie: „Przykład śmierci męczenników wzywa nas, jako że są oni naszymi członkami. Łączy nas więź z nimi; ich decyzja może kształtować naszą, nie tylko przykładem, ale dlatego, że może mieć wartość dla naszych decyzji

Wielką wartość męczeństwa dla współczesnego Kościoła dostrzegł Ojciec Święty Jan Paweł II. Podczas pielgrzymki do Ojczyzny w 1999 r. w Bydgoszczy powiedział o męczennikach: "Oni stanowią dla nas wzór do naśladowania, z ich krwi winniśmy czerpać moce do codziennej ofiary, jaką mamy składać Bogu z naszego życia. Są dla nas przykładem, byśmy tak jak oni odważnie dawali świadectwo wierności krzyżowi Chrystusa”.

Prosił nas również Jan Paweł II, aby ich świadectwo nie zostało zapomniane. Albowiem jeśli nie podejmiemy trudu zrozumienia i ułożenia opowiadania «o zdarzeniach, które dokonały się pośród nas», zgodzimy się na wersję oprawców – na to, że każda historia kończy się w piątek na Golgocie, a więc że ostateczną odpowiedzią jest śmierć i nie ma już nic ponad to. Naszym zadaniem jest ożywianie i pielęgnowanie pamięci o męczennikach.

Dlaczego taka pamięć jest konieczna? Albowiem coraz częściej zapominamy o tym, że istnieją wartości ważniejsze niż życie. Gdyby przynajmniej co setny żołnierz, urzędnik, ginekolog, psychiatra, sędzia itp., których na przestrzeni ostatniego wieku zmuszano do wykonywania czynów zbrodniczych, odmówił wykonania rozkazu, może nawet ryzykując życiem – z całą pewnością historia świata w wieku XX potoczyłaby się zupełnie inaczej. Uniknęlibyśmy, jak pisał Jan Paweł II: niebezpieczeństwa zatarcia granicy między dobrem a złem, co uniemożliwia budowę i zachowanie porządku moralnego jednostek i społeczności.

Nie można jednak zatrzymać się tylko na aspekcie historycznym, na czasie przeszłym – w XXI wieku, w globalnej wiosce, gdzie przyszło nam żyć każdego dnia słyszymy doniesienia o wyznawcach Chrystusa oddających swe życie za wiarę. Jesteśmy im coś winni. Modlitwa to najważniejsze, co możemy dać dzisiaj ludziom, których antychrześcijański gwałt dopada na co dzień – w drodze do szkoły, na targu, w kościele, na weselu… W komunistycznych Chinach czy Korei, wszędzie tam, gdzie naprawdę niełatwo jest wyznawać Chrystusa.

Ks. Adam Golec SAC