Wojna w parafii Drukuj Poleć znajomemu

Od kilku dni w dwóch wioskach w parafii Roma rozlegają się odgłosy wojennych garamutów. Dwie wioski Suambokum i Kwimbu znalazły się w stanie wojny (chociaż może w naszym rozumieniu jest to zbyt przesadne słowo). Poszło jak zwykle o kawałek ziemi, a właściwie kawałek nieużytku w tak zwanym kunaju czyli trawach.

Od lat te dwie wioski spierają się, gdzie jest granica ich ziemi. Niedawno jeden z mieszkańców Kwimbu posadził kilka drzewek na nieużytku, którego nikt nigdy nie uprawiał. W odwecie ludzie z Suambokum wycięli drzewka i dotkliwie pobili tego człowieka. Od tego momentu nastąpiło zaognienie konfliktu. Najpierw była walka na pięści, obrzucanie się kamieniami, „ganianie” po kunaju. W użyciu były dzidy i maczety. Nikt jednak nie odniósł poważniejszych ran. Wszystko razem przypominało raczej brutalną wersję gry w podchody niż prawdziwą wojnę. Kiedy myślano, że wszystko rozejdzie się „po kościach”, tak jak to zazwyczaj bywało, doszło do użycia ...

...broni palnej. Zginął jeden z mieszkańców Suambokum, a inny - z Kwimbu - został ciężko ranny. Chociaż w wypadku tego rannego jest podejrzenie, że został ofiarą, jak to zwykli mówić Amerykanie w Iraku, „frendly fire” czyli został postrzelony przez swoich.

Świadomość, że każda ze stron posiada broń palną i to nie tylko domowej produkcji, ostudziła zapędy i obecnie trwa cisza. Obie strony nawzajem się obserwują. Policja pokazała się tylko, aby spisać raport.

Bardzo przytomnie zachował się dyrektor szkoły. Wszystko działo się kilkaset metrów od szkoły i stacji misyjnej, a więc gdy tylko usłyszał wystrzały, od razu wszystkie dzieci rozesłał do domów. Okazało się to błogosławione, gdyż ludzie z Suambokum w rewanżu za zabitego przybiegli do szkoły, aby wziąć zakładników spośród dzieci z Kwimbu. Na szczęście dzieci nie było już w szkole.

Kiedy to wszystko się działo przebywałem w mojej drugiej parafii w Warabung i tam doszły mnie wieści o walkach. Oczywiście ilość ofiar była już pomnożona. Nie miałem problemu, aby dotrzeć do stacji misyjnej w Romie, mimo że trzeba było przejechać przez tereny zwaśnionych wiosek. Gdy tam przybyłem, liderzy z innych wiosek rozpoczęli już mediacje między obu stronami, aby doprowadzić do pokoju. Okazało się, że wszystkie kobiety i dzieci z wioski Kwimbu uciekły do innych wiosek – boją się rewanżu za tego zabitego. W wiosce pozostali tylko mężczyźni.

Wioska Suambokum zażądała od Kwimbu 100.000 kina (ponad 35.000 dolarów) odszkodowania za zabitego i dała 2 tygodnie na zapłacenie ¼ tej kwoty na tak zwane bel kol czyli ostudzenie emocji, co jednocześnie pozwoli dzieciom z Kwimbu wrócić do szkoły.

Z pewnością pieniądze załatwią wszystko i prędzej czy później życie wróci do normy. Niepokojące jest, że zaczęto używać broni palnej przy tego rodzaju konfliktach, a poza tym zabity, mimo zapłacenia przez wioskę odszkodowania pozostanie w pamięci jako powód do rewanżu.

Ks. Jacek Bilik SAC, misjonarz w Papui Nowej Gwinei
Zdjęcia: br. Janusz Namyślak SAC, misjonarz w PNG

 
SMS misje