Pójść za miłością nieskończoną Drukuj Poleć znajomemu

"Nawbijali nam mądrości do łba,
Powtarzali, co nam wolno, co nie,
Przekonali, co jest dobre, a co złe!

Odmierzyli jedną miarą nasz dzień,
Wyznaczyli czas na pracę i sen,
Nie zostało pominięte już nic,
Tylko jakoś wciąż nie wiemy jak żyć

Dorosłe dzieci mają żal,
Za kiepski przepis na ten świat.
Dorosłe dzieci mają żal,
Że ktoś im tyle życia skradł”
/Turbo/

To samo miało miejsce i w czasach Chrystusa. Ludzie zmęczeni sloganami, regułkami i schematami - podążali do Chrystusa. Czynili tak, gdyż zrozumieli, że dotychczasowy przepis na życie nie wystarcza, zbyt ogranicza nadzieje i dążenia.

Chrystus przychodzi na świat, aby wyjść naprzeciw każdemu pokoleniu  - nie przynosi ze sobą reguł i schemacików, ale sam staje się nowym programem, przedstawia go...

...w słowach, wypracowuje całym swym życiem, wykańcza ofiarą na krzyżu i uszlachetnia - zmartwychwstaniem. I ten program pozostawia nam jako naszą własność, program sprawdzający się od XX wieków, zawsze świeży i młody, twórczy i natchniony. Słusznie i pięknie wyraził to Cyprian Norwid w dwuwierszu:

„Nie z większości bo promień - inicjatyw świta,
Ani z wielmożnej dłoni, lecz z tej, co przebita”.

I kiedyś ta przebita dłoń skierowała się w naszym kierunku, a za nią poszło wybierające spojrzenie. To spojrzenie nie jest zwykłym oglądem, bystrym spostrzeżeniem czy luźną obserwacją, lecz uważnym, głębokim spojrzeniem, zdradzającym zainteresowanie daną osobą, takim spojrzeniem ogarniającym całe wnętrze. Człowiek przeszyty takim spojrzeniem czuje na sobie wzrok Jezusa jako wezwanie.

Ci, których On ujrzał, odpowiedzieli na Jego wzrok sympatią i zaufaniem. To spotkanie w spojrzeniu pozwala im odczuć, że On zna dobrze ich sytuację codzienną i rozumie ich aktualne położenie.

Czyż to nie jest obraz każdego z nas? Przecież na początku „naszej drogi konsekrowanej” leży zawsze łaskawe, spojrzenie Boga, który w swej bezinteresownej miłości wyszukał nas i wybrał. Każde powołanie jest bowiem wyłączną inicjatywą Boga, który przyciąga nas do siebie mocą szczególnej miłości i z myślą o powierzeniu nam szczególnej misji. W wybierającym spojrzeniu Jezusa „dostrzegamy głębię odwiecznej i nieskończonej miłości, dotykającej korzeni bytu. Człowiek, który pozwala się jej ogarnąć, musi porzucić wszystko i iść za nią” (Vita  Consecrata).

Zapytajmy dzisiaj:
- kiedy i w jakich okolicznościach poczuliśmy po raz pierwszy wzrok Jezusa?
- czy tęsknimy wciąż za tym, aby jeszcze raz Jezus dotknął nas swym spojrzeniem?
- czy w ogóle jeszcze chcemy, aby Jezus nas oglądał w prawdzie?

Wybierającemu spojrzeniu Jezusa towarzyszy Jego zapraszające i wzywające słowo Pójdźcie za Mną, naśladujcie Mnie. Pierwsze słowa Jezusa skierowane do wybranych są więc słowami wezwania i zaproszenia. Nie znamy powodów tego wezwania, ale ma się wrażenie, że Pan Jezus jest w drodze i stoi przed jakimś ważnym i nie cierpiącym zwłoki zadaniem. Sam nie da rady tego zrobić, dlatego potrzebuje natychmiast do pomocy osób, które przyłączą się do Niego.

Czyż to znów nie jest obraz każdego z nas? Przecież tę usilność wezwania Jezusa i kategoryczność zaangażowania w Jego Kościele czuje każdy z nas, czuje od pierwszej godziny powołania, od pierwszych metrów drogi naśladowania. To wezwanie Jezusa i „doświadczenie bezinteresownej miłości Boga jest tak głębokie i silne, że człowiek czuje się zobowiązany odpowiedzieć na nie bezwarunkowym poświęceniem Mu własnego życia, złożeniem w ofierze wszystkiego - teraźniejszości i przyszłości - w Jego ręce” (Vita Consecrata, 17).

Zapytajmy teraz:
- czy nosimy jeszcze w sobie żywe wspomnienie pierwszych słów Jezusa, jakie w życiu usłyszeliśmy?
- kto nam te słowa przyniósł, przybliżył, wyjaśnił?
- czy w dalszym ciągu mamy otwarte serce dla słowa Bożego, czy nasza wewnętrzna antena odbiera ciągle (bez zakłóceń) głos z nieba?

Jezus wzywając swych uczniów na drogę naśladowania, roztacza przed nimi obietnicę uzasadniającą owo wezwanie: Jego uczniowie - idąc za nim staną się z biegiem czasu (dzięki Jego „działaniu”) rybakami ludzi, misjonarzami, apostołami. A więc, prawdę mówiąc, zasadniczo nie zmienią swego zawodu; zmieni się tylko „miejsce pracy”: nie ryby przyjdzie im łowić, ale ludzi. Mówiąc inaczej: będą robili to samo, co robili dotychczas.

Chrystus chce więc, aby wcześniej otrzymane talenty i zdobyte kwalifikacje przydatne były również w Jego służbie. Przy czym łowienie ludzi nie oznacza tu bynajmniej ich zniewolenia. Biblijnie rzecz ujmując, chodzi tu o gromadzenie rozproszonych - czyli: powołani do głoszenia Ewangelii Bożej są równocześnie wezwani do gromadzenia rozproszonych, do budowania Kościoła.

Tajemnica wybrania i naśladowania zasadza się na tym, aby „być ujrzanym przez Jezusa, aby usłyszeć Jego wezwanie, a potem - aby być z Nim i Go naśladować". Jakże to wszystko nas niejednokrotnie przerasta!

A mimo to nieustannie jesteśmy wzywani przez różne sytuacje i okoliczności życia do tego, aby wciąż na nowo dawać odpowiedź na Boże wezwanie i wybranie.

Niech ona będzie zawsze jasna i czytelna, pokorna i prosta, a zawsze o mocy świadectwa.

 
http://www.horyzonty.misjesac.pl/help/screen.html