Nadzieja chorych Drukuj Poleć znajomemu

Kilka miesięcy temu Teresita przyszła do nas cała roztrzęsiona. Jej Madrina (czyli chrzestna), która mieszka 12 km dalej,  była bardzo chora.

Mieszka w nowej dzielnicy szeregowców, gdzie jeszcze nie wybudowano kościoła. „Więc może by ksiądz poszedł?" - spytała niepewnie. I pojechaliśmy samochodem jej męża, Margarito. Niestety, jej ciocia zmarła zanim mogłaby przyjąć Wiatyk i Sakrament Chorych.

Takich przypadków jest więcej. I nie pomogą łzy Teresity nad zmarłą krewną, bo zbyt silna jest tradycja, według której wciąż pokutuje strach przed księdzem, bo jakoby jest zwiastunem śmierci dla chorego. Kapłana trzeba przyprowadzić, ale dopiero kiedy już wiadomo, że krewny umiera. To sprawia, że często...

... jest za późno na pojednanie z Bogiem.

Obok takich wydarzeń, na szczęście marginalnych, prowadzona jest normalna posługa chorym. W naszej parafii p.w. Matki Bożej Gromnicznej (nazwa wśród chorych chyba nie budzi optymistycznych skojarzeń) mamy 13 szafarzy nadzwyczajnych. Ludzi bardzo oddanych, często mimo swoich dolegliwości fizycznych, jak pani Józefina, która „leczy się na kolana".
Ich główna funkcja to wizyty u chorych, którym kilka razy w tygodniu zanoszą Komunię Świętą. Specjalnym dniem jest czwartek. Wtedy przychodzi ich najwięcej na Mszę św. o godz. 8.00. Po Eucharystii przez kilka minut przy tabernakulum modlą się o dobrą posługę i rozchodzą się z Najświętszym Sakramentem do kilkudziesięciu potrzebujących.

Wśród roznoszących Ciało Pańskie specjalną krucjatę ma pani Franciszka, wspomniana już we wcześniejszych numerach „Horyzontów Misyjnych". Od ponad 10 lat niesie także pomoc medyczną starszym i młodszym, jeżeli ktoś poprosi. Ta posługa charytatywna zaczyna się codziennie o godz. 5.00. Wcześniej zdąży jeszcze przygotować sok owocowy dla swoich „dzieci" - jak nazywa "swoich" niedomagających oraz odmówić kilka „zdrowasiek" w ich intencji.

Nie zawsze jest łatwo. Franciszka opowiada o ciężko chorym staruszku Pamfilo. Obrażony na cały świat nie chciał przyjąć Komunii Świętej ani żadnej pomocy od niej. Do czasu, aż Franciszka modląc się cały czas do Najświętszego Sakramentu, doznała olśnienia, aby pogłaskać kapryśnego chorego po siwej czuprynie. Ten odruch dobroci zmiękczył jego serce (duże podobieństwo do różnych sytuacji z życia św. Wincentego Pallottiego). Po akcie żalu Pamfilo przyjął Ciało Pana Jezusa. Już jest uśmiechnięty.

Pan Bóg ma swoje ścieżki, aby do nas docierać. Często przez innych - przez ich dobroć i posługę. Wiadomo, że Kościół dla cierpiących zarezerwował specjalny Sakrament. Znak potężnej pomocy Bożej. W naszej parafii każdego piątku wyjeżdżamy z posługą sakramentalną do chorych.

Parafianin Jorge, w podzięce za wyjście z alkoholizmu, pomaga nam swą białą i szykowną „cavionetą" docierać do penitentów. A w domach każdy chory wita nas przy swym kolorowym ołtarzyku z zapaloną świecą dla Panienki z Guadelupe.

W Mexico nie ma tylu domów „spokojnej starości" jak w Europie czy choćby w Polsce. Raczej kultywuje się życie pokoleniowe. I w konsekwencji syn albo córka opiekują się swymi potrzebującymi rodzicami, których jest w naszej parafii bardzo dużo.

Oprócz ludzi „trzeciego wieku" - jak określa się tu emerytów - wielu niedomagających to dzieci. Nieraz ludzie proszą nas z posługą sakramentalną do szpitali (które nie mają zapewnionej opieki kapelanów).

Kilka miesięcy temu babcia Salomona przyszła roztrzęsiona, z prośbą, żeby pomodlić się nad jej wnuczkiem. Pojechaliśmy więc taksówką kilkanaście kilometrów do specjalistycznego szpitala dziecięcego. Salomon, który niedawno przyjął I Komunię Świętą, od narodzenia czeka na transplantację jednej nerki. Kiedy dojechaliśmy do kliniki był bardzo wycieńczony i dodatkowo miał wizje diaboliczne, być może z powodu silnej gorączki i bólu.
Po przyjęciu Sakramentu Namaszczenia Chorych i Wiatyku oraz spontanicznej modlitwie różańcowej Salomon cudownie ozdrowiał. Jednak wciąż potrzebuje opieki medycznej, czekając na swą szansę transplantacji, cierpiąc zbyt dużo jak na wytrzymałość 10-latka.

Cierpienie w Mexico jest takie samo jak w Polsce, jak wszędzie na świecie. I zawsze szuka się do końca nadziei - tak w sakramentach, jak i w zwykłej dobroci ludzkiej.

Ks. Bartłomiej Patys SAC Zdjęcia autora, archiwum

 
http://www.horyzonty.misjesac.pl/help/screen.html