Strona główna arrow Inne kraje
Inne kraje
Kongo Demokratyczne - czy można tu normalnie żyć? Drukuj Poleć znajomemu
W 2003 r. w Kongu zakończył się najbardziej krwawy konflikt od czasów II wojny światowej. Zginęło w nim ok. 3,5 mln ludzi. Kongijczycy z nadzieją przyjęli podpisany wówczas rozejm. Uchodźcy zaczęli wracać do domów, a „dzieci żołnierze” zamieniać karabin na szkolną ławkę. Nie na długo.

W wielu miejscach „Perły Afryki”, bo tak popularnie nazywany jest ten zakątek Czarnego Lądu znowu popłynęła krew. W ciągu 5 ostatnich lat kolejne 2 miliony ludzi straciły życie. Przemoc i grabieże stały się codziennością. Rozpoczął się kolejny masowy exodus. Miejscowej ludności nie opuścili misjonarze. W Rutshuru pracuje siostra Grażyna Wojnowska, pallotynka.

- Siostro, czy w takiej sytuacji można w ogóle normalnie pracować?

- Sytuacja jest tragiczna. Jadąc na katechezę widzę coraz więcej obozów uciekinierów, zagłodzone dzieci i wynędzniałych ludzi. Często nie mogę prowadzić lekcji, bo w miejscach, w których uczę wybuchają nagłe walki. Co rusz słyszę o kolejnych przymusowo wysiedlanych miejscowościach. Ogromnym dramatem są masowe gwałty. Tylko ostatnio mówiono o 240 kobietach zgwałconych w okolicy. Przynajmniej wieści o tylu ujrzały światło dzienne.

- Rutshuru leży na północ od Jeziora Kivu. To najbardziej zapalny region Wschodniej Afryki. Jak na co dzień radzicie sobie ze strachem?

- Wystarczy iskra, by stąd konflikt rozprzestrzenił się na cały region Wielkich Jezior. Pamiętam sytuację gdy od wielu dni narastała atmosfera niepokoju. Miejscowi ludzie widzieli okrążające nas wojska. Robiło się niebezpiecznie.
Wraz z siostrą Kongijką leżałam plackiem na podłodze, blada jak ściana. Po pewnym czasie...
Czytaj całość
 
Różnorodność bogactwem Kościoła Drukuj Poleć znajomemu
O Kościele w Armenii i swojej drodze do Zgromadzenia opowiada Hripsime, Mała Siostra Jezusa

Kilka słów o kraju

Armenia leży na wulkanicznym płaskowyżu, u stóp góry Ararat (5160 m). Jest krajem górskim – wzniesienia sięgają tu 1600-1800 m, a najwyższe szczyty ponad 3-4 tys. m – poprzecinanym głębokimi dolinami rzek, kotlinami i rozpadlinami. Zimy są tu ostre, a lata gorące i słoneczne.
 

Położenie geograficzne Armenii (graniczy obecnie na wschodzie z Azerbejdżanem, na południowym wschodzie z Iranem, na zachodzie z Turcją, na północy z Gruzją) sprawiało, że ścierały się tu wpływy sąsiadujących mocarstw. Kraj, który w I w. przed Chrystusem obejmował wszystkie terytoria ormiańskie oraz Syrię, Mezopotamię, Zakaukazie, Cylicję i Fenicję, stopniowo tracił podbite ziemie, a nawet część swojego zasadniczego terytorium. Dzisiejsza Armenia zajmuje powierzchnię 29,8 tys. km2. Ogromna liczba Ormian (ok. 80%) żyje poza granicami kraju.

Początki kraju sięgają czasów biblijnych – w Księdze Rodzaju 8,4-13 napisano: „Miesiąca siódmego, siedemnastego dnia miesiąca arka osiadła na górach Araratu. (…) W sześćset pierwszym roku, w miesiącu pierwszym, w pierwszym dniu miesiąca wody wyschły na ziemi i Noe, zdjąwszy dach arki, zobaczył, że powierzchnia ziemi jest już prawie sucha”.
Według tradycji Ormianie wywodzą swe korzenie od wnuka Noego – Hajka (państwo w jęz. ormiańskim nazywa się Hayastan).

Armenia jest pierwszym krajem w historii, który przyjął chrześcijaństwo jako religię państwową. Chrześcijaństwo dotarło tu już w I wieku – Ewangelię głosili apostołowie Bartłomiej i Juda Tadeusz. W tym czasie...

Czytaj całość
 
Tego się nie da zapomnieć Drukuj Poleć znajomemu
Rozmowa z s. Rafałą Raś, pallotynką, misjonarką w Afryce

R. – Siostra jest jedną z pallotynek, które podczas wojny w Rwandzie, nazywanej też „wielką rzezią”, zajmowały się ewakuacją dzieci z prowadzonego przez Siostry sierocińca. Jaki był dalszy los tych dzieci?

S. – Dzieci, które zostały wywiezione przez nas, pallotynki z Rwandy, zostały przyjęte przez Czerwony Krzyż i udzielono nam azylu. Trzeba było wszystkim dzieciom wyrobić dokumenty. My też wyjechałyśmy bez żadnych dokumentów. Jak nas wywożono, nie wiedziałyśmy, że polecimy tak daleko, do Francji. Myślałyśmy, że wywiozą nas do jakiegoś sąsiedniego kraju i jak się to wszystko skończy, wrócimy. Razem z dziećmi wyjechało z Rwandy ok. 30 osób jako personel pomocniczy – „pakowałyśmy” do samolotu, kogo tylko mogłyśmy.

Później oferowano tym dzieciom osobny budynek, zamek, gdzie można było kontynuować pracę z nimi. Przy dzieciach były nasze siostry, a także personel francuski. Dzieci uczyły się języka francuskiego i odpowiednio do wieku zostały skierowane do różnych szkół. Malutkie dzieci i niemowlęta pozostały w domu. Były zawsze pod dobrą opieką wychowawczą, a także lekarską. Został również przydzielony ksiądz kapelan, który odprawiał codziennie Mszę Świętą i udzielał lekcji religii. Wielu ludzi ofiarnie pomagało i dzieciom naprawdę dobrze się powodziło. Nauczyły się też pięknie języka francuskiego.

Wiele osób starało się, by te dzieci poszły do adopcji do rodzin francuskich. Było dużo rodzin, które chciały tym dzieciom pomóc i wszystkie mogły zostać adoptowane. Jednak po 3 latach państwo rwandyjskie...

Czytaj całość
 
Kongo Demokratyczne: dzieci wojny apelują do wielkich tego świata Drukuj Poleć znajomemu

Kongijskie dzieci wystosowały dramatyczny apel o pokój do wielkich tego świata. Podpisały się pod nim dzieci, które schroniły się w mieście Goma, w regionie Nord Kivu, gdzie doszło w ostatnich dniach do eskalacji przemocy.

Wokół miasta stacjonują rebelianckie odziały Laurenta Nkundy. Mimo zapowiedzi otwarcia korytarzy humanitarnych na objęte walkami tereny nie dociera żadna pomoc. W mieście działa salezjański ośrodek pomocy dzieciom, który objął opieką już 3800 dzieci, do nich należy doliczyć ok. tysiąca dzieci które wraz z matkami schroniły się w mieście w ostatnich dniach. Właśnie dzieci z tego centrum wystosowały apel, w którym piszą, że oddadzą wszystkie skarby Konga za pokój.

„Prosimy, by żołnierze przestali strzelać; by już nie trzeba było uciekać z jednego obozu uchodźców do drugiego, w obawie że pochwycą nas i uczynią dziećmi-żołnierzami. Prosimy o pokój, by...
 

Czytaj całość
 
List z Demokratycznej Republiki Konga Drukuj Poleć znajomemu

Pozdrawiam serdecznie i ciepło. W imieniu nas wszystkich, a zwłaszcza sióstr z Congo, pragnę podziękować za modlitwę i troskę w tych trudnych dla nas dniach. Czasami najgorsza jest bezsilność i świadomość, że prawie nic nie można zrobić, aby pomoc tym, którzy są w „potrzasku” batalii wojennej.

Tego właśnie doświadczyłyśmy tak mocno w ostatnich dniach...

Na chwilę obecną sytuacja w Rutshuru uspokoiła się, noc była względnie spokojna i wreszcie siostry w miarę spokojnie spały. Ludzie powoli wychodzą z ukrycia i próbują zorientować się w sytuacji. Rebelianci, którzy wyparli siły rządowe, twierdzą, że zapanuje teraz spokój. Oby dotrzymali słowa... Potrzebna jest pomoc tylu ludziom…

W Gomie cala noc była strzelanina i niesamowite kradzieże, wszędzie i wszystkiego. Przyszli także...

Czytaj całość
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 61 - 70 z 120
SMS misje