|
Inne kraje
|
Tego się nie da zapomnieć |
|
|
Rozmowa z s. Rafałą Raś, pallotynką, misjonarką w Afryce
R. – Siostra jest jedną z pallotynek, które podczas wojny w Rwandzie, nazywanej też „wielką rzezią”, zajmowały się ewakuacją dzieci z prowadzonego przez Siostry sierocińca. Jaki był dalszy los tych dzieci?
S. – Dzieci, które zostały wywiezione przez nas, pallotynki z Rwandy, zostały przyjęte przez Czerwony Krzyż i udzielono nam azylu. Trzeba było wszystkim dzieciom wyrobić dokumenty. My też wyjechałyśmy bez żadnych dokumentów. Jak nas wywożono, nie wiedziałyśmy, że polecimy tak daleko, do Francji. Myślałyśmy, że wywiozą nas do jakiegoś sąsiedniego kraju i jak się to wszystko skończy, wrócimy. Razem z dziećmi wyjechało z Rwandy ok. 30 osób jako personel pomocniczy – „pakowałyśmy” do samolotu, kogo tylko mogłyśmy.
Później oferowano tym dzieciom osobny budynek, zamek, gdzie można było kontynuować pracę z nimi. Przy dzieciach były nasze siostry, a także personel francuski. Dzieci uczyły się języka francuskiego i odpowiednio do wieku zostały skierowane do różnych szkół. Malutkie dzieci i niemowlęta pozostały w domu. Były zawsze pod dobrą opieką wychowawczą, a także lekarską. Został również przydzielony ksiądz kapelan, który odprawiał codziennie Mszę Świętą i udzielał lekcji religii. Wielu ludzi ofiarnie pomagało i dzieciom naprawdę dobrze się powodziło. Nauczyły się też pięknie języka francuskiego.
Wiele osób starało się, by te dzieci poszły do adopcji do rodzin francuskich. Było dużo rodzin, które chciały tym dzieciom pomóc i wszystkie mogły zostać adoptowane. Jednak po 3 latach państwo rwandyjskie... |
|
Czytaj całość
|
|
|
Kongo Demokratyczne: dzieci wojny apelują do wielkich tego świata |
|
|
|
Kongijskie dzieci wystosowały dramatyczny apel o pokój do wielkich tego świata. Podpisały się pod nim dzieci, które schroniły się w mieście Goma, w regionie Nord Kivu, gdzie doszło w ostatnich dniach do eskalacji przemocy.
Wokół miasta stacjonują rebelianckie odziały Laurenta Nkundy. Mimo zapowiedzi otwarcia korytarzy humanitarnych na objęte walkami tereny nie dociera żadna pomoc. W mieście działa salezjański ośrodek pomocy dzieciom, który objął opieką już 3800 dzieci, do nich należy doliczyć ok. tysiąca dzieci które wraz z matkami schroniły się w mieście w ostatnich dniach. Właśnie dzieci z tego centrum wystosowały apel, w którym piszą, że oddadzą wszystkie skarby Konga za pokój.
„Prosimy, by żołnierze przestali strzelać; by już nie trzeba było uciekać z jednego obozu uchodźców do drugiego, w obawie że pochwycą nas i uczynią dziećmi-żołnierzami. Prosimy o pokój, by...
|
|
Czytaj całość
|
|
|
List z Demokratycznej Republiki Konga |
|
|
|
Pozdrawiam serdecznie i ciepło. W imieniu nas wszystkich, a zwłaszcza sióstr z Congo, pragnę podziękować za modlitwę i troskę w tych trudnych dla nas dniach. Czasami najgorsza jest bezsilność i świadomość, że prawie nic nie można zrobić, aby pomoc tym, którzy są w „potrzasku” batalii wojennej.
Tego właśnie doświadczyłyśmy tak mocno w ostatnich dniach...
Na chwilę obecną sytuacja w Rutshuru uspokoiła się, noc była względnie spokojna i wreszcie siostry w miarę spokojnie spały. Ludzie powoli wychodzą z ukrycia i próbują zorientować się w sytuacji. Rebelianci, którzy wyparli siły rządowe, twierdzą, że zapanuje teraz spokój. Oby dotrzymali słowa... Potrzebna jest pomoc tylu ludziom…
W Gomie cala noc była strzelanina i niesamowite kradzieże, wszędzie i wszystkiego. Przyszli także... |
|
Czytaj całość
|
|
|
Niepokojące wieści z Gomy (RDC) |
|
|
|
Otrzymaliśmy niepokojące wiadomości przekazane przez proboszcza parafii Rutshuru (Demokratyczna Republika Konga). Ks. Wiesław Kantor SAC informuje o aktualnej sytuacji w tym rejonie:
„W odległości 15 km od parafii Rutshuru toczą się walki. Ludzie z wielu miejscowości z okolic Gomy i Ntamugenga uciekają ze swoich domów i przybywają do Rutshuru szukając schronienia w naszym kościele i wokół naszej parafii.
Siostry od Aniołów opuściły swoją placówkę i korzystają z gościnności sióstr pallotynek. W sąsiadującej z nami parafii Rugari jest wielu rannych, a także są przypadki zabitych, którzy nie zdążyli uciec.
Droga ze stolicy Gomy do Rutshuru jest zamknięta, dlatego utrudniona jest wszelka pomoc.Szpitale i ośrodki zdrowia są przepełnione, brakuje środków opatrunkowych, ale przede wszystkim brakuje żywności. Wśród ludzi cywilnych panuje ogromny strach, ludzie żyją w stałym lęku, bojąc się jutra.
Księża pallottyni trwają nadal na swoim miejscu w parafii organizując pomoc uchodźcom. Dopóki będzie to możliwe nie opuszczą swojej parafii i powierzonych im ludzi."
Wiadomość od Sióstr Pallotynek:
"Nasze siostry z Kongo są w niebezpieczeństwie. Wzmożyły się ataki na Rutshuru ,gdzie mieszkają. Dom Sióstr Karmelitanek został zbombardowany. Cierpią ogromnie ludzie, którzy nie wiedzą w którym kierunku uciekać, aby bezpiecznie sieęschronic. Nasilają się gwałty na kobietach i dzieciach.
Siostry proszą o modlitwę. "
Prosimy o modlitwę wszysktich ludzi dobrej woli.
Wiadomośc z 29.10.....dzis w nocy Rutshuru zostało zbombardowane Od tego momentu nie mamy kontaktu z naszymi siostrami |
|
|
Siła współpracy |
|
|
|
Na misjach, bardziej niż gdziekolwiek, doświadczyłam jak ważna jest współpraca pomiędzy misjonarzami: ludźmi świeckimi, księżmi i siostrami.
Prawda, którą wyznawał nasz Ojciec Założyciel, św. Wincenty Pallotti, że trwałe owoce dają tylko te wysiłki, które są czynione razem – w codziennym życiu i pracy misyjnej – ma szczególne znaczenie. Oto jeden z przykładów, potwierdzających tę myśl:
W jednym z naszych ośrodków zdrowia, podczas zamieszek wojennych, przyniesiono dziecko z nóżką niemal całkiem odciętą poniżej kolana. Kiedy to zobaczyła... |
|
Czytaj całość
|
|
| | «« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 nast. » koniec »»
| | Pozycje :: 31 - 40 z 88 |
|
|
|