Strona główna arrow Inne kraje
Inne kraje
Wspomnienia z wojny w Rwandzie Drukuj Poleć znajomemu

Ciąg dalszy z poprzedniego numeru
23.04.1994 r. Zauważyłyśmy uchodźców z plemienia Hutu, którzy przyszli do Ruhango z Bugesera. Mówili, że wojska rwandyjskie – Tutsi – Inkontani (inna partia) zabijają wszystkich, którzy pozostają w swoich domach. Szli w stronę Zairu, aby tam szukać schronienia.

24.04.1994 r. Uchodźców przybywa; wszystkie budynki parafialne, Ośrodek Zdrowia, Szkoła Gospodarcza, wszystko jest zajęte przez przybywających. Ks. Proboszcz otrzymuje pomoc z Caritasu europejskiego w postaci żywności, którą składuje w jednej części kościoła i stamtąd rozdaje uchodźcom.
Deszcz, prawdziwie równikowy, leje jak z cebra. Przemoczone szałasy rozpadają się, toteż na noc część ludzi przychodzi do Ośrodka i śpią, gdzie się tylko da: na stołach konsultacyjnych, na biurkach i na ziemi. W ciągu dnia pomagamy ludziom w zorganizowaniu posiłków. W nocy modlimy się i pilnujemy naszych ukrytych sióstr.
Interahamwe atakują dom po domu – wszystkie gdzie mieszkali Tutsi. Weszli też na teren parafialny. Spenetrowali budynki parafialne; część ludzi wywieźli do gminy i zabili.

26.04.1994 r. Sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Nasz dom, Ośrodek Zdrowia i budynki parafialne są otoczone przez bojówkarzy Interahamwe. Nie możemy...

Czytaj całość
 
25 lat pracy sióstr Pallotynek w Afryce Drukuj Poleć znajomemu

Poszukiwania
Chociaż w Afryce jest już sporo księży i zakonnic rodzimych, to jednak stale są potrzebni misjonarze i tamtejsi biskupi szukają ich w Europie. Do Polski przyjechał w latach 70 ks. bp Jean Baptist Gahamanyi z diecezji Butare w Rwandzie.

Szukając misjonarek odwiedził wiele domów zakonnych, ale wszędzie otrzymywał odpowiedzi odmowne. Zniechęcony, wrócił do Warszawy i wtedy ks. bp. Bronisław Dąbrowski poradził mu udać się do Częstochowy i prosić Matkę Bożą o pomoc i światło. W czasie modlitwy przed obrazem Czarnej Madonny nabrał nadziei. W Częstochowie spotkał Siostry Pallotynki i Siostry Służki, od których otrzymał adresy przełożonych. Okazało się, że oba zgromadzenia zdecydowały się przyjąć propozycję i przygotować siostry do pracy misyjnej w Afryce.
Siostry musiały nauczyć się dwóch języków: francuskiego (staraniem ks. bp. Gahamanyi uczyły się w Szwajcarii) oraz lokalnego (kiniarwanda).

Początki w Rwandzie
Do Rwandy Siostry Pallotynki wyjechały w 1977 r. Były to siostry: Rafała Raś., Irena Stachowiak i Wiktoria Bishoff. Po przyjeździe do Kigali (stolica Rwandy) rozpoczęły naukę...

Czytaj całość
 
Wspomnienia z wojny w Rwandzie Drukuj Poleć znajomemu

Wojna przybrała ostry wyraz po śmierci prezydenta Rwandy, pana Juvenala Habyalimana, 6 kwietnia 1994 r. Już wcześniej, od 1990 r., Rwanda była atakowana od strony północnej w okolicach Byumby.

Sprowadzano komisje zagraniczne z różnych organizacji powołanych, by dochodzić praw człowieka. Problem walk etnicznych trwał nadal, jedynie w środkowej części Rwandy nie był tak ostry. Spotkałam wiele małżeństw mieszanych z różnych plemion w okolicach Gitarama.

7.04.1994 r. Ruhango (Ruhango-Gitarama –Tu znajduje się dom misyjny Sióstr Pallotynek, który jest także domem formacji zakonnej. Jest tu więcej sióstr niż w innych naszych domach. W czasie wakacji przyjeżdżają też siostry, które mieszkają w internatach i uczęszczają do szkół licealnych).

Tego dnia było nas 17, gdyż pozamykano szkoły i młodzież zakonna wróciła do naszego domu. Jak każdego poranka, po modlitwach w naszej kaplicy, poszłyśmy na Mszę św. do kościoła parafialnego. W drodze dowiedziałyśmy się o śmierci...

Czytaj całość
 
"Niech będą błogosławione Twoje nogi..." Drukuj Poleć znajomemu

Nasza salwatoriańska misja znajduje się na północy Albanii, blisko Szkodry. Jesteśmy tam: 2 siostry, Włoszka i ja, oraz 3 kandydatki, Albanki. Mamy też albańską siostrę – staruszkę (87 lat).

Jej zgromadzenie już nie istnieje – ona ewangelizowała na tym terenie i przeżyła komunizm. Wzięłyśmy ją więc do naszej misji. Mamy też malutką, 14-miesięczną dziewczynkę.
Tu są rodziny wielodzietne. W jednej urodziły się kolejne bliźniaczki (7 ciąża bliźniacza), ale matka podłamała się psychicznie. Jedna z tych bliźniaczek zmarła po 3 miesiącach. Drugie dzieciątko zaczęło chorować – matka nie miała pokarmu i nie wiedziała jak je karmić. Dziecko było wygłodzone. Brałyśmy ją co kilka dni na dokarmianie, a w końcu została na stałe. Matka potrzebuje dobrego psychiatry, ale skąd go tu wziąć? Gdybyśmy dziecka nie wzięły – zmarnowałoby się. Ma 14 miesięcy, a jeszcze nie siedzi – tak było wygłodzone. Niestety, są już pewne zmiany w organizmie – uszkodzona...

Czytaj całość
 
Zambijskie wspomnienia Drukuj Poleć znajomemu

Ciąg dalszy z poprzedniego numeru
W Zambii obowiązują inne niż u nas zasady gościnności. Do bogatszego człowieka w mieście przyjeżdżają krewni ze wsi i ten, do którego przyjechali nie może zapytać kiedy odjadą. Taki krewny ze wsi może miesiąc siedzieć, a jak mówi, że odjeżdża, trzeba mu kupić bilet.

Mój kucharz miał wujka, który lubił przyjeżdżać z buszu do Lusaki i bywał raz na miesiąc. Kucharz często przychodził i prosił, żeby dać mu pieniądze a konto wypłaty, „bo mój wujek przyjechał i muszę mu kupić bilet powrotny.” Mówiłem mu: „W Polsce jest taki zwyczaj, że jak ktoś przyjeżdża z wioski, to przywozi coś z płodów ziemi. Tam hodują kozy, to mógłby ci jakąś kozę czy kurę przywieźć w ramach wymiany, a nie tylko ty mu bilety kupujesz, ale też coś zyskujesz”. Ale ich gościnność jest inna.

Tam więzy rodzinne są bardzo głębokie. Jeśli umierają rodzice, rodzina zajmuje się dziećmi. Czasami w miastach zdarza się, że rodzina nie weźmie tych dzieci, a wtedy biorą je polskie siostry, które prowadzą w jednej z dzielnic Lusaki sierociniec. Biskup Mungandu mówi, że to policzek dla nich, że siostry muszą się zajmować dziećmi, że tak wiele się zmieniło w ich obyczajach. Zanikają więzi rodzinne. To wpływ cywilizacji. Kiedy przyjechałem z misji jeden z księży...

Czytaj całość
 
««  start « poprz. 11 12 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 111 - 120 z 120
SMS misje