Strona główna arrow Papua Nowa Gwinea
Papua Nowa Gwinea
Jak rzeka ludzi odwiedziła Drukuj Poleć znajomemu

Drodzy Czytelnicy „Horyzontów Misyjnych”- choć już dawno po świętach (wielkanocnych – dop. red.), ale z końca świata trudno zdążyć na czas, więc parę słów o świętach obchodzonych egzotycznie.

Tuż przed Wielkim Postem Sepik – największa rzeka Papui Nowej Gwinei – powodowana swym przyjacielskim nastawieniem do człowieka, postanowiła odwiedzić ludzi w ich domostwach. Wody opuściły koryto rzeki i rozlały się wokoło. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyż robi to często. Tyle tylko, że tym razem Sepik okazał się bardziej „wylewnym” niż zwykle. W niektórych miejscach woda wdarła się w głąb lądu nawet do kilku kilometrów. Niestety, po drodze napotkała kościół, plebanię i to wszystko, co nazywa się „stacją misyjną” w Kanduanum. Najpierw woda...

Czytaj całość
 
Kult Miłosierdzia Bożego w Papui NG Drukuj Poleć znajomemu

Przyznam, że nie wiem dokładnie jak kult Miłosierdzia Bożego dotarł do PNG. Z tego co wiem wynika, że przynieśli go ze sobą polscy misjonarze i zaczęli rozpowszechniać prawdopodobnie w latach 80-tych.

W diecezji Wewak siostra Zyta Konkol, werbistka, wydrukowała za zezwoleniem bp Kalisza obrazki Jezusa Miłosiernego z modlitwą Koronki na drugiej stronie. W diecezjach górskich PNG polscy księża diecezjalni zaczęli jeszcze wcześniej, gdyż to oni prawdopodobnie zaczęli tłumaczyć Koronkę. Potem kilka wersji tych tłumaczeń przekazano do rąk specjalistów od miejscowego języka. Z dwóch przedstawionych ostatecznie wersji bp Kalisz wybrał jedną, która została wydrukowana i jest rozpowszechniana. Oprócz Koronki opracowali historię życia s. Faustyny i krótki zarys...

Czytaj całość
 
Wybory po papuasku Drukuj Poleć znajomemu

Na terenie naszej parafii, Boram, znajduje się jednostka wojskowa. Niedawno była w niej rebelia, która wybuchła „przy okazji” przeprowadzania reorganizacji w wojsku. Część żołnierzy została zwolniona. Oni nie otrzymują emerytur, a tylko ostatnią płacę.

Nie dostali przysługujących im pieniędzy, a więc pozostali w jednostce, choć już nie są żołnierzami. Niektórzy byli nawet dwa lata. W końcu zbuntowali się, wypędzili wszystkich oficerów, spalili dowództwo jednostki, wzięli broń i opanowali koszary. Karabiny i krótka broń „się rozeszły” – pokradli lub posprzedawali. Rebelianci nie opuszczali jednostki. Trzymali tylko pod kontrolą tych, co nie chcieli się do nich przyłączyć. W końcu zaczęli (chyba z nudów) głupieć – pomalowali się na barwy ochronne, poprzebierali się w moro i zrobili kiedyś „demonstrację siły”. Mieli dwa samochody ciężarowe. Położyli na dachu karabin maszynowy i tak jeździli po mieście. Przyjeżdżały delegacje z Port Moresby (stolica), żeby z nimi rozmawiać. W końcu przyjechała armia ze stolicy...

Czytaj całość
 
Wieści z Kanduanum Drukuj Poleć znajomemu

Na prośbę ks. biskupa przyjęliśmy nową placówkę nad Sepikiem – Kanduanum. Postanowiłem podjąć wyzwanie. To tylko 7 godzin podróży i jest się na miejscu. Dociera się tylko łódką i potem jakieś pół kilometra po błocie. Stacja misyjna znajduje się za wsią.

Rzeka w tym miejscu jest szeroka; dużo wirów, takich, że potrafią 4-6 metrowy pień obrócić kilka razy i pnia nie ma. W porze suchej woda opada nie dalej niż do 60 m. Do domu od rzeki mam ok. 500 m. Na szczęście mogę łódkę zostawić – wieś pilnuje. Ostatnie miejsce na Sepiku, gdzie mogę zostawić silnik w łodzi.

Koło stacji misyjnej prowadzi droga na cmentarz. Dawniej grzebali zmarłych we wsi, ale tam zalewa woda i mój poprzednik zabronił grzebania we wsi, bo się chodziło po grobach. Wyznaczono miejsce na pochówek za wsią. Ponieważ w drodze na cmentarz przechodzą koło mego domu, widzę, że odprowadzają zmarłego. Mają jakieś swoje obrządki, ale ja ich nie znam – zresztą oni też nie chcą, żeby ksiądz je poznawał. Nawet jak jest pogrzeb z księdzem – odprawiam modlitwy i wychodzę. Także kiedy po Mszy św. idziemy do grobu nigdy nie czekam aż zasypią, bo jak pójdę to i tak odkopią zmarłego, żeby odprawić swoje obrzędy.
Papuasi nie przyjmują do wiadomości, że ktoś umarł, bo był chory czy stary. Zawsze szukają winnego śmierci. Zbiera się starszyzna i szukają różnymi...

Czytaj całość
 
W drodze do Papui Nowej Gwinei Drukuj Poleć znajomemu

Do Papui Nowej Gwinei wyjechał „nowy” misjonarz – br. Janusz Namyślak SAC. Przed wyjazdem poprosiliśmy, by opowiedział Czytelnikom o sobie, o swoich przygotowaniach do wyjazdu.

Oto wypowiedź br. Janusza:
W Stowarzyszeniu Apostolstwa Katolickiego jestem od 9 lat. Zawsze marzyłem, by pracować na misjach. A z misjami zetknąłem się już w dzieciństwie – mój dalszy krewny przez prawie 18 lat był misjonarzem w Papui Nowej Gwinei. Kiedy przyjeżdżał – odwiedzał nas i zawsze przywoził ze sobą ciekawe eksponaty, zdjęcia, slajdy. To były lata siedemdziesiąte – zdjęcia mógł robić tylko „ukrytą kamerą”. To był początek mojej „przygody” misyjnej, która zaowocowała w końcu wyjazdem. Wkrótce będę mógł pracować w tym tak odległym, ale niezmiernie ciekawym i egzotycznym kraju, a także zetknąć się z nową rzeczywistością, inną kulturą, tradycją, z nowym językiem, troszkę inną liturgią, jak również poznać tych ludzi, ich mentalność, ich zwyczaje.

Sądzę, że za dwa lata będę mógł opowiedzieć Czytelnikom coś z własnych doświadczeń życiowych. Na razie mogę się dzielić tylko tym, co udało ...

Czytaj całość
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 91 - 100 z 108
SMS misje