Strona główna arrow Papua Nowa Gwinea
Papua Nowa Gwinea
W odwiedzinach u Misjonarza Drukuj Poleć znajomemu
Miałem możliwość w październiku 2008 r. odwiedzić po raz kolejny Papuę Nową Gwineę, kraj, w którym żyją moi papuascy krewni – wuj Stefan tu znalazł sobie żonę. Ciotka Maria (mieszka w Boram, gdzie znajduje się dom polskich pallotynów) pochodzi z Boiken. Od 2006 r. proboszczem jest tu ks. Krzysztof Morka SAC.

Boiken to szczególne miejsce dla Papui Nowej Gwinei – sto lat temu właśnie do Boiken dotarli misjonarze katoliccy z Europy.
Po przybyciu i rodzinnych powitaniach zapytałem o Księży Pallotynów, których miałem możliwość poznać podczas poprzednich wizyt – mieli przyjechać ze swoich stacji misyjnych późnym popołudniem. Nie mogłem się doczekać spotkania.
Pierwszy - widać na jego twarzy zmęczenie - przyjechał ks. Krzysztof i powitał mnie tak: „Szczęść Boże, jestem proszony o udzielenie sakramentu namaszczenia w szpitalu, później się spotkamy”.

Podobnie jak ks. Krzysztof pozostali pallotyni zwykle...
Czytaj całość
 
Namaszczenie chorych w Boram Drukuj Poleć znajomemu

Podczas jednego z objawień w Lourdes Maryja poprosiła Bernadettę, aby umyła twarz w wodzie. Ta myślała, że Maryja ma na myśli rzekę i pobiegła w jej kierunku, bo nie widziała innej wody w zasięgu wzroku. Maryja jednak miała na myśli źródło, które zaczęło wypływać w pobliżu groty massabielskiej, gdzie się objawiała.

Bernadetta zaczęła rękami pogłębiać miejsce, z którego wypływała woda i obmywał nią twarz. Woda była tam pomieszana z ziemią, toteż zamiast obmyć sobie twarz pomazała ją błotem, co widząc ludzie uznali za oznakę szaleństwa czy obłąkania. Po zakończeniu objawienia wszyscy rozeszli się do domów z mieszanymi uczuciami. Źródło jednak dawało coraz więcej wody, która stała się czysta i zaczęła płynąć w dół.

Zdarzyło się, że w jednej z rodzin ciężko zachorowało dziecko i lekarze praktycznie postawili już na nim „krzyżyk” - trzeba się przygotowywać na najgorsze. Matka dziecka wzięła je w ramiona i podążyła do źródła wskazanego przez Maryję. Kiedy tam przybyła było już dużo krystalicznie czystej wody. Zanurzyła dziecko w wodzie, mimo że był to luty i woda była bardzo zimna, a dziecko bardzo chore. Zdarzył się cud za wstawiennictwem Maryi, o którym szybko wieść się rozniosła po okolicy i dalej.

Od tej chwili Lourdes stało się miejscem, do którego podąża wielu chorych i cierpiących na rozmaite choroby ciała i ducha i wierzę, że każda osoba przybywająca tam z dobrą intencją nie odchodzi zawiedziona.

Nie jest przypadkiem, że Jan Paweł II ustanowił Światowy Dzień Chorego w dniu upamiętniającym objawienia Maryi w Lourdes czyli 11 lutego. Jeżeli sama Maryja ujęła się za chorymi i dała im nadzieję na uzdrowienie, to Kościół także powinien otoczyć specjalną troską ludzi zmagających się ze słabościami ciała i ducha.

Z tego właśnie powodu chcieliśmy, aby w naszej parafii w Boram...

Czytaj całość
 
Matka Boża zwycięża Drukuj Poleć znajomemu
W Papui Nowej Gwinei działa ogromna liczba sekt. Co roku powstają nowe o coraz to bardziej wymyślnych i egzotycznych nazwach. Oczywiście pierwszym celem ich ataków jest Kościół Katolicki. Jest on największym Kościołem w Papui – skupia najwięcej członków – toteż w nim sekciarze szukają najpierw nowych wyznawców.

Tym, co w sposób szczególny pobudza sekciarzy do agresji jest kult maryjny. Chyba nigdzie w świecie nawiedzeni sekciarze nie potrafią używać takich epitetów pod adresem Maryi jak w Papui. Słów tych nawet nie godzi się przytaczać. Pastorzy posuwają się do niszczenia figurek, a tym, którzy przychodzą do ich sekt z Kościoła Katolickiego nakazują zniszczenie różańca i obrazów religijnych.

W sposób szczególny przodują w tym Adwentyści Dnia Siódmego, być może dlatego, że dla nich jedyną i główną prawdą wiary jest świętowanie szabatu czyli soboty, a dla nas sobota to dzień maryjny, więc Matka Boża przeszkadza.
Jednakże Matka Boża przeszkadza im przede wszystkim dlatego, że potrafi przyciągnąć do Chrystusa wielu ludzi, którzy kiedyś się od Niego odwrócili. Papuasi dostrzegają też wiele znaków, które świadczą, że kto walczy z Matką Bożą ten przegra i zostanie podeptany jak wąż, którego Maryja miażdży swoimi stopami na wielu figurkach i obrazach.

W diecezji Wewak, gdzie pracujemy, krąży historia jednego z pastorów, który publicznie zniszczył figurkę Maryi i kilka dni później...

Czytaj całość
 
Słowo Boże w językach papuaskich Drukuj Poleć znajomemu
Pragnienie przetłumaczenia słowa Bożego Starego i Nowego Testamentu na różne języki świata jest wielkim i trudnym zadaniem dla tłumaczy. W Papui Nowej Gwinei, gdzie jest ponad 800 tubylczych języków, jest to więc zadanie na wiele dziesiątków lat dla pasjonatów tego zajęcia.

Bez fascynacji i zacięcia w tej pracy oraz mocnej wiary, że praca nie pójdzie na marne, byłoby to chyba niemożliwe.
Tego zadania, przetłumaczenia Słowa Bożego na języki „papuaskie” podjęło się Papuaskie Towarzystwo Biblijne. Jest ono częścią Światowego Towarzystwa Biblijnego, tłumaczącego Biblię na różne języki świata.

Oprócz wielości języków do przetłumaczenia, dodatkową trudnością dla tłumaczy jest fakt, że tubylcze języki były i są językami mówionymi. Papuasi nie wymyślili alfabetu i pisma, dlatego wszystkie historie ich dziejów, zwyczajów itd. zachowały się tylko w ustnych przekazach, tzw. storach, czyli opowiadaniach przekazywanych przez ustną tradycję.

Do zapisania tych mówionych języków użyto alfabetu łacińskiego, a do niektórych wyrazów, tłumacze musieli wymyślić nowe czy dodatkowe litery, aby można zapisać dane słowo. Tak np. w języku abalam (jednego z dwóch języków tubylczych w parafii Ulupu) do alfabetu dodano „nowe” litery: č, aa, ny. Dla przykładu: znaczy kobieta, yaapa – ojciec, nyu – drewno na opał.

Jeszcze inną trudnością dla tłumaczy jest skromne słownictwo języków tubylczych. Ludzie żyjący w buszu...

Czytaj całość
 
Siostry Misjonarki w PNG Drukuj Poleć znajomemu

Chciałabym się podzielić swoimi refleksjami na temat pracy kobiet - Sióstr Misjonarek opierając się na tym, co widziałam i słyszałam podczas mojej wyprawy do Papui Nowej Gwinei we wrześniu 2008r.

Wybrałam się na daleką indywidualną eskapadę opracowując trasę, która wydawała mi się być ciekawa i różnorodna pod wieloma względami, przede wszystkim krajobrazu i kultury mieszkańców. Nie obyło się bez pomocy misjonarzy, którzy swoją wiedzą i doświadczeniem dzielili się z ciekawą podróżniczką i jej towarzyszką - czyli mną i Elwirą.

Do tej pory, podróżując samotnie po egzotycznych i dalekich krajach, zawsze obserwowałam z ciekawością życie i zwyczaje „tambylców”. Nigdy jednak nie miałam okazji rozmawiać z ludźmi, którzy na co dzień borykają się z innością i muszą się umieć „odnaleźć i znaleźć innych”, pełniąc swą misję w odległych zakątkach ziemi, gdzie wszystko jest egzotyczne.
Ogólnie rzecz biorąc, słyszymy o misjach i misjonarzach – to Powołanie. Ale czy ktoś zastanawiał się, jak wygląda życie kobiety, która daleko od własnego kraju i wśród ludzi innej kultury musi pełnić swą misję? Przecież została posłana przez Boga i Kościół!
Ale wszak kobieta nie jest słaba, wprost przeciwnie; a jeśli do tego ma w sobie Ducha – to przeniesie góry.
Od początku.

O siostrze Dorocie - Służebniczce Ducha Świętego, słyszałam już w Polsce....


Czytaj całość
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 71 - 80 z 140
SMS misje