Strona główna arrow Papua Nowa Gwinea
Papua Nowa Gwinea
Polska wigilia w PNG Drukuj Poleć znajomemu
Czas adwentu i świąt Bożego Narodzenia to dla misjonarzy czas szczególnie intensywnej pracy. Trzeba odwiedzić wszystkie wspólnoty, by umożliwić ludziom należyte przygotowanie do świąt, szczególnie przez możliwość skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania.

Toteż nic dziwnego, że dopiero kilka dni temu we wspólnocie pallotyńskiej w Boram mieliśmy wigilię polską – tak nazywamy spotkanie polskich misjonarzy, pracujących w naszym regionie. Co roku polscy misjonarze i misjonarki z diecezji: Wewak, Aitape i Vanimo spotykają się po nowym roku na wspólnym świętowaniu Narodzenie Pana. Tradycja ta ma już wiele lat i sprzyja utrzymywaniu kontaktów między misjonarzami.
W tym roku spotkanie organizowali pallotyni.

Zawsze, zanim zaczniemy wspólny posiłek, udajemy się do kościoła na wspólną
Mszę Świętą. W tym roku przewodniczył ks. Krzysztof Morka SAC (nasz senior), a Słowo Boże wygłosił najmłodszy spośród nas, ks. Paweł Kotecki SAC.
Po Mszy św. udaliśmy się...
Czytaj całość
 
Z minionych lat... 20 lat pracy polskich pallotynów w PNG Drukuj Poleć znajomemu
Oj, działo się tu, działo... I to niejedno!!!
Nie sposób tego wszystkiego spamiętać, a co dopiero mówić o ujęciu i spisaniu?!?!

Każdego dnia i godziny życia i pracy tutaj każdego z nas, kto tylko miał okazję tu popracować przynajmniej kilka lat, HISTORIA Polskich Pallotynów w Papui Nowej Gwinei była pisana wyrzeczeniami, poświęceniem, oddaniem, zaufaniem Bogu, potem, bólem i cierpieniami licznych ataków malarii, niebezpieczeństwami, samotnością, trwaniem „mimo wszystko", wiernością misyjnemu powołaniu....

Z pierwszych stron Kroniki naszej Delegatury:
„1 luty 1990 rr. Data ta - Wigilia Ofiarowania Pana Jezusa w Świątyni - wyznaczać będzie początek Pallotynów z Polskiej Prowincji w historii Kościoła w Nowej Gwinei.
30 stycznia, wraz z Marianem (Wierzchowskim), wylądowaliśmy w Port Moresby, gdzie 31 dołączyli do nas ks. Kuraciński i ks. Gwarek (przedstawiciele Polskiej Prowincji Pallotynów), z którymi dzisiaj, po raz pierwszy, postawiliśmy nasze stopy na ziemi należącej do Diecezji Wewak - która od dziś staje się naszą Ziemią Obiecaną, do której wyprowadził nas Bóg z Polski...".

Do pracy misyjnej tutaj przybyliśmy na usilną prośbę ówczesnego biskupa...
Czytaj całość
 
Moje pięć minut" w PNG Drukuj Poleć znajomemu
Było to rzeczywiście „wyzwanie", którego przed przyjazdem tutaj nie bytem świadomy.
I bardzo dobrze! Bo gdybym wiedział, co mnie tu czeka, czego będę doświadczał, pewnie zabrakłoby mi odwagi, by podjąć pracę tutaj.
Bóg miał dla mnie swoją drogę, by mnie tu „wykorzystać" i dlatego stopniowo dawkował doświadczenia, poprzez które mnie umacniał i utwierdzał.

Był czas kilku miesięcy zachwytu przyrodą, ludźmi, powagą powołania misyjnego w służbie Papuasom.
Później nastąpił czas kilku lat, kiedy głównie dostrzegałem negatywne strony życia i pracy tutaj. Wtedy zadawałem sobie pytania o sens mojego posługiwania tutaj, a nawet „po co ja tu jeszcze się tak męczę?" Było wiele sytuacji, po których mogłem spokojnie wyjechać, ale jakiś dziwny upór i dziwna siła trzymały mnie tutaj. Jakoś przetrwałem!

Później nastąpił czas pogodzenia „zachwytu" z „negacjami", wypośrodkowania i znalezienia drogi dalszej pracy. I wtedy dopiero - po tym okresie mojego „oczyszczenia" - odczułem „rękę Boga" nade mną, co wzbudziło zaufanie ku Niemu, usystematyzowało i utwierdziło moją, dotychczas „teoretyczna", wiarę na „praktyczną" oraz dało mi twardą motywację i zrozumienie sensu bycia tutaj. Dopiero wtedy przyjąłem za swoje, dlaczego Bóg posłał mnie tutaj, a nie gdzie indziej.
Przez dłuższy czas, po kilka lat, pracowałem na czterech stacjach...
Czytaj całość
 
Papua Nowa Gwinea - moja miłość Drukuj Poleć znajomemu
1 listopada 2009 r., minęło 15 lat od kiedy moje stopy po raz pierwszy dotknęły tej ziemi. Były to bardzo owocne lata w moim życiu, które dobiega 50-tki. Patrząc na ten czas jestem przede wszystkim wdzięczny Chrystusowi za to wspaniałe, choć trudne, powołanie, do którego przygotowywał mnie od dzieciństwa, za wszystkie łaski, dzięki którym mogłem się tu znaleźć i pracować oraz za wszystkich ludzi, którzy pomogli mi to powołanie odkryć i zrealizować i towarzyszą mi w jego wypełnianiu każdego dnia.

Kiedy po dwudniowej podróży samolotem - pierwszej tak długiej w moim życiu, wysiadłem na nowo-gwinejskiej ziemi poczułem, jak wszyscy, „żar tropików" i od razu doświadczyłem, że jestem nie tylko w innym kraju, ale także w innym wymiarze kulturowo-czasowym. Brat, który miał nas odebrać z lotniska spóźnił się, co, jak miałem się przekonać później, jest „normą" w tych warunkach, bo tu czas jest „gumowy". Chodząc przed lotniskiem w „pełnym ekwipunku" (opuściliśmy Polskę 30 października), pocąc się przy tym obficie, zobaczyłem Papuasów przeżuwających coś i plujących obficie. Czerwono-rdzawe plamy były wszędzie. Pierwsze skojarzenie: przeżuwają kawałki mięsa i to pewno ludzkiego - kanibale! Boże, gdzieś Ty mnie przyprowadził! Okazało się potem, że to tylko przeżuwany bułaj czyli orzech z kilkoma dodatkami.

Wybierając się do Papui miałem trochę wątpliwości czy dam radę. Miałem już za sobą rok spędzony za granicą, w Szkocji na nauce języka angielskiego. Mówiłem sobie: „Jeden język i to europejski przychodził ci z wielkim trudem i niewiele się nauczyłeś (praktyka pokazała, że nie było tak źle), jak więc dasz sobie radę z drugim, który przecież jest całkiem odmienny od europejskich, jak dasz radę ze zrozumieniem innej kultury skoro ze szkocką było niełatwo?". Jednak gdzieś na dnie serca była ufność: „Ten, który cię powołał...
Czytaj całość
 
Piętnaście w dwudziestu Drukuj Poleć znajomemu
Nigdy nie lubiłem i nie lubię rocznic, jubileuszów itp., bo to trzeba przygotować, są celebracje, przemowy, wystąpienia i czcze pogaduchy. Ale jeśli coś miało swój początek to na pewno będzie miało swoje rocznice i jubileusze. Skoro już się tak zdarzyło - mówi się trudno. Dwie dekady istnienia delegatury to jeszcze nie srebro, ale też jest co celebrować.

Zaszczyt rozpoczynania tej delegatury w PNG (Papua Nowa Gwinea) mnie ominął, więc chylę czoło przed tymi, którzy przełamywali pierwsze lody tutaj na równiku i składam homagium na ręce ks. Krzysztofa i ks. Mariana oraz tych, którzy byli tu przede mną, przecierając szlaki. W pewnym momencie mieli pecha i pokarałem ich swoją obecnością.

Początki „w egzotyce" mogą być egzotyczne - zwłaszcza, że wszystko jest inne i nowe, począwszy od pogody, otoczenia, klimatu, zwierzyny i ludzi po język, kulturę i obyczaje. Niestety w człowieku zazwyczaj odzywa się taka bestia, która chce wszystko posiąść na raz i być mądralą już następnego dnia.
Dziś wydaje się śmiesznym to, co niegdyś mnie wpieniało, a innym przysparzało śmiechu. O, choćby pierwsze próby pływania na kanoe. Wlazłem ci ja do tego pływającego wehikułu i już po paru ruchach wiosłem, pewien nabytych umiejętności, ruszyłem na podbój bajorka. Ktoś zawołał mnie z brzegu, obróciłem się i balans poszedł się kąpać, a ja wraz z nim wylądowałem w wodzie. Im było wesoło, a mnie mokro.

Język się plątał, powstawały nowe, dla nikogo nie zrozumiałe makaronizmy. Kiedyś, podczas...
Czytaj całość
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 51 - 60 z 140
SMS misje