|
Papua Nowa Gwinea
|
Słowo od Wspólnoty Pallotynów w Papui Nowej Gwinei |
|
|
Drodzy Współbracia, Drogie Współsiostry, Czcigodni Rodzice i Rodzino, Drodzy Przyjaciele, na których Jacek, nasz Współbrat mógł zawsze liczyć.
Choć dzielą nas dziesiątki tysięcy kilometrów, choć nie usłyszycie szeptu naszych modlitw, choć nie zobaczycie na naszych twarzach łzy staczającej się po policzku jak kropla rosy spływająca rankiem po źdźble trawy, pragnę Was zapewnić w Imieniu Janka, Darka, Janusza i swoim: Jesteśmy z Wami i Wraz z Wami zanosimy nasze modlitwy do Dobrego i Kochającego Ojca w Niebie za Jacka: naszego Brata, Kapłana, Przyjaciela… Wierzymy i ufamy, iż On, Dobry Bóg, wysłucha naszych modlitw.
„…W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Oto idę przygotować Wam miejsce…”
Jezus nigdy nie rzucał słów na wiatr, nie wypowiadał słów bez znaczenia. Dzięki jednemu słowu chromy zaczynał chodzić; po krótkiej modlitwie Jezus nakarmił tłumy zgłodniałych słuchaczy, mając do dyspozycji znikomą ilość chleba i ryb…
Wierzymy, i wierzymy w to mocno, że słowa Jezusa o mieszkaniu dla nas, dla Jacka stają się rzeczywistością tu i teraz. I choć serce pełne jest pytań bez odpowiedzi: dlaczego teraz, a nie za lat kilkadziesiąt, powołałeś go, Panie do siebie, czyż nie mógł Twój sługa służyć Tobie i ludziom, którzy przez lata nie mieli i być może nie będą mieli kapłana? jednak mimo tego serce pełne jest wiary, iż Bóg wysłucha naszych modlitw: o miłosierdzie, o niebo, o wieczne szczęście dla naszego Współbrata Jacka.
W czasie... |
|
Czytaj całość
|
|
|
Zamiast wstępu. List ks. Jacka |
|
|
Kiedy w styczniu 2010 roku udawałem się do Polski na kapitułę prowincjalną, nawet przez myśl mi nie przeszło, że po 13 latach pracy na misjach w Papui Nowej Gwinei będzie to dla mnie podróż w jedną stronę.
Niemal bezpośrednio po wyjściu z samolotu znalazłem się w szpitalu. Najpierw było to nadciśnienie, ale po wielu badaniach diagnozy były coraz gorsze, aż doszło do tej najgorszej – jest nowotwór, który wywołał i inne schorzenia. Zaskoczenie było tym większe, że do momentu wyjazdu z Papui wszystko wydawało się być w porządku.
Nie da się opisać szoku, jaki ta diagnoza wywołała. Kłębiące się myśli, dlaczego tak się stało? Co dalej z moimi parafianami, do których już nie będę mógł wrócić, a którzy nie będą mogli liczyć na to, że znajdzie się kapłan, który zajmie moje miejsce, gdyż nie ma księży, a w diecezji jest 1/3 parafii bez księdza?
Powtarzające się pytania: przecież jeszcze... |
|
Czytaj całość
|
|
|
Parafia na wyspach. Kadawar |
|
|
Drugim filarem bramy w drodze do miasta z wyspy Biem jest KADAWAR. Co prawda, drzwi te nie mają górnej poprzeczki łączącej Ruprup i Kadawar, bo „ktoś ją zakorbolił”, ale wrażenie bramy i tak pozostaje.
Jest to niewielka wysepka z aktywnym wulkanem, który częściej raczej straszy, dymiąc i hucząc, niż faktycznie rozrabia na poważnie, ale i tak sieje popłoch wśród mieszkańców, więc lepiej być przezornym. Jak więc mu się tylko troszkę czknie, zaraz wszyscy – na trzy cztery – zbierają swój dobytek i biorą nogi za pas, uciekając do sąsiadów na Ruprup. Zazwyczaj po takiej eskapadzie, kiedy już wszystko wróci do normy, jakaś grupka pozostaje na stałe na uchodźstwie. Reszta wraca, by zapewnić ponowny wzrost populacji na macierzystej ziemi swych ojców. Przeludnienie im na razie nie grozi.
Nie ma tu piaszczystych plaż ani łatwych podejść do wyspy. Trzeba wiedzieć, gdzie podpłynąć i bujając na falach poczekać na mieszkańców, by się zebrali na skalistym nabrzeżu. Później wyczekać na odpowiedni moment i z falą podpłynąć. Oni w odpowiednim momencie złapią łódkę „pod pachy” i wyniosą z wody aż na klif, zanim przyjdzie kolejna fala.
Przy spokojnym morzu... |
|
Czytaj całość
|
|
|
Parafia na wyspach - Ruprup |
|
|
Wracając z wyspy Biem do miasta wjeżdżamy w bramę utworzoną przez dwa inne wyrostki wystające z morza – wyspy: Ruprup i Kadawar. Te odrzwia dzieli jakieś 10 km z haczykiem.
Sięgająca czterystu kilku (408 m) metrów nad poziom morza, Ruprup posiada malutką wysepkę satelitę, a całość otoczona jest rozległą i płytką rafą koralową. Ten teren trzeba znać, i to dobrze, by się w ogóle po nim poruszać. Nie jest to wulkan ani pozostałość po nim, ale, podobnie jak inne wyspy, ma gorące źródła na nabrzeżu, a zwieńczeniem góry jest malutkie jeziorko tuż obok szczytu. Wygląda zupełnie jak tonsurka w kępie bujnego buszu.
Wyspa prawdopodobnie kiedyś była całkowicie pod wodą, bo chodząc po buszu, nawet w okolicach szczytu, można w ziemi znaleźć muszle i kawałki rafy.
Roślinność to klasyczny las tropikalny, poprzecinany ... |
|
Czytaj całość
|
|
|
No i wreszcie po krzyku... |
|
|
Maj obfitował w wiele wydarzeń w naszej delegaturze, ale jedno między nimi było nader pozytywnym epizodem w naszym życiu. Po 18 roboczych tygodniach, rozłożonych na dwa lata, składania klocków na budowie, wreszcie zakończyliśmy budowę domu na stacji w parafii Roma (PNG), gdzie swą posługę pełnił ks. Jacek Bilik SAC.
Zaczęło się niepozornie – od zainicjowania przez proboszcza akcji zbiórki funduszy na budowę nowej plebanii, zwanej po naszemu „domem ojca”. Dobre dwa lata organizowania różnych akcji i zbierania funduszy wśród parafian i wielu przyjaciół zaowocowały funduszem wyjściowym, pozwalającym rozpocząć budowę. Trzeba tu dodać, że jak do tej pory w całej historii naszej diecezji jest to pierwszy taki przypadek, kiedy plebania powstaje mocą i własnym sumptem, czyli tylko parafian i proboszcza.
Potrzebne deski, belki i inne kształtki zostały wycięte pod czujnym okiem proboszcza na terenie parafii z wcześniej podarowanych przez parafian drzew. Na szczęście były to solidne drzewa i termity ... |
|
Czytaj całość
|
|
| | «« start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast. » koniec »»
| | Pozycje :: 1 - 10 z 108 |
|
|
|