Strona główna arrow Korea Południowa
Korea Południowa
Apostolat Miłosierdzia Bożego w Korei Drukuj Poleć znajomemu

Kiedy po raz pierwszy udałem się na czuwanie do Sanktuarium Pana Jezusa Miłosiernego w YangDokWon - a była to pierwsza sobota miesiąca, tuż po moim przyjeździe do Korei we wrześniu 2001 r. - zobaczyłem budynek bez dachu, a wiatr hulał wszędzie, bo nie było też okien.

Była tylko mała tymczasowa kaplica na pierwszym poziomie, gdzie modlili się ludzie.
Postawiłem sobie wtedy pytanie: „Co tych ludzi tutaj sprowadza z odległego Bundangu, Osanu, Seulu, Inchonu (a wymieniłem już trzy diecezje)?” Czy świeci słońce, czy pada deszcz, przyjeżdżają tutaj od 7 lat w pierwsze soboty miesiąca na czuwanie, by się modlić. Wśród nich są także wolontariusze, żołnierze z amerykańskich baz wojskowych, którzy często w dni czuwań pomagają najpierw przy budowie, a potem spędzają godziny nocne przed Panem - mimo tego, że są to ludzie o różnych...

Czytaj całość
 
Czy łatwo powiedzieć Bogu TAK? Drukuj Poleć znajomemu

Pochodzę z rodziny niechrześcijańskiej – mama jest buddystką, a ojciec niewierzący. Mama nie zachęcała nas specjalnie do buddyzmu, ale pilnowała, byśmy nie szukali innych religii. Tato zajmuje się architekturą. Jestem drugim z kolei z pięciu synów.

Moja droga do wiary zaczęła się mniej więcej w trzeciej klasie szkoły podstawowej, kiedy patrząc na różne programy dokumentalne o zwierzętach, o naturze, o świecie zachwycałem się pięknem świata. Wyczuwałem, że jest Ktoś, kto to wszystko stworzył. Zastanawiałem się długo i w końcu doszedłem do wniosku, że jest Bóg, Stworzyciel tego wszystkiego. Próbując zrozumieć na czym polega różnica między ludźmi i zwierzętami, bo w obu światach są jednostki słabsze i silniejsze, pomyślałem, że Pan Bóg stworzył ludzi nie tylko po to, żeby jedli i w miarę wygodnie żyli, ale też sobie wzajemnie pomagali.
Dorastałem w latach 1960 - 65. Była wtedy bardzo trudna sytuacja, wielu biednych, toteż ta wzajemna pomoc była często podkreślana w prasie i radio. Chciałem, jak dorosnę, być użytecznym człowiekiem, na wzór ojca – zostać architektem, a przy okazji...

Czytaj całość
 
Kapelan w koreańskim szpitalu Drukuj Poleć znajomemu

Przez 7 lat byłem kapelanem w szpitalu, prowadzonym przez siostry św. Wincentego á Paulo. Przez ten czas poznałem wielu ludzi, dzieliłem ich smutki i radości. Dane mi było ochrzcić niektórych spośród nich.

Jedną z tych osób była szesnastoletnia dziewczyna, chora na raka kości. Miała tylko mamę, która często ją odwiedzała i nieraz była świadkiem naszych rozmów. Dziewczyna przygotowywała się do chrztu, który miała przyjąć na Wielkanoc. Okazało się jednak, że wcześniej czeka ją amputacja nogi – w tym stanie zdrowia ryzykowna. Ochrzciłem ją więc z wody i udzieliłem sakramentu Namaszczenia Chorych przed operacją.
Na Wielkanoc, w szpitalnej kaplicy, z ogromnym wzruszeniem, ochrzciłem matkę i córkę.

Pod koniec lipca dziewczyna zmarła. Jej walkę z chorobą filmowała telewizja koreańska. Film miał zostać wyemitowany jeszcze za jej życia, ale nikt nie spodziewał się, że śmierć nastąpi tak szybko.
Ta dziewczyna poprosiła...

Czytaj całość
 
Moje doświadczenia z pobytu w Korei Płd. Drukuj Poleć znajomemu

22 sierpnia 2001 roku, kiedy w liturgii Kościoła czcimy wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Królowej, przybyłem do Korei Południowej. Wtedy w Europie była jeszcze noc – o godzinie 11.05 czasu lokalnego zostały otwarte drzwi samolotu na lotnisku w Incheon.

Korea powitała mnie piękną, słoneczną pogodą. Po przejściu odprawy paszportowej udałem się w kierunku wyjścia, gdzie w holu przylotów oczekiwał mnie tutejszy delegat, ksiądz Zbyszek Wasiński, z delegacją ludzi świeckich.
Mieszkam w Pundang-Dong – tutaj znajduje się nasz dom pallotyński. Mieszkamy w składzie: 3 księży, 1 brat (to ja) i pierwszy kleryk-nowicjusz, Koreańczyk.

Kraj, do którego przybyłem, zaskoczył mnie otwartością ludzi, którzy cieszą się bardzo, kiedy mogą pomóc. Przyjeżdżając tutaj trzeba ciągle uczyć się miejscowej kultury, polubić Koreańczyków, ich zwyczaje, a także jedzenie. Ja bardzo szybko polubiłem kuchnię koreańską. Kiedy zacząłem sam odwiedzać sklepy, urząd pocztowy doświadczyłem od ludzi tam pracujących dużo otwartości i życzliwości. Gdy podczas krótkiej chwili rozmowy dowiedzieli się, że jestem Polakiem, bratem...

Czytaj całość
 
Kult Miłosierdzia Bożego w Korei Płd. Drukuj Poleć znajomemu

Praktycznie do uznania s. Faustyny za świętą w Korei nie mówiło się o Miłosierdziu Bożym. O ile w Polsce czy nawet w Australii i Stanach Zjednoczonych kult Miłosierdzia Bożego jest już dawno szerzony, to w Korei mówiło się o tym jakby „za plecami” tamtejszego Kościoła.

Kiedy wkrótce po naszym przyjeździe zaproponowałem proboszczowi, żeby w Święto Miłosierdzia Bożego powiedzieć o Miłosierdziu Bożym pod kątem objawień, jakie otrzymała siostra Faustyna, prosił, żeby się wstrzymać, bo to jeszcze nie jest oficjalnie zatwierdzone. Mogliśmy więc mówić o Miłosierdziu Bożym na „kameralnych” spotkaniach modlitewnych. Staraliśmy się od początku naszej działalności zachęcać ludzi do odmawiania Koronki do Miłosierdzia Bożego. W naszej kaplicy jest duży obraz Jezusa Miłosiernego, więc przynajmniej jedno z prowadzonych przez nas spotkań modlitewnych było poświęcone temu tematowi.

Zmiana nastąpiła dopiero po ogłoszeniu siostry Faustyny świętą. Po raz pierwszy mogłem oficjalnie głosić kazania o Miłosierdziu Bożym – wzbudziły ogromne zainteresowanie. Kiedy pomagałem w parafii, w niedzielę mówiłem o tym na kilku Mszach świętych, na których...

Czytaj całość
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 61 - 68 z 68
SMS misje