|
Korea Południowa
|
Z historii Kościoła katolickiego w Korei |
|
|
Do Korei katolicyzm dotarł w sposób specyficzny – jest to jedyny kraj, do którego nie przynieśli go misjonarze, ale ludzie świeccy.
Wysłannicy koreańscy przy okazji wizyt dyplomatycznych odwiedzali w Pekinie kościoły katolickie i spotykali się z księżmi – jezuitami. Otrzymali od księży trochę katolickich książek i zabrali je do Korei – były to pisma jezuity Matteo Ricci, który dokonał wspaniałej syntezy między wrażliwością azjatycką a wymogami Ewangelii. Zainteresowały one uczonych koreańskich, którzy zaczęli rozumieć i cenić nową religię.
Era wiary katolickiej rozpoczęła się w 1784 r. – wtedy uczony arystokrata, z kręgu ludzi zainteresowanych katolickimi lekturami i próbujących naśladować cnoty świętych, Yi Soung-hun, wyjechał do Pekinu. Tam często kontaktował się z księżmi, a wreszcie poprosił ich o chrzest. Otrzymał imię Piotr. Po powrocie do kraju... |
|
Czytaj całość
|
|
|
Rozmowa z ks. Zbigniewem Wasińskim SAC, misjonarzem w Korei Południowej |
|
|
R. – W obecnym roku mija 20 lat od chwili rozpoczęcia pracy przez polskich pallotynów w Korei Południowej. Czy Ksiądz może nam przypomnieć, jakie były początki?
K. – Niefortunne i bardzo trudne. Dlaczego niefortunne? Kiedy w 1990 r. z Jurkiem Ciesielskim jako pierwsi pallotyni wyjeżdżaliśmy do Korei (w następnym roku dojechał do nas ks. Paweł Zawadzki), w Polsce była jedna Prowincja pallotyńska – Chrystusa Króla. Ówczesny Prowincjał, ks. Czesław Parzyszek SAC i Sekretarz ds. Misji, ks. Stanisław Kuraciński SAC, w porozumieniu z Księdzem Generałem, byli bardzo zdeterminowani, żeby otworzyć misję w Korei, gdyż w tym regionie świata, jeśli chodzi o pallotynów, była wielka biała plama. Toteż, po otrzymaniu zaproszenia, poczynione zostały plany i przeznaczone środki finansowe, by otworzyć pallotyńską misję w tym regionie świata. W 1993 r. nastąpił podział polskiej Prowincji na dwie: Chrystusa Króla oraz Zwiastowania Pańskiego, przez co, już na początku, wiele straciliśmy – zostały zamrożone środki finansowe, także te, które mogłyby zostać przeznaczone dla nas na zakup mieszkania czy domu. Nasza delegatura została przydzielona do nowej prowincji, która dopiero musiała tworzyć swoje struktury. Zresztą tak się złożyło, dla nas nieszczęśliwie, że tej prowincji przydzielono też inne misje, które wymagały wsparcia finansowego: w Papui Nowej Gwinei oraz Brazylii. Trudno było spodziewać się, że tylko Korea zostanie dofinansowana. Zresztą trudne początki mają za sobą misje we wszystkich tych krajach.
Przez 8 lat trwała nasza tułaczka – przeprowadzaliśmy się 9 razy na zasadzie... |
|
Czytaj całość
|
|
|
Posługa Kapelana |
|
|
Posługę kapelana podjąłem w czwartym roku naszego pobytu w Korei – w szpitalu św. Wincentego á Paulo. Ten największy w diecezji Suwon katolicki szpital prowadzą Siostry Miłosierdzia św. Wincentego á Paulo.
Należy on, wraz z siedmioma innymi szpitalami i Wyższą Szkołą Medyczną, do Katolickiego Centrum Medycznego. Oprócz pracy w szpitalu odprawiałem Msze Święte dla Sióstr, które tuż obok miały swój Dom Generalny.
Posługa moja przypadła na czas prac związanych z budową nowego szpitala czyli przebudową starych i budową nowych budynków, oraz wielu innych trudności i wyzwań. Podczas szczególnego natężenia prac słyszeliśmy czasem, nieskorych do narzekań Koreańczyków jak mówili, że trzeba mieć „niezłe zdrowie”, aby tu się leczyć. Dla nas jako pallotynów prace budowlane okazały się korzystne, gdyż przy okazji Siostry zgodziły się na rozbudowę domu kapelana, który przez jakiś czas wynajmowaliśmy jako naszą siedzibę.
W pracy szpitalnej pomagały mi... |
|
Czytaj całość
|
|
|
Pan Jezus tego chciał |
|
|
Przyleciałem do Korei 10 kwietnia 1991 roku. Leciałem z Australii – należałem do drugiej, niewielkiej grupki, która miała dotrzeć do Korei.
W pierwszej polecieli ks. Zbyszek Wasiński i ks. Jurek Ciesielski. Byli o 11 miesięcy wcześniej. Zainstalowali się u księży Maryknoll – jest to amerykańskie zgromadzenie księży i misjonarzy świeckich, którego głównym charyzmatem jest zakładanie struktur Kościoła. Toteż jadą, gdzie się da, gdzie jest bardzo trudno i robią, co się da. Zakładają wspólnoty, budują jakiś prosty kościół według możliwości i oddają to wszystko lokalnemu biskupowi. Ich charyzmat jest całkowicie bezinteresowny, może trochę trudny, ale bardzo piękny. Zgromadzenie cieszy się ogromnym uznaniem Kościoła katolickiego w Korei.
I właśnie do mieszkających u nich księży Zbyszka i Jurka dołączyłem ja. Przez jakiś czas mieszkaliśmy razem, a potem oni poszli pomagać w różnych parafiach, osobno, żeby praktycznie uczyć się tego wspaniałego języka.
Mieszkałem tam przez rok.
Warto nadmienić, że Korea... |
|
Czytaj całość
|
|
|
Czas, który przestałem mierzyć zegarkiem... |
|
|
Jeszcze niedawno zacząłbym tę refleksję przypomnieniem, że od czasu mojego przylotu do Korei Południowej minęło już (albo dopiero) półtora roku, a czas, który przede mną, wciąż nie jest przez nikogo z ludzi, a tym bardziej przeze mnie określony.
Cieszę się również faktem – że jeszcze przed pierwszym urlopem, który jak stali Czytelnicy „Horyzontów” dobrze wiedzą, dla pallotyńskich misjonarzy przypada co dwa lata i trwa dwa miesiące – miałem możliwość przyjazdu do Polski na Kapitułę Prowincjalną, która jest najważniejszym wydarzeniem dla każdej Prowincji i odbywa się co trzy lata. W trakcie tych kilkunastu dni spędzonych w Polsce, usłyszałem wiele ciepłych słów od Was – Czytelników „Horyzontów”, szczególnie od tych nieustannie oczekujących nowości z Korei.
Jak już wiecie mija dwadzieścia lat pobytu polskich pallotynów na ziemi koreańskiej – palcówki i działalności tak różnej od innych placówek misyjnych na całym świecie.
Jak ci tam jest, jacy są ludzie, jakie prowadzą życie religijne, czy już masz dosyć, kiedy wracasz, czy jest sens tam być skoro w Polsce coraz gorzej z powołaniami i utrzymaniem parafii? Te i tym podobne pytania słyszę...
|
|
Czytaj całość
|
|
| | «« start « poprz. 1 2 3 nast. » koniec »»
| | Pozycje :: 1 - 10 z 30 |
|
|
|