Strona główna arrow Nauczanie
Nauczanie
Chrystus lekarzem człowieka Drukuj Poleć znajomemu
Kiedy biegniemy „ścieżkami” Ewangelii na kartach Pisma Świętego Nowego Testamentu często napotykamy Chrystusa uzdrawiającego (leczącego) człowieka z jego przeróżnych chorób. To uzdrawianie ma bardzo szeroki wymiar – nawet do przywrócenia życia.

Gdy Chrystus przychodzi do domu Piotra, uzdrawia jego teściową od gorączki (Łk 4, 38-39). Można odnieść wrażenie, że to takie prozaiczne – gorączka jest, gorączki nie ma. W normalnych warunkach znika ona pod wpływem odpowiednich leków. Jest ich dzisiaj wiele. Te reklamowane kreowane są nawet na „cudowne”. Ale prawdziwy cud był tam, w Kafarnaum. Tam była moc Boga, a nie chemia. Ta moc nie zostawiła skutków ubocznych. A dar uzdrowienia nie wymagał pieniędzy. Tym, którzy mieli kłopot z chodzeniem, przywracał moc w nogach (Mt 9, 1-7). W jednym przypadku Chrystus sięgnął głębiej w człowieka: „Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy” (Mk 2, 1-12). Dla Niego ważniejsze jest zdrowie duszy. Kobieta cierpiąca na krwotok latami wydawała pieniądze na lekarzy i ciągle była chora. Wystarczyło dotknąć szaty Jezusa z wiarą i zdrowie wróciło. Z wielu innych chorób duszy i ciała uzdrowił Pan człowieka: trądu (Mt 8, 1-3, Łk 5, 12-13); niemocy (Łk 13, 11-13); epilepsji (Mk 9, 14-27). Dla tych, którzy mieli wielką wiarę, dokonywał uzdrowień nawet na odległość (Mt 8, 5-10; J 4, 46-53). Gdy miał uzdrowić ślepych (zob. J 9, 1-7) pytał ich o wiarę: „Wierzycie, że mogę to uczynić?” (Mt 9, 27-30). Dopiero, gdy wyznali swoją wiarę, dokonał cudu. Uzdrowił też głuchoniemego (Mk 7, 31-37). Dar uzdrawiania Chrystus przekazał swoim Apostołom (Dz 3, 1-8; Dz 9, 32-41). Dar ten trwa w Jego Kościele i dziś. Objawia się w różny sposób. Najpełniej w sakramencie chorych. „Choruje ktoś wśród was? Niech sprowadzi kapłanów Kościoła, by się modlili nad nim i namaścili go olejem w imię Pana. A modlitwa pełna wiary będzie dla chorego ratunkiem i Pan go podźwignie, a jeśliby popełnił grzechy będą mu odpuszczone” (Jk 5, 14 -15). Św. Jakub mówi o człowieku chorującym, o mocy dźwigającej chorego, której udziela Pan, o modlitwie przynoszącej ratunek i odpuszczeniu grzechów. To wszystko ma sens dla człowieka wierzącego. Chrystus zanim uzdrowił lub uwolnił od złego ducha czy grzechu, pytał o wiarę. A jeśli nie pytał, to wiedział, że człowiek proszący wierzy w Jego moc. Znał wiarę paralityka i jego przyjaciół – dlatego dokonał podwójnego cudu: uzdrowił jego duszę i ciało (Mk 2, 1-12). Człowiek wierzący prosi nie tylko o uzdrowienie ciała, ale i duszy – żałuje za grzechy, a Pan je przebacza. To tajemnica sakramentu chorych. Trudno mówić o wierze po śmierci człowieka. Trudno też wtedy mówić o chorobie – śmierć zamyka wszystko w doczesności. Dlatego nie sposób udzielać tego sakramentu umarłym. Św. Jakub mówi: niech kapłanów sprowadzi chory, nie rodzina. To on, chory, w duchu wiary zaprasza Chrystusa obecnego w Kościele przez kapłaństwo. I tylko wtedy należałoby udzielać sakramentu chorych. Rodzina jest tylko „narzędziem”, posłannikiem woli chorego. Wezwano mnie kiedyś do „namaszczenia” zmarłego tatusia: „Proszę księdza, czekaliśmy, aż tato umrze, bo on nie chciał księdza, bo nie chciał umierać”. Zapytałem po co to wszystko? Odpowiedź mnie zaskoczyła: „Bo jeśli ksiądz nie „namaści”, będą problemy z pogrzebem”. Owszem, mogą być problemy, ale nie z braku „namaszczenia”, lecz z braku wiary tatusia. Przecież nie chciał pomocy Chrystusa. Bez Niego nie sposób dostać się do nieba. Tu właśnie jest problem! Nie ma ostatniego namaszczenia. Jest sakrament chorych – żyjących. A do nieba nie wjeżdża się „ślizgiem po oleju”! Ostatnia jest śmierć, a o Wieczności rozstrzyga nie olej, a wiara. Olej jest tylko znakiem. Stosowali go już Apostołowie (zob. Mk 6, 13). Mocy tego sakramentu doświadczyłem przed 27 laty. Około 1.00 w nocy zostałem wezwany do umierającego człowieka. Kiedy wszedłem do mieszkania, zauważyłem przy łóżku chorego kartkę, która okazała się aktem zgonu. Zapytałem rodzinę, dlaczego wezwano mnie do umarłego. Rodzina wyjaśniła, że kiedy prosili o posługę kapłańską, człowiek ten jeszcze żył. W międzyczasie wezwano pogotowie ratunkowe i lekarka stwierdziła zgon. W tej chwili coś się we mnie rozjaśniło. Podszedłem do „umarłego”, ująłem go za rękę, a on otworzył oczy. Poprosiłem rodzinę o opuszczenie pokoju. Chory się wyspowiadał, przyjął Komunię św. i namaszczenie olejem chorych. Po chwili cichej modlitwy drżącym głosem powiedział, że bardzo czekał na Pana Jezusa. Czekał, bo wierzył, że On mu pomoże. Pomógł przez sakrament chorych. Tydzień później, przechodząc obok bloku, w którym mieszkał, zobaczyłem go idącego powoli chodnikiem, podpierającego się laską. Naprawdę zmarł dopiero po 6 miesiącach. Przez modlitwę pełną wiary jego i Kościoła Pan go podźwignął, uratował, uwolnił od grzechu. Przez wiarę. Tę prawdę potwierdza Sobór Watykański II, a za nim Katechizm Kościoła Katolickiego w numerze 1499: „Przez święte chorych namaszczenie i modlitwę kapłanów Kościół poleca chorych cierpiącemu i uwielbionemu Panu, aby ich podźwignął i zbawił; a nadto zachęca ich, aby łącząc się dobrowolnie z męką i śmiercią Chrystusa przysparzali dobra Ludowi Bożemu”. Zatem sakrament chorych jest darem Boga w Kościele dla podźwignięcia człowieka z choroby, która jest uczestnictwem w zbawczym cierpieniu Chrystusa. Dla przyjmujących ten sakrament z wiarą, jest on obroną przed rozpaczą, która często towarzyszy chorującemu. Do doświadczenia mocy tego sakramentu potrzebna jest wara przyjmującego i wiara Kościoła. „Namaszczenie chorych «nie jest sakramentem przeznaczonym tylko dla tych, którzy znajdują się w krańcowym niebezpieczeństwie utraty życia»” (KKK1514). To sakrament chorych, a nie tylko starych i umierających. Jeśli choroba trwa dłużej i przebiega z różnym nasileniem można ten sakrament przyjmować częściej. „Jeśli chory, który został namaszczony, odzyskał zdrowie, w przypadku nowej ciężkiej choroby może ponownie przyjąć ten sakrament. W ciągu tej samej choroby namaszczenie chorych może być udzielona powtórnie, jeśli choroba się pogłębia. Jest rzeczą stosowną przyjąć sakrament chorych przed trudną operacją. Odnosi się to także do osób starszych, u których pogłębia się słabość”. (KKK 1515). Jest rzeczą oczywistą, że sakrament chorych przyjmuje się, jak każdy sakrament, w stanie łaski uświęcającej. Dlatego często z sakramentem tym wiąże się sakrament pojednania (spowiedź). Przyjmowana Komunia św. jest Pokarmem Życia wiecznego. W celebracji sakramentu chorych, szczególnie w domu chorego, powinna uczestniczyć (z wyjątkiem spowiedzi) jego rodzina, biorąc czynny udział, a nie tylko jako widzowie. Niekiedy sakramentu chorych udziela się większej grupie chorych i starszych, np. w czasie Dnia Chorego (11 luty) lub misji parafialnej. Dzieje się to w czasie Mszy św. w obecności wspólnoty parafialnej. Choroba w tajemniczy sposób wiąże się z grzechem, złem, ale nawrócenie do Boga daje powrót do zdrowia i życia – w wymiarze ziemskim (por. KKK 1502). W Chrystusie grzeszny człowiek (stary) został przybity do Krzyża, a w Zmartwychwstaniu narodził się nowy. Odtąd cierpienie człowieka łączone z cierpieniem Chrystusa ma moc zbawczą. Choroba, cierpienie staje się drogą nawrócenia (por. KKK 1502). Byłem jeszcze początkującym kapłanem, a czas był groźny (niedawno skończył się stan wyjątkowy), kiedy ok. godz. 2.00 w nocy zostałem wezwany do chorego. Po chwili z przerażeniem zobaczyłem, że wiozący mnie kierowca wjeżdża w bramę szpitala MSW. Nie pamiętam już piętra, ale pokoik był jednoosobowy. Chory (ok. 65 lat), obok żona, dwie córki. Po ich wyjściu chory chwyta moją dłoń i mówi: Jestem pułkownikiem Ludowego Wojska Polskiego. Według lekarzy powinienem już nie żyć, ale czuję, że mam jeszcze coś do załatwienia. Proszę o spowiedź. Rzeczywiście, było COŚ. Po przyjęciu Komunii św. oraz namaszczeniu olejem i modlitwie jeszcze raz uchwycił moją dłoń i odszedł do wieczności. NAWRÓCONY! Szczególną formą sakramentu chorych jest Wiatyk, którego udziela się w obliczu śmierci. Tu jest on drogą przejścia do Bożego Królestwa (por. KKK 1524). Ks. Jan Siwiec SAC „Miarę człowieczeństwa określa się w odniesieniu do cierpienia i do cierpiącego. Ma to zastosowanie zarówno w przypadku jednostki, jak i społeczeństwa. Społeczeństwo, które nie jest w stanie zaakceptować cierpiących ani im pomóc i mocą współczucia współuczestniczyć w cierpieniu, również duchowo, jest społeczeństwem okrutnym i nieludzkim” (Jan Paweł II, Encyklika Spe salvi, 38).
 
Sakrament umocnienia Drukuj Poleć znajomemu
Pracowałam wiele lat w szpitalu we Włoszech. Tam osobowości ludzi są jednak inne niż w Polsce. Miałam możliwość zaobserwować podejście chorych i ich rodzin do sakramentu namaszczenia chorych.

W dalszym ciągu pokutuje przekonanie, że jest to ostatnie namaszczenie i ludzie bardzo się go boją. Boją się, bo śmierć jest z jednej strony spotkaniem z Panem Bogiem, a z drugiej strony czują lęk przed sądem. Nikt chyba – ksiądz, osoba zakonna czy świecka – nie powie, że nie boi się śmierci. Nie spotkania z Panem Bogiem, bo On jest Miłosierdziem, ale sądu. Chyba nikt z nas nie czuje się do końca przygotowany do pójścia na spotkanie z Panem Bogiem i obawiamy się większej lub mniejszej kary za popełnione grzechy.
A lęk przed przyjęciem namaszczenia chorych traktowanym jako ostatni sakrament, po którego przyjęciu zaraz się umrze, wynika z nieświadomości, że tak naprawdę jest to sakrament umocnienia.

Przecież po jego przyjęciu wielu chorych powróciło do zdrowia.
Przykładem jest...
Czytaj całość
 
Orędzie na Światowy Dzień Misyjny 2011 Drukuj Poleć znajomemu
ZGLOBALIZOWANY ŚWIAT PILNIE POTRZEBUJE EWANGELIZACJI 
«Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam» (J 20, 21)

Z okazji Jubileuszu Roku 2000 czcigodny Jan Paweł II na początku nowego tysiąclecia ery chrześcijańskiej stanowczo podkreślił potrzebę odnowienia zobowiązania, by nieść wszystkim orędzie Ewangelii «z takim samym entuzjazmem jak pierwsi chrześcijanie» (por. list apost. Novo millennio ineunte, 58). Jest to najcenniejsza posługa, jaką Kościół może ofiarować ludzkości i każdej poszczególnej osobie, poszukującej głębokich racji, by żyć pełnią swojego życia. Dlatego też to właśnie wezwanie rozbrzmiewa każdego roku w czasie obchodów Światowego Dnia Misyjnego. Nieustanne głoszenie Ewangelii ożywia bowiem także Kościół, jego zapał, jego ducha apostolskiego, odnawia jego metody duszpasterskie, tak aby zawsze odpowiadały nowym sytuacjom – również tym, które wymagają nowej ewangelizacji – i by ożywiał je zapał misyjny: «Misje bowiem odnawiają Kościół, wzmacniają wiarę i tożsamość chrześcijańską, dają życiu chrześcijańskiemu nowy entuzjazm i nowe uzasadnienie. Wiara umacnia się, gdy jest przekazywana! Nowa ewangelizacja ludów chrześcijańskich znajdzie natchnienie i oparcie w oddaniu się działalności misyjnej» (Jan Paweł II, enc. Redemptoris missio, 2).

Idźcie i głoście

Ten cel jest wciąż stawiany na nowo przez sprawowanie liturgii, zwłaszcza Eucharystii, która kończy się zawsze powtórzeniem polecenia zmartwychwstałego Jezusa, skierowanego do apostołów: «Idźcie...» (Mt 28, 19). Liturgia jest zawsze...
Czytaj całość
 
Per Mariam Soli Deo Drukuj Poleć znajomemu
30 rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia – Kard. Stefana Wyszyńskiego zrodziła potrzebę ponownego pochylenia się nad Jego życiem i posługą w Kościele, które były i są dla Narodu Polskiego darem znaczącym, i to bardzo.

Rysem charakterystycznym Jego duchowości była maryjność. Refleksja nad nią po raz kolejny zaprowadziła mnie do doświadczenia czegoś, co jest niemal marginesem w naszym pojmowaniu roli Maryi w życiu poszczególnych ludzi i całego Kościoła. Przynajmniej takie jest moje odczucie, a chyba nie tylko moje.

Maryja nie chce zatrzymać nas ani na sobie ani dla siebie. Ona jest drogą do Syna – Chrystusa, drogą do Boga.

„Per Mariam soli Deo” to biskupie zawołanie Wielkiego Prymasa. Przez Maryję do Boga, do samego Boga.

Ta prawda bardzo słabo jest obcena w przepowiadaniu Słowa Bożego we współczesnym Kościele. Ciągle kręcimy się wokół jakichś nadzwyczajności, a umyka nam prawda o tym, że Maryja doświadczyła normalnego, twardego życia. Wszak była człowiekiem i żyła wśród ludzi. Była pięknym człowiekiem, bo bez grzechu pierworodnego poczęta, ale to nie uchroniło Jej od problemów, bólu i cierpienia.

Bł. Jan Paweł II nazywał Maryję Nauczycielką i Mistrzynią życia. Czego zatem może Ona nas nauczyć?

Modlitwy
Nie tyko w popularnym jej znaczeniu, czasem z nią (prawdziwą modlitwą) nie mającym nic wspólnego. Jej modlitwa była pełnią otwartości człowieczeństwa dla Boga, gotowości przyjęcia Jego woli. Była otwarta, dlatego wszedł do Niej Anioł – Boży Posłaniec. Wszedł bo „drzwi” były otwarte. Była gotowa, więc mógł Jej oznajmić wolę Boga – Jego odwieczne pragnienie posłania swego Syna dla zbawienia człowieka i świata.

Zgody
Ona nie musiała się zgodzić; była wolnym człowiekiem, jak ten pierwszy i każdy następny. Wiadomość była jak „grom z jasnego nieba”. Miała już jakoś poukładane życie osobiste, rodzinne, małżeńskie. Chyba jednak nie planowała teraz realizacji macierzyństwa, tym bardziej, że „nie znała jeszcze męża”. Wszystko działo się jakby poza normalnym porządkiem rzeczy, było wielkim zaskoczeniem. Dlatego zapytała: „jakże się to stanie…”. Gdzieś w głębi przyszło wyjaśnienie – głos Anioła, sumienia, tego najtajniejszego sanktuarium, gdzie człowiek spotyka się z Bogiem. I choć tego nie planowała w tym momencie, jednak przyjęła dar Życia. Za cenę zburzenia osobistych planów, radości z bycia blisko z Oblubieńcem, a może czegoś więcej.

Służby
Dowiedziawszy się od Anioła, że jej krewna Elżbieta też została obdarowana darem życia, co ze względu na wiek zrodziło potrzebę pomocy, Maryja natychmiast biegnie, by usłużyć brzemiennej. Taka postawa dziś zmniejszyłaby ilość zamordowanych dzieci nienarodzonych.
Maryja wraz z darem służby człowiekowi zaniosła też DAR ŻYCIA – BOŻEGO SYNA. Dlatego w wielu znakach obecności (obrazach) niesie Go do nas na rękach.

Zaufania
Godząc się na ofiarowanie Bożemu Synowi człowieczeństwa, Maryja musiała się zmierzyć z dramatem Jego Narodzenia). Miała prawo oczekiwać godnych warunków wydania na świat Zbawiciela, a otrzymała grotę wykutą w skale, twardy żłób, kłujące siano i słomę… Nasze stajenki to pałace wobec tamtej. Zaufała, że tak trzeba.
Żeby zrodzić życie nie potrzeba sali wyposażonej w komputerowe (najnowocześniejsze) narzędzia. Wystarczy miłość.

Ofiarowania
Maryja, nie zatrzymała swego skarbu dla siebie. Poniosła Go do świątyni, miejsca szczególnej obecności Boga. Jak każda ofiara, tak i ta była trudna. Była zapowiedzią miecza przenikającego Serce, to Niepokalane (Niepokalanej). Każdy dar próbuje się w ogniu, szczególnie taki jak TEN.
Człowiek nie jest własnością rodziców lecz Boga. Oddawanie go Bogu bywa bardzo bolesne.

Obrony życia
Kiedy wyciągnęły się ręce Heroda, by zabić ŻYCIE, ona mocno przytuliła swój Skarb i zbiegła do Egiptu, gdzie te ręce już nie sięgały. Trudna droga, trudna miłość.
Życie „zagroziło” śmierci czającej się w sercu Heroda, dlatego włożył w ręce żołnierzy miecz, by ścinali głowy małych dzieci, w nadziei, ze wśród nich będzie Ten Jedyny, który zagroził „karierze” władcy.
Dzisiaj władcy uzbrajają swoich żołnierzy w bardziej wyrafinowane narzędzia. Może uda się w małym, bezbronnym nienarodzonym zabić Tego Jedynego

Wychowawczej troski
Gdy 12-letni Syn się zgubił, najpierw szukała Go wśród ludzi, ale ostatecznie poszła tam, gdzie On czynił sprawy Ojca . Wiedziała, że skoro prowadziła Go do świątyni, a nie do pubu czy dyskoteki, znajdzie Go tam, gdzie wskazała Mu dogę.
Człowiek prowadzony do Boga, znajdzie dla siebie miejsce szczęścia. Czasem jest ono tam, gdzie czyni się sprawy Boga w sposób
szczególny.

Towarzyszenia
Maryja dyskretnie towarzyszyła swojemu Synowi nawet wtedy, gdy Jego Matką i braćmi byli już ci, którzy pełnili wolę Ojca, który jest w niebie. Zawędrowała też do Kany Galilejskiej, na wesele. To Ona pierwsza z ludzi zauważyła rodzący się dramat młodych – brak wina. To Ona wiedziała komu tę sprawę powierzyć – Synowi, który wszystkiemu może zaradzić. Nie zwątpiła nawet wtedy, gdy wydawało się, że On ignoruje Jej prośbę. To zaufanie zrodziło cud, sprawiło, że On zamienił wodę w wino.
Towarzyszyła nie tylko Synowi, ale człowiekowi. Tak Czyni zawsze.
Jednak bardziej niż na winie zależało Jej na tym, by ludzie czynili to co powie im Syn.

Wierności
Patrzyła jak mordują Jej Syna. Teraz On kona na Krzyżu, a Jej Serce przebije miecz boleści. Teraz w pełni dokonuje się powiedziane w Nazarecie FIAT.
Jej wierność sprawiła, że Syn uczynił Ją Matką człowieka, ludzi. Kto chce Ją zabrać do siebie, jak Jan, musi stanąć pod Krzyżem, gdzie umiera mistycznie Boży Syn w Tajemnicy Zbawienia.

Znów modlitwy

Kiedy świat został ogłuszony ALLELUJA, Ona poszła do Wieczernika, by trwać na modlitwie z braćmi Syna. Jej miejsce jest przede wszystkim wśród ludzi, szczególnie tych gromadzących się w Imię Jezusa Chrystusa. Szuka też tych, którzy Go zdradzili, jak Judasz, który w imię kariery, ideologii czy wygody, czasem też wyuzdanego użycia Go odrzucili.

Ks. Jan Siwiec SAC

 
Żyć wiarą znaczy włączyć się w egzystencję Chrystusa Drukuj Poleć znajomemu
W Jezusie możemy odkryć naszą prawdziwą naturę i nadać wartość naszej ludzkiej godności. Głosić Chrystusa tak, aby obraz Boga na nowo znalazł się w centrum życia każdego człowieka – oto ostateczny cel „nowej ewangelizacji”.

Wy, w sposób szczególny powołani na mocy waszego charyzmatu do ożywiania wiary i do rozbudzania miłości w każdym środowisku, nie możecie tracić z oczu opcji preferencyjnej na rzecz „obrazu Boga”, który musi zostać odkryty w każdym bracie i w każdej siostrze.

Rozpoznawajcie w każdym z nich oblicze Chrystusa, nadając wartość każdemu ludzkiemu istnieniu, niezależnie od Jego stanu i warunków życiowych. Tak właśnie postępował św. Wincenty Pallotti, który troszczył się jedynie o wewnętrzną odnowę ludzi i o ich uświęcenie.
Chcąc naśladować jego apostolską gorliwość, sami musicie przede wszystkim dążyć do świętości. Tylko w ten sposób będziecie mogli zachęcać do wchodzenia na tę drogę innych, mając na uwadze powszechne wezwanie do świętości, dobitnie przypomniane przez Sobór Watykański II. Ta świadomość jest wam potrzebna, abyście mogli wnieść swój wkład w dzieło nowej ewangelizacji.

Wy, Księża i Bracia Pallotyni, jesteście jak pień wielkiego drzewa, które poprzez uczestnictwo świeckich w urzeczywistnianiu pierwotnej intuicji charyzmatycznej swymi gałęziami sięga do różnych środowisk społecznych, aby je ożywiać autentycznym duchem ewangelicznym.
Aby wypełnić tę misję, musicie...
Czytaj całość
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 10 z 48