Strona główna arrow Misjonarz opowiada
Misjonarz opowiada
Rozmowa z ks. Wolfgangiem Weissem SAC Drukuj Poleć znajomemu

R. – Jako Radca Generalny Stowarzyszenia Apostolstwa Katolickiego ma Ksiądz do czynienia z pallotynami z różnych krajów, toteż prosimy o poszerzenie naszych wiadomości o pallotyńskich placówkach misyjnych. Jakie placówki misyjne Ksiądz odwiedził?
K. -
Byłem w Kamerunie, w Tanzanii, w Kongo, na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Południowej Afryce.

R. – Ksiądz miał możliwość poznać pracę misjonarzy. Co, zdaniem Księdza, oprócz trudności językowych, jest największym problemem w pracy misyjnej?
K. –
W niektórych państwach sytuacja polityczna stwarza bardzo duży problem, tak jak na Wybrzeżu Kości Słoniowej, które zawsze było uważane za kraj bardzo pokojowy, a teraz nagle stał się terenem zamieszek zbrojnych. W Rwandzie widzieliśmy do czego mogą doprowadzić wojny plemienne. Tam nadal są napięcia pomiędzy Tutsi i Hutu – to także stanowi duży problem. A oprócz tego wiele zwyczajnych spraw, jak kwestia odległości, drogi, żeby dotrzeć do wszystkich miejscowości. W Tanzanii widziałem takie drogi, że 10 czy 12 km trzeba było jechać przez godzinę.

Trudność stanowią też choroby, przede wszystkim malaria. Jak pierwszy raz byłem w Indiach „załapałem się” na malarię. Na szczęście nie wróciła już później, ale wtedy męczyła mnie długo. Leżałem w szpitalu Sióstr Urszulanek, o których zawsze...

Czytaj całość
 
Rozmowa z ks. Janem Rykałą SAC Drukuj Poleć znajomemu

R. - Kiedy i dlaczego Ksiądz zdecydował się na wyjazd do Papui Nowej Gwinei?
K. –
Już w szkole podstawowej i średniej bardzo interesowałem się geografią, a szczególnie Australią i Oceanią. Zawsze marzyłem, żeby tam pojechać, ale nigdy jako ksiądz. Chyba raczej jako naukowiec.
Kiedy skończyłem szkołę średnią, poszedłem na studia do Wrocławia, na geologię – studia skończyłem. W duszpasterstwie akademickim „Maciejówka” byłem zaangażowany w grupie misyjnej, do której należał ksiądz werbista, który pojechał do Papui Nowej Gwinei. Myślę, że to mnie ukierunkowało. Po skończeniu studiów poszedłem do pracy – pracowałem jako geolog. W końcu doszedłem do wniosku, że już czas się zdecydować. Poszedłem do werbistów, ale mnie nie przyjęli – powiedzieli, że mam powołanie, ale nie do nich. Zapukałem więc do pallotynów – nie znałem ich wcześniej, szukałem zgromadzenia misyjnego. Zostałem przyjęty. Kiedy byłem w nowicjacie, już jakieś pół roku, przyjechał prowincjał...

Czytaj całość
 
Rozmowa z ks. Czesławem Zającem SAC Drukuj Poleć znajomemu

R. – Ksiądz jest w Brazylii od początku misji polskich pallotynów w tym kraju.
K. –
Jestem w Brazylii od 30 lat. Początek -to było dla nas pójście całkowicie w nieznane. Nie wyobrażaliśmy sobie jak realnie ta Brazylia wygląda, ani jaka będzie nasza praca. Pojechaliśmy, zaproszeni do pracy wśród tamtejszej Polonii: ks. Jan Jędraszek, ks. Tadeusz Korbecki i ja. Już założyciel polskiej gałęzi zgromadzenia miał ideę przygotowania księży do pracy wśród Polonii i próbowaliśmy to realizować. Po niecałym roku prowincjał zalecił nam przejąć pracę po pallotynach włoskich w rejonie Rio de Janeiro, gdyż ze względu na wiek i brak powołań chcą oddać te placówki. W tej sytuacji przeszliśmy do Rio i tam na początek przyjęliśmy 2 parafie po pallotynach włoskich. To już było coś konkretnego, jakaś baza do dalszej pracy. Tam „przymierzaliśmy się” do Brazylii, a tu już była praca w kościołach, parafiach zorganizowanych przez Księży Pallotynów. Prace tam kontynuujemy dotychczas.

Na początku, jak mawiał ks. Korbecki, trzeba było utrzymać się na powierzchni wody, bośmy nie mieli doświadczenia, ani nie znaliśmy dobrze języka, ani nie mieliśmy kogoś, kto by nas...

Czytaj całość
 
Rozmowa z ks. Zbigniewem Lewandowskim SAC Drukuj Poleć znajomemu

R. – Po latach pracy w Brazylii zdecydował się Ksiądz na wyjazd do Meksyku. Czy Ksiądz widział wcześniej tę placówkę?
K. –
Pracowaliśmy w Brazylii, w tym czasie w parafii św. Sebastiana w Itaipu, Niteroi. Pamiętam, że przed Świętami Wielkanocnymi , na święceniach naszego miejscowego diakona był ks. Prowincjał i mówił nam, że już od 1995 r., kiedy to została do Polski przywieziona figura Jezusa Miłosiernego z Meksyku, trwają pertraktacje o przyjęciu placówki w Meksyku. Ks. Biskup z diecezji Nezaucoyotl chciał nam ofiarować jedną parafię, byśmy tam mogli pracować i szerzyć kult Miłosierdzia Bożego, gdyż chciał, by jego diecezja była poświęcona Miłosierdziu Bożemu jako pierwsza na świecie. Dlatego też w 1998 r., kiedy ks. Prowincjał wyrażał zaniepokojenie co zrobimy, bo od lutego powinien tam być ksiądz z Polski, a nie ma kto w tej chwili wyjechać, zgłosiłem się – jeśli nie ma nikogo z Polski, to ja mogę pojechać. Zdecydował się też ks. Tadeusz Korbecki.

Tak bez żadnego przygotowania znalazłem się w Meksyku. Wyjechałem z Brazylii 29 maja 1998 r., a 30 maja już byłem w Meksyku. Z lotniska „odebrał” mnie pan Skoryna. Zostałem przewieziony do ojców franciszkanów i w ich domu po raz pierwszy...

Czytaj całość
 
Rozmowa z ks. Adamem Suszko SAC Drukuj Poleć znajomemu

R. – Praca Księdza, jak na misje, ma trochę inny charakter, bo w Tenango del Aire powstaje Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, a także funkcjonuje parafia.
K. -
Mamy w planach rozwój tej parafii w Sanktuarium Miłosierdzia Bożego. To są początki – na razie zaczęliśmy od oczyszczenia terenu, od posprzątania. Ks. Lewandowski był tam wcześniej i on wyszedł do ludzi. Dla nich to też jest problem, bo my jesteśmy obcy, nie jesteśmy Meksykanami, ale myślę, że nas zaakceptowali. Ks. Zbyszek nawiązał dużo kontaktów. Miał nawet wywiad w telewizji przed Świętem Miłosierdzia Bożego, dzięki czemu wiele ludzi przyjechało na to święto. Pomału to się wszystko rozwinie.
Parafia jest biedna i nie ma możliwości budowy czy remontu czegokolwiek. Musimy jakoś sobie radzić, a jednocześnie zrobić coś takiego, żeby parafianie zainteresowali się tym, bo wybudowanie domu parafialnego, rekolekcyjnego czy nawet sanktuarium za nasze pieniądze to danie prezentu i oni tego nie będą szanować. Dlatego trzeba ich zainteresować, żeby włączyli się na miarę swoich możliwości.

R. - Jak przekonujecie ich, że jesteście z nimi i dla nich?
K. –
Zawsze któryś z nas jest w kancelarii parafialnej i jak ktoś przychodzi, zawsze jest ksiądz do dyspozycji. Księża meksykańscy nie przykładają się do tego – mają swoje godziny, odprawią Mszę św. i koniec. A my zawsze jesteśmy. Myślimy, żeby zająć się młodzieżą. Mamy grupy „Nocnej Adoracji” – „Adoratio Nocturno” – mężczyzn i kobiet, którzy po każdym pierwszym piątku...

Czytaj całość
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 21 - 30 z 34