Św. Wincenty Pallotti o ubogich
Bóg wiedział, że większość swych wyznawców znajdzie między ubogimi tego świata. Dlatego, chcąc nakłonić wszystkich do miłowania ubóstwa, sam w swej nieskończonej miłości stał się ubogim. Urodził się w ubóstwie, w ubóstwie żył i w ubóstwie umarł.

Ja [Maryja] – którą wybrał na swą Matkę – byłam uboga. Józef – Jego przybrany ojciec – był ubogim, Apostołowie byli ubodzy. Ci, których najbardziej umiłował – żyli w ubóstwie. Dlatego pragnę, mój synu, abyś w swoim ubóstwie nie zatracił skarbów ubóstwa Jezusa Chrystusa. Chrystus obierając w imię nieskończonej miłości życie skrajnego ubóstwa, uczynił tak nie tylko po to, by świecić nam przykładem, lecz także dlatego, by odkupione dusze otrzymały łaskę, która by im dopomogła do dźwigania ciężaru ubóstwa i do osiągnięcia z tego stanu zasługi. Dlatego z ufnością synowską uciekaj się zawsze do Mnie o pomoc. Ja zaś z macierzyńską miłością dopomogę ci w ofiarowaniu Ojcu Niebieskiemu nieskończonych zasług ubóstwa mojego Syna Jezusa, a łaska Boga Najwyższego spłynie na ciebie. Dzięki niej będziesz mógł zawsze cierpliwie znieść największy nawet niedostatek i nie obrazisz Boga zarzutami, skierowanymi przeciw Boskiej Opatrzności.

Biada nam, abyśmy godnie głosili przykazanie Pańskie: „Z tego co zbywa wam, dawajcie ubogim”, my zaś dla biednych nie mielibyśmy otwartych rąk, a przecież...
Czytaj całość
 
Doświadczenie Nadzwyczajnego Szafarza Eucharystii
Pewnego dnia przyszła do mnie moja znajoma, matka dwóch dorosłych, chorych synów i zapytała mnie czy mógłbym zanieść Komunię dla synów, gdyż sama nie jest w stanie zabrać ich do kościoła, gdyż ma jeszcze chora córkę, która wymaga całodziennej opieki.

Oczywiście że się zgodziłem, ale jako że ona mieszkała poza naszą parafią potrzebowałem zgody dwóch proboszczów – jej i mojego. Po otrzymaniu pozwolenia od proboszczów udałem się do domu chorych, aby przed zaniesieniem Jezusa poznać potrzeby każdego z nich. Po rozmowie z nimi i przygotowaniu ich na przyjęcie Komunii św. umówiłem się na konkretny dzień i powiedziałem, że wtedy ze mną przyjdzie ksiądz, aby mogli wyspowiadać się przed przyjęciem Jezusa. Tak też się stało.

Po wyspowiadaniu synów i matki powiedziałem księdzu, że jeszcze jest w domu chora córka, i poprosiłem go, aby udał się do niej i udzielił jej błogosławieństwa, gdyż ona cierpiała na rzadką chorobę, która paraliżowała...
Czytaj całość
 
Dni wielkiego i długiego święta
Było mi dane przeżywać odrobinę czasu w paru miejscach poza krajem ojczystym i – opierając się na tym doświadczeniu – stwierdzam, że Meksyk przekonywująco i bardzo konkretnie potwierdza prawdę o „świętującym” wymiarze natury ludzkiej. Odnoszę wrażenie, że wykorzystuje się w tym kraju każdą sposobność o charakterze religijnym i świeckim, by świętować.

Biorąc pod uwagę chrześcijańskie barwy świętowania, zadaję sobie pytanie, które dni kalendarza objawiają w sposób szczególnie intensywny religijne przeżycia Meksykanów? Dochodzę do wniosku, że chodzi o miesiąc grudzień.
Zdaję sobie sprawę z tego, że moja znajomość tej rzeczywistości jest jedynie cząstkowa. Ośmielam się jednak podzielić z Czytelnikami „Horyzontów Misyjnych” kilkoma odczuciami i spostrzeżeniami na ten temat, uwzględniając tylko religijny, chrześcijański koloryt świętowania.

DWIE GRUDNIOWE NOWENNY

Novena (Novenario) przed uroczystością Matki Bożej z Guadalupe
Powielam jeszcze raz pogląd, który – cytując mieszkańca Meksyku – wypowiadał także Święty Jan Paweł II. Chodzi mianowicie o opinię, że sto procent Meksykanów wyznaje religię guadalupańską, a około dziewięćdziesiąt procent przyznaje się do chrześcijaństwa.

Meksyk, patrząc od strony zewnętrznej, „przepełniony” jest na co dzień Panią z Guadalupe. Ileż obrazów i figur rzuca się w oczy! Nie chodzi jedynie o kościoły i kaplice. Wystarczy przejść się ulicami, zajrzeć na miejsca targowe, oglądać – podróżując – środki transportu czy też ubiory Meksykanów. ...


Czytaj całość
 
Zmarła dr Wanda Błeńska
27. listopada 2014 r. zmarła dr Wanda Błeńska, lekarka i misjonarka, nazywana Matką Trędowatych. Miała 103 lata. Pracowała 43 lata w Ugandzie. 

Była ambasadorem misyjnego laikatu
- mówi, przytaczając słowa Jana Pawła II, dyrektor krajowy Papieskich Dzieł Misyjnych ks. Tomasz Atłas. 

Wieczny odpoczynek racz Jej dać, Panie...
 
Wywiad z Panią Dr Wandą Błeńską-misjonarką

Kl. - Spędziła Pani Doktor czterdzieści trzy lata w Ugandzie niosąc pomoc ludziom chorym, trędowatym. W jaki sposób rozpoczęła się ta wielka przygoda życia?
W.B.
- O ile dobrze pamiętam, od najwcześniejszej młodości, zawsze chciałam być lekarką na misjach. Koniecznie lekarką. Jako dzieciak bardzo lubiłam czytać... Nie marzyłam jeszcze o konkretnym kraju, ale myślałam zawsze o Afryce. O Ugandzie natomiast wiedziałam tylko tyle, że tam było tych czterdziestu męczenników. Moje zainteresowania rosły wraz ze mną, więc gdy poszłam na uniwersytet, to już sama szukałam: Koło Misyjne, Sodalicja Mariańska, Związki Akademickie... I ja w tym byłam. Marzyłam o polskich misjach. Niestety było to niemożliwe. Zażądano, abym albo wstąpiła do klasztoru, albo wyjechała z mężem. Do klasztoru nie chciałam - powiedziałam, że nie mam powołania. Potem wybuchła wojna... Byłam na kursie medycyny tropikalnej i tam spotkałam Ojca Białego, który pracował na misjach w Ugandzie. Tak to się zaczęło. Nie oddałabym swojej pracy, jak to się mówi, nawet za całą herbatę chińską. Pokochałam tę pracę.

Kl. - Czy pamięta Pani Doktor dzień, w którym wyjechała Pani na misje? Proszę opowiedzieć o pierwszych wrażeniach i doświadczeniach.
W.B. -
Moje pierwsze zetknięcie z nową, misyjną rzeczywistością mogłabym podzielić na trzy etapy: kiedy wylądowałam w Afryce, następnie - kiedy znalazłam się w Ugandzie i wreszcie - kiedy przybyłam do konkretnej placówki.
Podczas podróży do Nairobi (Kenia), którą odbyłam statkiem, towarzyszyli mi Ojcowie Biali. Pytali mnie: Czy zna Pani tego księdza, który będzie...

Czytaj całość
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 46 - 50 z 842
http://www.horyzonty.misjesac.pl/help/screen.html