Ona nie zna pidgin

Przygotowanie do świąt w parafii to czas dość napięty i o tym wie każdy proboszcz, a odległości i nieprzychylne drogi komplikują tylko sprawę.

Kiedy byłem w parafii Turingi odwiedzałem po kolei wszystkie wsie, zwłaszcza te, gdzie nie było kościołów z tabernakulum i Eucharystią. Podczas takich odwiedzin była spowiedź, Msza św., a po niej odwiedziny chorych i starszych. Po spowiedzi i Mszy Świętej ruszyłem na obchód wsi. Lider szedł ze mną, by powiedzieć mi, gdzie czekają na mnie ludzi.

Prawie już na końcu wsi Mandowe podeszliśmy do małej chatynki.

– Tutaj jest jedna babunia, ale ze spowiedzi raczej nic nie będzie, bo ona nie zna języka pidgin – wyjaśnił mi lider – wskazując drzwi.
– Nic nie szkodzi – odparłem i wszedłem.

Dorwałem jakiś mały taborecik, usadowiłem się przy czymś, co służyło za łóżko, babcia usiadła i zaczęła spowiedź pięknym i czystym językiem pidgin. Po nauce i rozgrzeszeniu...

Czytaj całość
 
Misjonarz opowiada

Rozmowa z ks. Bartłomiejem Pałysem SAC, misjonarzem w Meksyku

R. – Dlaczego jako miejsce swojej pracy wybrał ksiądz Meksyk?

K. – Pewne rzeczy trudno odrzucić, kiedy Bóg zaprasza. A zaczęło się od dwóch dziewczyn, które bardzo chciały zostać świeckimi misjonarkami w Peru. To chyba przez nie złapałem „bakcyla misyjnego” z ukierunkowaniem na Amerykę Łacińską, a że u Pallotynów mogłem wybrać... jestem w Meksyku.

R. – Proszę nam opowiedzieć o swojej parafii i parafianach.

K. – Razem z ks. Zbigniewem Ziębą, proboszczem, posługuję w parafii pw. Matki Bożej Gromnicznej w Nezahualcoyotl (dla uproszczenia mówi się też „Neza”) – co oznacza w języku azteckim: głodny kojot. Miasto ponad dwumilionowe, które powstało na wyschniętym jeziorze Texcoco, istnieje niecałe 50 lat. Toteż parafianie pamiętają początki wznoszenia tej aglomeracji z dosłownego błota i budowy kościoła parafialnego, gdzie na początku, aby uzbierać pieniądze na świątynię urządzano ring do lucha libre.

Ludzie w większości przybyli tu z prowincji, z różnych stanów, przez co tak parafia jak i miasto wzbogaciło się o przyniesione tradycje i przyzwyczajenia religijne. Tzw. „parafianie praktykujący” są bardzo oddani. Wiele kobiet pracuje jako katechetki oraz w różnych grupach formacyjnych czy pastoralnych, których jest ogólnie ok. 20.
Gorzej z tymi parafianami, którzy są katolikami ...

Czytaj całość
 
Z zupą przez rzekę

W Novo Airao od listopada ubiegłego roku dzieci z Pastoral da Crianca otrzymują zupę w naszym centrum parafialnym. Stwierdziliśmy, że w mieście jest 250 rodzin, które mają dzieci w wieku przedszkolnym, ale nie mają żadnych środków na ich utrzymanie.

Dzieci w wieku szkolnym otrzymują posiłki w szkole, ale młodsze nie mają takiej możliwości. Aby im pomóc zbudowałem kuchnię przy szkole, która jest w pobliżu naszego domu. Tam od poniedziałku do piątku przygotowujemy zupy dla tych rodzin. Każdego dnia przychodzą starsze dzieci albo rodzice, którzy zabierają zupę dla małych dzieci.

Jest grupa dzieci mieszkających po drugiej stronie igarape. Zauważyłem, że dzieci przychodzą mokre, ociekające wodą.

Zapytałem, dlaczego są takie mokre. Powiedziały, że przepływają przez igarape.
– Jak wracacie z zupą?
– Wpław.
– A jak sobie radzicie z garnkiem zupy?
– Trzymamy w jednej ręce, a drugą płyniemy.

Poszedłem zobaczyć – faktycznie tak jest. Już miałem...

Czytaj całość
 
Przedstawienie

Wśród papuaskiej młodzieży dużym problemem jest nadużywanie alkoholu i narkotyków. W rejonie, w którym pracujemy, uprawiana jest marihuana. Państwo wprawdzie zakazuje tego procederu, ale nikt nie niszczy upraw, nikt nie kontroluje, co rośnie na polach.

Podobnie jest z alkoholem – niby utrudnia się jego nabycie, ale jest wytwarzany metodą domową, prawdopodobnie przekazaną przez białych.

O tych problemach mówiło przedstawienie przygotowane przez dziewczyny w Romie z okazji święta parafialnego.
Dziewczyny przebrały się za mężczyzn: długie spodnie, koszule, czapki i starały się pokazać, co jest przyczyną takiej sytuacji, akcentując jednocześnie wagę problemu.

Kilka z nich stoi obok siebie z butelkami piwa...

Czytaj całość
 
O Hilldzie, wężu, śmierci i sangumie

Na imię miała Hilda, a zmarła po ukąszeniu jadowitego węża. Podobne problemy mają miejsce przy śmierci wielu ludzi.

Najpierw zaniedbanie choroby i brak pomocy choremu, później, gdy chory umrze – wielki płacz, żal, nagle jest pomoc, pieniądze, wszystko... dla zmarłego.
Następnie zazwyczaj wioskowy pogrzeb, żałoba, odszkodowanie, a przede wszystkim szukanie sangumy czyli tego, kto spowodował śmierć. Wzajemne obwinianie się i „duchowy strajk”, czyli pretensje do Pana Boga.

Hilda skończyła swoją edukację na drugiej klasie. Zamiast chodzić do szkoły pomagała rodzinie w biznesie kakaowym. Przy tym ukąsił ją wąż.
Rodzice, jak w wielu przypadkach, tłumaczyli się, że nie mają pieniędzy na edukację dzieci.
Ojciec Hildy pracuje w prywatnym przedsiębiorstwie w najbliższym miasteczku (Maprik), a mama zajmuje się domem i ogrodem, ale często – według sąsiadów – ulegała pokusie gry w karty (to taki lokalny hazard, obok bingo), marnując pieniądze.

Gdy wąż ukąsił Hildę w nogę, ta powiedziała o tym mamie, ale na początku myślano, że to nic poważnego. Później, gdy dziewczynka zaczęła mdleć, matka zabrała ją do katolickiej kliniki oddalonej od wioski około 1,5 km.
W przypadku ukąszenia, chory powinien być niesiony przez innych, gdyż w przeciwnym wypadku trucizna działa bardzo szybko. Niestety, nie było chętnych do pomocy, wszyscy ...

Czytaj całość
 
««  start « poprz. 61 62 63 64 65 66 67 68 69 70 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 336 - 340 z 377