Maryja w życiu misjonarzy

Z takim pytaniem zwróciliśmy się do kilku spośród misjonarzy pracujących w Brazylii. Co odpowiedzieli – możecie Państwo przeczytać poniżej.

Ks. Jan Piotr Stawicki SAC, proboszcz parafii p.w. św. Sebastiana w Niterói – Itaipu:
„Gdy myślę o Maryi w moim życiu, przypomina mi się obraz Matki Bożej z nawy bocznej kościoła parafialnego w Kowalu, gdzie z jednej strony jest namalowany kanonik, prawdopodobnie miejscowy proboszcz, a z drugiej kasztelan grodu. Nie istnieje jakiś szczególny kult tego wizerunku, ale to właśnie przy tym obrazie zatrzymywałem się jako mały ministrant, nastolatek, członek zespołu młodzieżowego, nowicjusz, kleryk. Tuż obok stoi konfesjonał, do którego przychodziłem co miesiąc, aby oczyścić moją duszę i wtedy, przed spowiedzią, prosiłem Matkę o siłę i odwagę, abym mógł szczerze wyznać moje grzechy, a po spowiedzi - o wytrwałość w łasce Bożej. Lata mijały i któregoś dnia dane mi było zasiąść w konfesjonale, już jako ksiądz pallotyn i wtedy dziękowałam, przypominając sobie...

Czytaj całość
 
Misjonarze piszą
Drodzy Czytelnicy „Horyzontów Misyjnych”! Pozdrawiam was wszystkich bardzo serdecznie z tej części świata – z Korei Południowej. Gdy piszę tę krótką refleksję, za oknem widać jeszcze śnieg i odczuwalny jest mróz – zima wciąż trzyma, chociaż widać już pierwsze przebłyski zbliżającej się powoli wiosny.
 
Dzień 1.05.1990 r. to początek pracy pallotynów w Korei Południowej, do której też dwukrotnie pielgrzymował nasz Rodak, Jan Paweł II w 1984 i 1989 roku. Obecnie pracuje tu czterech księży, w tym jeden Koreańczyk oraz brat z Polski. Mamy jednego kleryka na etapie formacji (przygotowujący się do złożenia drugiej czasowej konsekracji) oraz trzech postulantów (jeden rozpoznający swe powołanie braterskie oraz dwóch kapłańskie).
 
Każda rocznica – tym bardziej ta dwudziesta pracy pallotynów w Korei – jest chwilą zadumy, nad tym co minęło, podziękowania za miniony czas oraz pytaniem...
Czytaj całość
 
Moja droga życiowa
Witam wszystkich Drogich Czytelników „Horyzontów Misyjnych”. Nazywam się Chang-jun Lee, Wincenty, i jestem postulantem w koreańskiej pallotyńskiej wspólnocie św. Wincentego Pallottiego.

Minął już rok, od kiedy dołączyłem do tej wspólnoty – było to 2 lutego 2009, w dzień Ofiarowania Pańskiego.

Życie w roli ucznia pallotynów pomaga mi pozostawać w przeświadczeniu, że wszyscy, których spotykam, są zjednoczeni w Chrystusie. Dzięki temu doświadczeniu możemy żyć jak misjonarze, pokazując nasze odrodzone życie innym, tym, którzy nie wierzą, lub przestali wierzyć w Boga. Tym sposobem możemy pomóc innym zacząć czcić naszego Ojca i być dobrymi dziećmi Bożymi. Na chwałę Pana oraz...
Czytaj całość
 
Moje stawanie się pallotynem
Wiem, że Ci z Was, którzy mnie znają, czytając ten tytuł, dziwią się, ponieważ już w 2006 roku złożyłem wieczną konsekrację w Stowarzyszeniu Apostolstwa Katolickiego. Jednak zaraz zrozumiecie, co miałem na myśli, formułując w ten sposób tytuł.
 
To było 17 lat temu, w październiku 1993 roku, kiedy rozmawiałem na temat mojego powołania z przełożoną grupy modlitewnej w zgromadzeniu Sióstr św. Teresy Kontemplującej Oblicze Jezusa. Kiedy powiedziałem jej, że czuję w sobie Boże powołanie, które każe mi odkryć prawdziwą religię, ona przedstawiła mi pallotynów. Jednak nie chciałem poświęcać się temu, dopóki nie uświadomiłem sobie wszystkiego. Uczestniczyłem w spotkaniu powołaniowym nazywanym „Próbą Jezusa” i w efekcie wstąpiłem do Ojców Franciszkanów w 1997 roku.
 
Po tym, kiedy stwierdziłem, że jednak to nie jest moja droga, uczyłem dzieci przez 11 miesięcy w szkółce niedzielnej, działającej przy moim kościele. Jednak nadal mocno czułem, że Bóg...
Czytaj całość
 
Dzielić się wiarą - świadectwa młodzieży
Wierzę w Boga od dziecka, modliłam się żarliwie aż do gimnazjum. Lecz potem pojawił się pewien problem w rodzinie. Wtedy w moim sercu zagościła wściekłość i nienawiść. Szukałam winnego sytuacji, która powstała, winnego mojego bólu i cierpienia. Zaczęłam bardziej polegać na znajomych niż na Bogu i rodzinie. W domu czułam się dziwnie. Nadal modliłam się, ale moje myśli i umysł były gdzie indziej.

 
W moim domu na ścianie wisiał obraz Jezusa. Nie zwracałam na niego szczególnej uwagi. Pewnego dnia, tak jak zwykle, udałam się z mamą na Mszę św. Wtedy dowiedziałam się, że ten obraz pochodzi od pallotynów. „Tam są księża z zagranicy, to ich wyróżnia od innych kościołów” – pomyślałam wtedy, tylko tyle.

Wówczas jednak stało się coś zaskakującego. Poczułam, jak przenikliwie Jezus z obrazu w pallotyńskiej kaplicy patrzy na mnie, a Jego oczy podążają za mną – jakby chciał ze mną rozmawiać. Bałam się wtedy spojrzeć Mu w oczy, bo wiedziałam, że On wie o wszystkim, o mojej złości i nienawiści.

Podczas roku szkolnego niewiele miałam czasu na regularne uczęszczanie na Mszę św., choć pojawiałam się w kościele od czasu do czasu. Mama i siostra zawsze powtarzały mi, jak ważna jest modlitwa o otwarty umysł i serce. Lecz one nadal pozostawały zamknięte, a ja nie chciałam ich otworzyć. Z niepewności i nieśmiałości. Odmawianie różańca lub czytanie innych modlitw – OK., lecz tak po prostu rozmowa z Bogiem? Nawet w rodzinie ciężko jest...
Czytaj całość
 
««  start « poprz. 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 26 - 30 z 376